[b]Rz: Do sklepów trafił właśnie najnowszy album Stinga. Znajdziemy tam orkiestrowe wersje jego największych przebojów. Jest pan zaskoczony?[/b]
[b]Roman Rogowiecki:[/b] Sting już dawno odszedł w stronę klasyki. To muzyk, który zrobił już wszystko w idiomie rockowym, a że jest niespokojnym artystą, ciągle poszukuje. Chciał pokazać, że potrafi komponować piosenki, które może zagrać orkiestra. To było spełnienie jego marzeń. Poza tym zwrócił się w kierunku muzyki klasycznej, bo ta jest bardziej doceniana niż pop, z czym się akurat nie zgadzam.
[b]Dlaczego?[/b]
Przecież kompozytorzy muzyki klasycznej także pisali na zamówienie np. hrabiego, księcia czy innych możnych. A dzisiejsze orkiestry symfoniczne? Niemal cały czas grają covery, nie chcą niczego nowego komponować.
[b]Nie tylko muzycy klasyczni. To z powodu braku pomysłów czy słuchacze tak wolą?[/b]
Każdy z nas ma przeboje, które kojarzą mu się z miłymi chwilami, życiowymi osiągnięciami albo po prostu z młodością. Często są to piosenki z dobrą linią melodyczną, a takie zawsze się obronią. Poza tym ludzie, słuchając dojrzalszych wersji, chcą pokazać, że mają rozwinięty gust, bardziej wysmakowany i potrzebują sztuki przez duże „sz”.
[b]To przeczy temu, co powiedział pan jakieś dziesięć lat temu, że najlepsze są składanki.[/b]
Ciągle to podtrzymuję. Ludzie nie są koneserami. Sam nie jestem zwolennikiem składanek, ale słuchacze najczęściej po nie sięgają. Teraz każdy ma wypalarki płyt CD i sam nagrywa ulubione piosenki. Kiedyś kupowało się album, żeby zobaczyć, jaką ma okładkę, układ piosenek, jaka jest druga strona. Te czasy minęły.
[b]Bo...[/b]
Myślę, że po prostu nasze gusta są coraz gorsze i staliśmy się bardziej konsumpcyjni. Dziś muzyk z branży pop najlepiej zarabia na dzwonkach do telefonu. Wystarczy napisać trwający 20 sekund refren. Winni takiej sytuacji jesteśmy my, konsumenci, bo chcemy szybciej, łatwiej i szukamy prostych piosenek.
[i]—rozmawiała Monika Gębala[/i]