Na koniec dziesięciu lat prezydentury Andrzej Duda zaprosił do pałacu sporą grupę dziennikarzy, by się pożegnać. Byli wśród nich reprezentanci liberalno-lewicowych tytułów, które z prezydentem nie tylko polemizowały, ale okazywały mu lekceważenie i przedstawiały go jako śmieszną, przypadkową postać. Ci ludzie demonstrowali teraz niezmąconą pewność siebie. A ja się zastanawiałem, czy równie otwarty w drugą stronę byłby prezydencki pałac przy Rafale Trzaskowskim. Sądząc po notorycznym zamykaniu dla konserwatywnych mediów spotkań i konferencji kandydata Koalicji Obywatelskiej, śmiem wątpić.