Zuzanna Kurtyka o żałobie i emocjach, które wywołała katastrofa smoleńska, mówi:
Osobiście trudno wczuć się w emocje innych. Straciłam w tej tragedii ukochanego męża. Poczucie strasznego braku najbliższej osoby, przerażającej pustki, jaka zapanowała w moim życiu, nie pozwala mi spojrzeć na to inaczej niż przez ten pryzmat. Nie pozwala w ogóle przyjmować jakiś ram czasowych, kiedy żałoba się kończy, a kiedy zaczyna. To dla mnie nie istnieje, jest niesłyszalne. Mam poczucie, że moje życie dzieli się, jakby przecięte czarnym mieczem, na dwie części. Na stary świat sprzed tragedii smoleńskiej i nowy – po niej. W tym starym bałam się na przykład śmierci. W tym nowym w ogóle nie czuję strachu przed moją własną śmiercią. Przestałam się jej bać, co daje poczucie pewnego wyzwolenia. Potrafię też chyba lepiej rozmawiać z rodzicami dzieci, które przy nas umierają. Z reguły wiedzą, kim jestem, wiedzą, że 10 kwietnia 2010 r. zginął mój mąż. To tworzy specyficzną więź, łatwiej się zrozumieć, łatwiej rozmawiać.
O tym, dlaczego IPN wzbudza nienawiść:
Janusz wierzył, że poprzez pokazanie prawdy o PRL, o roli poszczególnych osób, przyczyni się do uzdrowienia naszego życia publicznego. Tak pojmował zadania IPN. Temu celowi służył. (…) Strach. To jest powód. Takie samo uczucie budził także Mariusz Kamiński, były szef CBA. Platforma odwołała się do tego, że każdy ma coś tam na sumieniu. Wmówiła ludziom, że oto nadjechał jakiś wielki inkwizytor i będzie każdego ścigał. Jej oferta była przyjemniejsza: wy dacie nam dobrze pożyć, my w zamian pozwolimy wam. A tak naprawdę chodzi przecież o elementarną sprawiedliwość i podstawową prawdę. Ludzie jednak nie potrafią przyznać się, że kiedyś coś zrobili źle. A przecież system komunistyczny niszczył ludzi, łamał. To, że ktoś złamał się, donosił np. na kolegów, jest do wybaczenia. Ale trzeba się przyznać. Jednak takich przypadków nie było.