Były minister Zbigniew Ziobro znalazł przytułek w USA i przymusowe odstawienie do Polski w najbliższym czasie mu nie grozi. Jego były zastępca i wspólnik w „zorganizowanej grupie przestępczej” (jak powiadają przedstawione im obu zarzuty) Marcin Romanowski tuła się nie wiadomo gdzie i niewykluczone, że wkrótce znajdzie się w kajdankach i w Polsce.

Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski. Zbiegli przestępcy czy u uciekinierzy przed dyktaturą Donalda Tuska?

Romanowski pierwszy trafił pod opiekuńcze skrzydła Orbána, byłego już premiera Węgier. Jemu pierwszemu postawiono zarzuty i wystawiono europejski nakaz aresztowania, więc pierwszy szukał bezpiecznej meliny. Czy od razu mościł gniazdko także dla Ziobry? Tego nie wiemy, ale wśród przestępców zwyczajem jest udostępnianie schronienia wspólnikowi, a zwłaszcza szefowi gangu.

Czytaj więcej

Śmierci ojca Ziobry można było uniknąć? „Rzeczpospolita” dotarła do ostatecznej opinii biegłych

Kiedy po jakimś czasie także Ziobro znalazł się u Orbána, nieraz występowali razem i zwykle razem byli oceniani przez opinię publiczną: dla jednych zbiegli przestępcy, dla drugich niewinni uciekinierzy przed „dyktaturą Tuska”. Zna to każdy prokurator; wśród wielu twarzy solidarności jest i najbrzydsza – solidarność opryszków. Wspierają się w kłamstwie i w ukrywaniu po melinach, aby tylko uniknąć sądu i wyroku.

Ambasador USA w Polsce powinien zostać uznany za „persona non grata”?

Ale do czasu. Kiedy Orbán przegrał wybory i stracił władzę, Ziobro załatwił sobie amerykańską wizę do uchodźczego paszportu przyznanego mu łaskawie przez rząd Orbána. Znam trochę amerykańskie prawo i procedury wizowe (autor był konsulem generalnym w Nowym Jorku w latach 1990-1996 – red.): paszport uchodźczy, zwany genewskim, traktowany jest bardzo nieufnie, do takiego paszportu nie wbija się wizy dziennikarskiej ani jakiejkolwiek podobnej. Przyznanie jej w tak szybkim terminie i do takiego paszportu musiało wynikać z protekcji na bardzo wysokim szczeblu, jakiejś poufnej rozmowy albo przynajmniej telefonu. Takich aktów nie odnotowuje się w protokołach i stosownych notach. Jeśli brał w tym udział ambasador USA w Polsce, powinien zostać uznany za „persona non grata” i wydalony, ale któż w dzisiejszej Polsce – łącznie z panującym nam premierem – miałby dosyć odwagi, by zadrzeć z potężnym sojusznikiem?

Czytaj więcej

Sędziowie wzięli trzy miesiące urlopów. Dlatego za Zbigniewem Ziobrą nie wydano ENA

Dlaczego jednak z podobnie bezpiecznego schronienia nie skorzystał Romanowski? Wszak miał w ręku taki sam „uchodźczy” paszport, z tego samego źródła pochodzący. Dlaczego nie objęła go wysoka amerykańska protekcja? Odpowiedź zna każdy prokurator: solidarność opryszków kończy się, gdy ziemia zaczyna płonąć pod stopami. Wtedy ten, który pierwszy znajdzie się za kratkami, zaczyna sypać. Tak będzie i tu.