W rozmowie z "Tygodnikiem Solidarność" premier rządu obalonego 20 lat temu w wyniku "nocy długich teczek" mówi:

Moim zdaniem mój rząd znalazł się w sytuacji konfrontacyjnej z bardzo wpływowymi grupami interesów i bardzo znaczną częścią tzw. elity – nie tylko postpeerelowskiej, ale i części tej elity postsolidarnościowej, która stała na gruncie kontynuacji „okrągłego stołu”. Dotyczyło to przede wszystkim prywatyzacji, sposobu dysponowania mieniem państwowym. Jedną z moich pierwszych decyzji jako premiera było wstrzymanie w 1992 roku wszystkich transakcji prywatyzacyjnych, już częściowo dopiętych i przygotowanych od strony interesów ludzi, którzy byli z tym związani. 

Jan Olszewski dodaje:

Myślę też, że ogromna większość polskiego społeczeństwa wolałaby zupełnie inną formułę prywatyzacji, taką, która by ten majątek, będący przecież wynikiem wspólnego dorobku, maksymalnie chroniła i czyniła go efektywnym. Spójrzmy choćby na to, co się stało w przemyśle stoczniowym. Według naszej koncepcji, miał on być dźwignią polskiego przemysłu, kołem napędowym pewnej koniunktury. Szanse na to były zupełnie realne, ale to by spowodowało, że wiele stoczni europejskich, np. niemieckich, będących w tym czasie również w tarapatach, musiałoby wypaść z rynku. One działają do dzisiaj, ale polskiego przemysłu stoczniowego już nie ma.

Można z tego wnioskować, że te grupy interesów były mocno związane z ośrodkami zagranicznymi, niekoniecznie tylko z Moskwą?

Oczywiście. Przecież przejmowaniem polskiego majątku byli zainteresowani nie tylko, że tak powiem, tubylcy.

Wtedy zadał Pan dramatyczne pytanie: „Czyja będzie Polska”…

Formułowałem je właśnie w tej perspektywie, kiedy rząd był odwoływany. I ono, jak się zdaje, znajduje dzisiaj odpowiedź.

Olszewski zauważa, że zarówno wówczas, jak i teraz borykamy się z podobnymi problemami:

Aparat państwowy jest tak skonstruowany, że dochodzi do wzajemnego blokowania różnych działań. Przed nami są także wyzwania związane ze zmianami dokonującymi się w Europie i z nową formułą naszego uczestnictwa w zmieniającej się Unii Europejskiej. Z punktu widzenia porządku prawnego i konstytucyjnego, ale także od strony struktur państwowych, Polska jest do tego kompletnie nieprzygotowana.