Marek Migalski: Kognitywna wojna domowa

Należymy do różnych kategorii społecznych, które strzelają do siebie z informacyjnych bunkrów.

Publikacja: 12.04.2023 03:00

„Nawet jeśli komentatorzy sprzyjający PiS będą się oburzać i wybuchać świętym gniewem, to prawdą jes

„Nawet jeśli komentatorzy sprzyjający PiS będą się oburzać i wybuchać świętym gniewem, to prawdą jest, iż PiS nadreprezentowane jest w grupie osób starszych, gorzej wykształconych, mieszkających na wsiach, o niższym statusie materialnym”.

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Mózg nie służy do myślenia. Tak jak inne organy naszego ciała (nerki, płuca, wątroba itp.) ma jedno zadanie – podtrzymać organizm, którego jest częścią, przy życiu. Z tego faktu wynika, że ulegamy fałszywym heurystykom, zamykamy się w bunkrach informacyjnych (słowo „bańki” uważam za mylące, bo zawiera w sobie jakąś lekkość i możliwość ich przebicia), a w kwestii szczepionek wierzymy bardziej szwagrowi niż lekarzowi.

Ta prawda obejmuje także jedną z funkcji mózgu, czyli zapamiętywanie. Odpowiedzialny za to jest hipokamp, mały ośrodek w mózgu, dzięki któremu pewne rzeczy pozostają w naszej pamięci, a zdecydowana większość wydarzeń znika bezpowrotnie. Ten proces także ma swoje ewolucyjnie uzasadnione znaczenie i jego głównym celem jest ułatwienie nam jak najdłuższego życia.

Czytaj więcej

Stefan Sękowski: Tu nie będzie rewolucji

Dlaczego o tym piszę? Bo za chwilę przeniesiemy się do połowy lat 90. ubiegłego wieku i być może nie wszyscy będą je pamiętać tak jak ja. Zapewne przed oczami stanie nam walka o prezydenturę między Lechem Wałęsą a Aleksandrem Kwaśniewskim oraz rywalizacja AWS z SLD. Większość będzie miała wrażenie, że temperatura ówczesnych sporów dorównywała dzisiejszej. To wrażenie nie musi być błędne – o czym może świadczyć rekordowa frekwencja drugiej tury wyborów prezydenckich z 1995 roku.

Trwałe kohorty

Ale z neuropolitycznego punktu widzenia najważniejsze jest coś innego – struktura ówczesnych elektoratów Wałęsy i Kwaśniewskiego oraz AWS i SLD. Były podobne. Co mam na myśli? Otóż jeśli porówna się zbiorowo tych, którzy w 1995 roku opowiadali się za ówczesnym inkumbentem, czyli urzędującym prezydentem, a jego rywalem, oraz tych, którzy głosowali na formację Leszka Millera oraz koalicję pod przywództwem Mariana Krzaklewskiego, to dojdzie się do zaskakujących wniosków, iż w sumie byli do siebie podobni – nie różnili się rażąco w kwestii wykształcenia, miejsca zamieszkania, wieku, statusu materialnego. Oba typy elektoratu były mniej więcej odbiciem struktury całego społeczeństwa i nie odbiegały od siebie. Tym, co ich niechętnie do siebie nastrajało i skłaniało do głosowania na prawicę lub lewicę, były kwestie czysto polityczne oraz historyczne (zwłaszcza stosunek do komunizmu). Mówiąc w skrócie – wyborcy AWS i SLD stanowili podobny procent ludzi z wykształceniem wyższym (ale także podstawowym czy średnim), emerytów (ale także studentów, ludzi w wieku średnim), bogaczy (ale także przedstawicieli klasy średniej czy bezrobotnych) itp. Oba elektoraty przypominały siebie nawzajem, a różniły się jedynie politycznie oraz tym, jak patrzyły na PRL i historię.

Warto porównać to z obecną sytuacją – jest diametralnie odmienna. Jeśli weźmiemy pod uwagę elektorat władzy i opozycji, dostrzeżemy bardzo poważne strukturalne różnice. Nawet jeśli komentatorzy sprzyjający PiS będą się oburzać i wybuchać świętym gniewem, to prawdą jest, iż PiS nadreprezentowane jest w grupie osób starszych, gorzej wykształconych, mieszkających na wsiach, o niższym statusie materialnym, natomiast opozycja ma większe poparcie wśród młodszych, lepiej wykształconych i sytuowanych, mieszkających w miastach (zwłaszcza dużych). Nie jest to stwierdzenie obraźliwe – to po prostu fakt. Nie oznacza to, że partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma wyborców wśród części biznesmenów, profesorów czy miejskiej młodzieży (a na formację Donalda Tuska nie zagłosuje żaden emeryt, rolnik czy bezrobotny) – mówimy tu jedynie o nadreprezentacji lub niedoreprezentowaniu w poszczególnych grupach społecznych.

