Minął już czas, gdy afiszowanie się z poparciem dla Donalda Trumpa przynosiło europejskim partiom prawicowym wyborcze profity. Ostatnio przekonał się o tym Viktor Orbán. Jeszcze niedawno było inaczej. Dobrze pamiętamy owację na stojąco, jaką posłowie PiS-u uczcili w polskim Sejmie zwycięstwo Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich w listopadzie 2024 r. To zwycięstwo wzbudziło nadzieje nie tylko w partiach radykalnej, populistycznej prawicy, ale także w części ugrupowań konserwatywnych, odległych od skrajności oraz wśród cenionych prawicowych intelektualistów. Działo się tak pomimo wątpliwego bilansu pierwszej prezydentury republikańskiego polityka, jego krytycznych ocen NATO, w którym większość państw europejskich widziała gwarancje swego bezpieczeństwa oraz pomimo niepokojących cech charakteru amerykańskiego prezydenta, takich jak narcyzm i chimeryczność.
Dlaczego konserwatyści widzieli w Donaldzie Trumpie więcej szans niż zagrożeń dla Europy
Wielu europejskich konserwatywnych intelektualistów realistycznie oceniało osobowość Trumpa, a jednak w jego ponownym wyborze na prezydenta Stanów Zjednoczonych widziało więcej szans niż zagrożeń dla Europy. Wierzyli, że amerykańska kontrrewolucja kulturowa, rzucająca wyzwanie kulturze „woke” oraz coraz dalej przesuwanym granicom przemian obyczajowych, obwarowanych wymogami politycznej poprawności, a w istocie konformizmu, będzie ożywczym impulsem i doda odwagi europejskim ugrupowaniom i środowiskom prawicowym oraz konserwatywnym.
Czytaj więcej
Powrót Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA to zapowiedź globalnych zmian. Jego wpływ na gospodarkę, geopolitykę oraz zapowiadana walka z wo...
Mniej więcej od końca lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku większość europejskich partii konserwatywnych, chadeckich i centroprawicowych zaczęła ustępować pod naciskiem ofensywy kulturowej lewicy, prowadzonej w imię skrajnego indywidualizmu. Katalog praw człowieka zaczął się niezwykle poszerzać. Ma już niewiele wspólnego z prawami zawartymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, uchwalonej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1948 r., która w zasadzie opierała się na prawie naturalnym. Wiele „nowych praw człowieka” jest zaprzeczeniem prawa naturalnego.
W Europie ustępliwość głównych partii konserwatywnych i centroprawicowych wobec agendy dyktowanej przez lewicę, nierzadko skrajną otworzyło przestrzeń dla ekspansji radykalnej prawicy.
Zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu na naszym kontynencie zyskał na znaczeniu nurt dokonujący ahistorycznych rozliczeń z cywilizacją zachodnią i historią europejskich narodów, zwłaszcza kolonialną. W dużej mierze jest on zjawiskiem wtórym w stosunku do ideologicznej ofensywy środowisk amerykańskiej radykalnej lewicy. W Stanach Zjednoczonych dewastowane były pomniki Krzysztofa Kolumba i historycznych bohaterów USA, którzy mieli niewolników. W Londynie kilkakrotnie dewastowano pomnik Winstona Churchilla, oskarżanego o rasizm. Ten sam pretekst był przywołany jako uzasadnienie znieważenia w 2020 r. pomnika Colberta – wielkiego ministra Ludwika XIV – znajdującego się przed siedzibą francuskiego Zgromadzenia Narodowego w Paryżu.
Zasadne jest pytanie, czy w historii Wielkiej Brytanii ostałby się jakiś bohater narodowy, gdyby ten status stracił wielki premier, który przestrzegał przed polityką ustępstw wobec Hitlera przed wybuchem II wojny światowej, a stając na czele rządu w maju 1940 r. obiecał swoim rodakom tylko „krew, znój, łzy i pot” i stawił czoła Niemcom, odrzucając pokojową ofertę Hitlera po klęsce Francji.
Piętnowanie własnej cywilizacji, przepraszanie za własną historię w imię poprawności politycznej musiało przynieść nieszczęsne rezultaty w zachodniej Europie, utrudniając, a często uniemożliwiając integrację dziesiątek milionów mieszkańców państw europejskich, wywodzących się z pozaeuropejskich cywilizacji i kultur, a także przyczyniając się do dezintegracji zachodnioeuropejskich społeczeństw. W Europie ustępliwość głównych partii konserwatywnych i centroprawicowych wobec agendy dyktowanej przez lewicę nierzadko skrajną otworzyła przestrzeń dla ekspansji radykalnej prawicy.
To właśnie w takich realiach pozbawiony kompleksów, pewny siebie i zwycięski w najpotężniejszym państwie Zachodu trumpizm, mógł jawić się części europejskich konserwatystów jako ideowy sojusznik, a nawet źródło inspiracji. Pod pewnymi względami rzeczywiście nim był.
