Umowa o obronie ma być podpisana 17 czerwca, w Warszawie, w 35. rocznicę polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, który podpisano w Bonn. Będzie to jednak umowa, a nie nowy traktat. Niewiele było o niej wiadomo do ostatniej chwili, nie tylko skarżącemu się na to obozowi prezydenta Polski. Jest to porozumienie między resortami obrony, umowę podpiszą ministrowie Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius. 

To nie od polskiego rządu się dowiedzieliśmy, że taka umowa jest w planach. Powiedział o tym, w połowie lutego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, ambasador Niemiec Miguel Berger. Wskazał nawet prawdopodobny termin podpisania umowy – 17 czerwca. I zaległa cisza. Trzy miesiące później, gdy ambasador Berger przypomniał podczas konferencji Impact w Poznaniu o planach podpisania porozumienia obronnego w 35. rocznicę traktatu na konferencji, pojawiły się potwierdzenia z polskiej strony, ale nieśmiałe. 

Ranga umowy jest niższa niż traktatu. I nie wymaga poparcia parlamentu ani prezydenta. A na takie poparcie rząd, delikatnie mówiąc, nie liczył, zakładając, że na traktat z Niemcam ogarnięci „antyniemiecką obsesją” politycy z PiS i okolic nie zgodzą. I zapewne przeciwnicy rządu by się nie zgodzili, choć czy ktoś, także z Berlina, prowadził poważne dyskusje z prezydentem Karolem Nawrockim na ten temat, nie jest całkiem jasne. 

Pytanie, czy tylko z powodu polityków PiS i okolic nowy traktat między Polską i Niemcami nie jest teraz możliwy? Zaraz do niego wrócimy. 

Umowa z Niemcami tylko o obronie. O jakiej współpracy mówią traktaty?

Umowa o współpracy wojskowej będzie dotyczyła tylko obrony i bezpieczeństwa. A traktaty międzypaństwowe, które zawiera Polska, są tematycznie bardzo obszerne. Podpisany 9 maja zeszłego roku w Nancy traktat polsko-francuski o wzmocnionej współpracy i przyjaźni mówi wręcz „o wszystkich dziedzinach stanowiących wspólny obszar zainteresowań Stron”. 

Czytaj więcej

Janusz Reiter: Polsko-niemiecki stabilizator Europy. 35. rocznica traktatu o dobrym sąsiedztwie

Traktat z Nancy zawiera przede wszystkim bardzo ważne i mocne zobowiązanie w zakresie bezpieczeństwa („w przypadku napaści zbrojnej na ich terytorium Strony udzielają sobie nawzajem pomocy, w tym przy zastosowaniu środków wojskowych”). Ale jest w nim też całkiem szczegółowo mowa o współpracy gospodarczej, w energetyce jądrowej, rolnictwie (włącznie ze wspólnym przeciwdziałaniem stratom w tym sektorze i marnotrawstwu żywności) czy sporcie (np. „Strony promują sport kobiet na wszystkich szczeblach”). W artykule 12. pod tytułem Kultura i Pamięć wspomniano o współpracy w walce z przemytem dóbr kultury.

Nie udało się zamknąć „bolesnych rozdziałów przeszłości”

Dobra kultury to jeden z problemów w stosunkach polsko-niemieckich. I tu wracamy do pytania o nowy traktat. Dlaczego go nie może być? Odpowiedź da się wyczytać w starym traktacie, tym, którego 35. rocznicę obchodzimy. I to w pierwszym zdaniu preambuły.   

Jest w nim mowa o dążeniu „do zamknięcia bolesnych rozdziałów przeszłości”. To się nie udało. 

Dzisiaj widać to po sondażach w Polsce, w których pada pytanie, czy Niemcy rozliczyły się za zbrodnie, albo na temat reparacji. Ich wyniki rząd zna, wie, że niezadowolenie wykracza bardzo daleko poza PiS i okolice. To także czuć na platformach społecznościowych czy w rozmowach z ludźmi, którzy nie mają antyniemieckich obsesji.

Czytaj więcej

Emmanuel Macron odpowiada na pytania „Rzeczpospolitej” po podpisaniu traktatu w Nancy. „Inny etap niż w 1939 roku”

Widać i czuć nawet bardziej niż przed dziesięcioma czy dwudziestoma laty. Co raczej nie jest dziwne, bo im dłużej coś jest zamiatane pod dywan, tym gorzej. To, co nie zostało załatwione w odpowiednim czasie, wraca z większą siłą. Przerabiamy to właśnie z sąsiadem ze wschodu. W wypadku Niemiec dotyczy to odszkodowań, upamiętnienia polskich ofiar, zwrotu zagrabionych dzieł sztuki, czy wiedzy Niemców o skali zbrodni dokonanych w okupowanej Polsce w czasie drugiej wojny światowej. Wszystkie te sprawy ciągną się niemiłosiernie, odwlekają się, ostatnie ofiary umierają, decyzje kapią, zamiast chlusnąć. 

Szkoda, że z powodu wieloletnich zaniedbań nie można się z Niemcami skupić na przyszłości.