Czytaj więcej

Sondaż: Konfederacja ma już prawie 12 proc. Sprawdzono, kto chce na nią głosować

Co oznacza ta zmiana w stosunku do lat 90. ubiegłego stulecia? Że konflikty polityczny i historyczny zostały zastąpione wojną kognitywną. Ten pierwszy był stosunkowo łagodny, bo jego istotą były kwestie, co do których można dyskutować i wymieniać się racjami. Można także kogoś przekonać do swoich poglądów. Wszak taka jest właśnie istota poglądów – ich zmienność w zależności od faktów. Nie mogło zatem dziwić, że ktoś wcześniej głosujący na SLD w pewnym momencie zaczynał popierać AWS. To nie były duże przepływy, ale liczone w setkach tysięcy.

Dlaczego dzisiaj to się już praktycznie nie zdarza? Bo jesteśmy na wojnie kognitywnej i strzelamy do siebie z informacyjnych bunkrów. Należymy do trwałych kohort, ukształtowanych pod względem wykształcenia, wieku, miejsca zamieszkania czy zasobności portfela. Te ostatnie afiliacje o wiele trudniej zmienić niż np. pogląd na PRL. One trwalej wpływają na to, jak postrzegamy rzeczywistość, jakimi wartościami się kierujemy, jakie filtry poznawcze zakładamy i jakimi danymi operują nasze mózgi.

Dalsza polaryzacja

To tłumaczy gorączkę obecnej konfrontacji w Polsce – zwolennicy poszczególnych partii nie są częścią tego samego społeczeństwa, to osobne plemiona, kierujące się konkurencyjnymi wartościami, z wrogością traktujące tych „innych”. Nadal obie te grupy należą do tego samego gatunku homo sapiens sapiens, ale posługują się już odmiennymi (i trwałymi ze względu na przynależność do innych kategorii społecznych) heurystykami, funkcjonują w różnych środowiskach informacyjnych, kształtują swój światopogląd w odseparowanych silosach aksjologicznych.

To nie wróży dobrze. Nie tylko specom od marketingu i PR w poszczególnych partiach, którzy są praktycznie bezradni w pozyskiwaniu nowych wyborców. Nie wróży to dobrze nam wszystkim, bowiem przyszło nam żyć wśród ludzi, którzy różnią się od nas diametralnie i owej różnicy nie mają zamiaru (a także możliwości) zmniejszać. Podobnie jak my wobec nich. W tej sytuacji bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz dalszej polaryzacji, narastania wrogości, wojen domowych. Tych zimnych, których jesteśmy świadkami, ale także tych gorących, które od czasu do czasu wybuchają.

Oczywiście, nikt z nas nie traktuje tego poważnie, bo jesteśmy z natury (jako gatunek) optymistami i zakładamy zazwyczaj pozytywny rozwój zdarzeń. Ale pamiętajmy – to oszustwo mózgu, którego zadaniem (jak już było powiedziane) nie jest myślenie, lecz podtrzymanie organizmu przy życiu.

Marek Migalski

Autor jest politologiem, prof. UŚ

Mózg nie służy do myślenia. Tak jak inne organy naszego ciała (nerki, płuca, wątroba itp.) ma jedno zadanie – podtrzymać organizm, którego jest częścią, przy życiu. Z tego faktu wynika, że ulegamy fałszywym heurystykom, zamykamy się w bunkrach informacyjnych (słowo „bańki” uważam za mylące, bo zawiera w sobie jakąś lekkość i możliwość ich przebicia), a w kwestii szczepionek wierzymy bardziej szwagrowi niż lekarzowi.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Wyborcza dezinformacja od kuchni. Węgierscy analitycy obnażają machinę Orbána
Publicystyka
Tomasz Krzyżak: Ofiary pedofilii czekają na ruch biskupów
Publicystyka
Estera Flieger: Donald Tusk czuje gniew. Śmierć żołnierza powinna postawić granicę polaryzacji
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Publicystyka
Rusłan Szoszyn: Rosja grozi Polakom bronią atomową. Dlaczego nie Amerykanom, Brytyjczykom czy Francuzom?
Publicystyka
Jaka była istota wyborów z 4 czerwca 1989 roku?