Europa nie jest dla Donalda Trumpa partnerem
Europejczycy nie mają jednak powodów, aby odczuwać satysfakcję ze sposobu traktowania ich żywotnych spraw przez obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zarówno z lektury aktualnej Narodowej Strategii Bezpieczeństwa, jak też z praktycznych działań podejmowanych przez prezydenta Stanów Zjednoczonych wynika, że Unii Europejskiej nie traktuje się obecnie po drugiej stronie Atlantyku jako istotnego partnera w kształtowaniu polityki Zachodu wobec innych światowych mocarstw. Prezydent USA nie jest zainteresowany ukształtowaniem się Europy jako potęgi politycznej i militarnej. Woli mieć do czynienia z poszczególnymi europejskimi państwami. Politycznie zaś popierał tych przywódców państw europejskich i liderów politycznych, którzy utrudniali prowadzenie solidarnej i spójnej polityki Unii Europejskiej wobec zewnętrznego zagrożenia, jakim obecnie jest Rosja (to przypadek Viktora Orbána).
Czytaj więcej
Mamy w Polsce dwie śmiertelnie nienawidzące się ekipy, które z rosyjskiego zagrożenia uczyniły maczugę do wzajemnego okładania się po głowach. Możl...
Donald Trump występujący w roli obrońcy suwerenności sojuszniczych państw europejskich przed zagrożeniem przez instytucje Unii Europejskiej nie jest wiarygodny. Najbardziej spektakularny fakt potwierdzający tę tezę to żądanie przyłączenia do USA Grenlandii, terytorium należącego do Danii. Prezydent USA po raz pierwszy wysunął je publicznie, nawet nie informując o tym wcześniej Danii, sojuszniczki Stanów Zjednoczonych od 1949 r. Trudno oprzeć się wrażeniu, że obecny prezydent USA traktuje swoich europejskich sojuszników raczej jako wasali, a nie partnerów, chociaż dla jednych jest bardziej łaskawy, a dla innych zdecydowanie mniej.
Donald Trump niewątpliwie miał rację, żądając od państw NATO zwiększenia wydatków na obronę. Ma zasługi w tym, że tak się obecnie dzieje, ale jego wielokrotnie powtarzane wypowiedzi kwestionujące wiarygodność i przydatność Sojuszu Północnoatlantyckiego, a także rozważania o możliwości wystąpienia z niego przez USA, nie wzmacniają wiarygodności NATO, poczucia bezpieczeństwa Europejczyków i dają powody do satysfakcji Rosji.
Chrześcijaństwo według Donalda Trumpa jest pozbawione ewangelicznego przesłania
Z polityki administracji Donalda Trumpa wobec Europy satysfakcję mogą mieć jedynie ci europejscy konserwatyści, którzy uważają za stan naturalny całkowitą hegemonię USA nad całym Zachodem, a strategiczną autonomię Europy uznają za mrzonkę. Owszem, są także tacy konserwatyści, ale – moim zdaniem – znajdują się w mniejszości.
Czytaj więcej
Niemal dwie trzecie ankietowanych na zlecenie instytutu IBRiS uznało za niedopuszczalne groźby prezydenta USA pod adresem Iranu. Jednocześnie amery...
Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego trumpizm nie powinien być wzorcem dla europejskich konserwatystów. Chrześcijaństwo stanowi cywilizacyjny fundament Europy. Możemy toczyć spory o to, w jakim stopniu nasz kontynent pozostaje wierny temu dziedzictwu, ale konserwatysta wie, że religię chrześcijańską należy traktować bardzo poważnie, wraz z jej konsekwencjami dotyczącymi etyki indywidualnej i społecznej, kultury i obyczaju. Oceniając z tej perspektywy polityczne przywództwo Donalda Trumpa, trudno o jego pozytywną ocenę. Wiadomo, że Trump to nie cały ruch MAGA, skupiający jego zwolenników. Trump ma w nim jednak status wykraczający poza zwyczajne polityczne przywództwo. Ma w MAGA pozycję idola i wielu wyznawców. Dlatego jego poglądy i wygłaszane opinie kształtują oblicze ruchu.
Bez wątpienia obecny prezydent Stanów Zjednoczonych jest skłonny do traktowania religii jako ideologii, z której zostały wyparte tak istotne elementy ewangelicznego przesłania, jak szacunek dla każdego człowieka i jego życia, miłosierdzie, solidarność, pokora i troska o słabszych. Trump niejednokrotnie mówił, że swych politycznych przeciwników nienawidzi, wyrażał radość z powodu śmierci Roberta Muellera, byłego szefa FBI, w którym widział swego prześladowcę, systematycznie kpi ze swego poprzednika Joe Bidena, pomimo jego bardzo ciężkiej, nieuleczalnej choroby. Poprzednicy obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych wielokrotnie podejmowali decyzje pociągające za sobą śmierć wielu ludzi, także przypadkowych ofiar. Nie wiemy, jakie uczucia im towarzyszyły, ale publicznie nie okazywali satysfakcji z powodu ludzkiej śmierci. Donald Trump wyraźnie demonstrował satysfakcję z faktu, że to on decyduje o życiu i śmierci przywódców Iranu.
Czytaj więcej
Donald Trump w tym tygodniu zaatakował papieża Leona XIV zarzucając mu m.in. pobłażliwość w sprawie przestępców oraz schlebianie radykalnej lewicy....
Donald Trump jako przywódca ma także cechy, które można podziwiać: waleczność, wolę walki, wytrwałość i osobistą odwagę, jaką pokazał podczas zamachu na jego życie. Jednak oferta ideologiczna, którą próbuje forsować, nie powinna zostać przyjęta przez europejskich konserwatystów, w tym także polskich.