Kandydat musi też sobie poradzić m.in. z prawem unijnym, administracyjnym, prawem pracy czy zamówieniami publicznymi. Potem czeka go jeszcze część ustna, której zadaniem jest "ocena predyspozycji i zdolności ogólnych oraz umiejętności kierowniczych".

Wiadomo, że kandydata najłatwiej wyeliminować właśnie na ustnym – ślad po odpowiedziach nie pozostaje, a i uznaniowość jest znacznie szersza. Okazuje się jednak, że w konkursach na naczelników urzędów skarbowych, choć zdający z powodzeniem poradził sobie i z częścią pisemną, i ustną, to... nie został powołany na stanowisko. Bo w konkursie startował też znajomy królika.

Znajomy królika miał albo gorszy wynik, albo poległ w konkursie. Co nie przeszkadza mu zająć fotela naczelnika, p.o. naczelnika lub jego zastępcy.

Takim patologiom sprzyjają przepisy ustawy o urzędach i izbach skarbowych. Minister finansów może bowiem nie powołać na stanowisko osoby, która z powodzeniem przebrnęła przez konkurs, ale "nie gwarantuje obiektywnego wypełniania obowiązków dyrektora izby czy naczelnika urzędu". Niestety, nikt nie wie, co się pod tym pojęciem kryje. Co gorsza, bywa, że takie decyzje zapadają bez słowa uzasadnienia.

Krótko mówiąc, wynik konkursu pokazuje, że kandydat ma wiedzę, predyspozycje i umiejętności, ale minister stwierdza, że to niczego nie gwarantuje. A w dodatku procedura konkursowa nie dotyczy zastępców naczelników – na to stanowisko można powołać w zasadzie każdego.

W efekcie na ważne stanowiska w aparacie skarbowym nie zawsze trafiają najlepsi. A to ma proste przełożenie na jakość decyzji podatkowych. Nasz tegoroczny ranking urzędów skarbowych pokazał, że liczba wadliwych decyzji, które są następnie uchylane, m.in. przez sądy, drastycznie rośnie. To się nie zmieni, jeśli konkursy nadal będą traktowane jak dotychczas.

[ramka][link=http://blog.rp.pl/usowicz/2009/11/09/ewa-usowicz-izby-skarbowe-dla-znajomych-krolika/]Skomentuj[/link][/ramka]