Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Mateusz Szpytma
Już po raz drugi na wniosek ludowców z harmonogramu obrad Sejmu wypadło powołanie prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. – Pracujemy nad tym, aby „projekt IPN” zakończył się powodzeniem. W polityce czasem jest tak, że trzeba zaczekać na sprzyjające okoliczności. Jest postęp. Będzie łatwiej – mówi „Rzeczpospolitej” źródło w PSL.
Dlaczego ludowcy są ważną stroną w wyborze szefa Instytutu? Mające przewagę w Kolegium IPN Prawo i Sprawiedliwość potrzebuje wsparcia w Sejmie, by wybrać na prezesa własnego kandydata. Zgodnie z ustawą, „prezesa powołuje Sejm za zgodą Senatu, na wniosek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej”, które wcześniej organizuje konkurs. Kolegium IPN liczy dziewięciu członków. Pięciu z nich (na siedmioletnią kadencję) powołuje Sejm, po dwóch – Senat i prezydent. Ostatni „nabór” został przeprowadzony w 2023 r., a to oznacza, że do 2030 r. większość ma w nim prawica (to związani z PiS prof. Wojciech Polak – przewodniczący, prof. Jan Draus, prof. Mieczysław Ryba, prof. Tadeusz Wolsza, prof. Andrzej Nowak i Bronisław Wildstein). Dlatego kiedy dr Karol Nawrocki został prezydentem, o tym, kto go zastąpi zdecydował obóz prawicowy. Pod koniec października zeszłego roku Sejm odrzucił kandydaturę dr. hab. Karola Polejowskiego, bliskiego współpracownika Nawrockiego, którego zresztą sam „namaścił”, Kolegium więc zorganizowało konkurs po raz drugi, a wygrał go Mateusz Szpytma, wiceprezes IPN. PiS liczyło na poparcie PSL, bo Szpytma jest prezentowany jako historyk związany z ludowcami – jego poparcie zapowiedział 16 kwietnia w Polsacie wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: