Zapytany, czy oburza go nowy spot Platformy Obywatelskiej, Nałęcz powiedział:

Nie oburza mnie. Pamiętam pretensje do komitetów wyborczych, że wykorzystują aktorów w spotach. Jeśli politycy chcą się odwołać do autentycznych ludzkich opinii, powinni pokazywać autentycznych ludzi. (...) Nie widzę tu straszenia, a tylko przypomnienie, że oprócz miłego sympatycznego wizerunku prezesa PiS są także ci ludzie, od których zresztą PiS się nie odżegnuje. 

O tym, kogo na premiera powoła prezydent:

Nieważne, kto wygra wybory względnie. Bo wszystko wskazuje na to, że większości bezwzględnej nie będziemy mieli. Jeśli polski prezydent nie chce strzelać do parlamentu z korkowca, tylko chce, żeby jego nominat faktycznie mógł rządzić, musi się przekonać, na jakie poparcie w parlamencie może liczyć.

Nałęcz skomentował słowa Jacka Sasina, że po śmierci Lecha Kaczyńskiego Bronisław Komorowski chciał wejść natychmiast do kancelarii prezydenta i zajrzeć do aneksu:

To jest albo obrzydliwość, albo nieznajomość konstytucji. Prezydent jest gwarantem ciągłości państwa. Natomiast zarzut wyrachowany i niezwykle poważny i supernieuczciwy, że prezydentowi się spieszyło do obejrzenia tych dokumentów, jest o tyle obrzydliwy, że przecież to jest bardzo udokumentowany sposób zaglądania do tych dokumentów i tych dokumentów strzegli ludzie PiS i oni świetnie wiedzą, że prezydent, że pełniący obowiązki prezydenta marszałek Komorowski gestu nie wykonał, żeby te dokumenty oglądać i ich nie oglądał.

Na temat możliwych koalicji:Jarosław Kaczyński obszedł się z Donaldem Tuskiem w swojej książce łagodniej niż Janusz Palikot. Po przeczytaniu obu książek uważam, że bardziej prawdopodobny jest sojusz Tuska z Kaczyńskim niż z Palikotem. (...) Nie wierzę w tego Tusko-Palikota, bo właśnie tą książką Palikot sobie przekreślił możliwość poważnej współpracy z Platformą.

 

Tomasz Nałęcz pogrąża się w oparach groteski. Niestety, jest zbyt późno, by uświadomić mu, że powierzenie misji tworzenia rządu partii, która przegrała wybory, będzie początkiem końca polskiej demokracji. Uczciwiej byłoby, gdyby Nałęcz wprost zapowiedział: nowy rząd będzie tworzyła PO. I pomyśleć, że to doradca prezydenta do spraw historycznych, a nie - histerycznych.