Maciej Strzembosz: Szok systemowy

Jeżeli PiS wygra wybory, samorządowcy będą głównym pretendentem do odebrania im władzy.

Publikacja: 08.02.2023 03:00

Liderzy ruchu Tak! Dla Polski (od lewej): prezydent Sopotu Jacek Karnowski, burmistrz Lądka Zdroju R

Liderzy ruchu Tak! Dla Polski (od lewej): prezydent Sopotu Jacek Karnowski, burmistrz Lądka Zdroju Roman Kaczmarczyk, prezydent stolicy Rafał Trzaskowski i wójt Izabelina Dorota Zmarzlak podczas konferencji prasowej w Warszawie.

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Jak wiadomo, prawdziwe ruchy tektoniczne zaczynają się niewinnie. Być może jesteśmy tego świadkiem na polskiej scenie politycznej. Według SW Research ruch samorządowy Tak! Dla Polski mógłby być trzecią siłą w polskim Sejmie, gdyby wystawił własną listę. Pomińmy chwilowo fakt, że jest to jeden sondaż, nie ma żadnych trendów wskazujących na trwałość zjawiska i że najprawdopodobniej jest to zagrywka mająca na celu otrzymanie lepszych miejsc na wspólnej liście z PO. Pomińmy także fakt, że wydaje się, iż cały ruch powstał z niewłaściwych przyczyn: to, co ich zgromadziło razem, to nie żaden program, ale chęć zmiany ustawy przeforsowanej przez PiS, która ogranicza kadencje samorządowców. Po zwycięstwie opozycja ma to zmienić. Nie jest to więc ruch reformatorski, ale konserwatorski – dążący do zakonserwowania wpływów konkretnych osób w ich lokalnych społecznościach. Złośliwi komentatorzy w prywatnych rozmowach nazywają ich Tak! dla stołków. A jednak mimo wszystko jest to wydarzenie warte chwili namysłu. Otóż wg tego badania praktycznie całe poparcie dla ruchu samorządowców bierze się z elektoratów PiS i PO, które w tym badaniu mają odpowiednio: 22 proc. i 17,4 proc. Poparcie dla Polski 2050, Lewicy i Konfederacji nie odbiega znacząco od innych sondaży i oscyluje wokół 9 proc.

Centralizm versus samorządność

Cóż więc znaczyłby hipotetyczny samodzielny start samorządowców, zakładając, że startując osobno, muszą wypracować jakiś spójny program odróżniający ich od opozycyjnej konkurencji. Ten start wprowadza zupełnie nową oś podziału politycznego w Polsce: centralizm versus samorządność. Zarówno PiS, jak i PO dążyły do włączenia samorządów w tryby machin partyjnych. Jednak pełnego sukcesu nie odniosły. Samodzielna pozycja polityczna wybitnych osobowości w różnych ważnych regionach okazała się odporna. Wojciech Szczurek w Gdyni, Jacek Karnowski w Sopocie, Jacek Majchrowski w Krakowie, a wcześniej Piotr Uszok w Katowicach, Tadeusz Ferenc w Rzeszowie, Rafał Dutkiewicz we Wrocławiu czy Paweł Adamowicz w Gdańsku – zawsze mieli samodzielną pozycję i własne kluby radnych pozwalające manewrować w taki sposób, by ochronić niezależność miasta. Nawet potężne kampanie polityczne zarzucające im niecne czyny, jak to było w wypadku Karnowskiego, Adamowicza i Majchrowskiego, nie umiały podważyć ich samodzielnej pozycji politycznej ani przekreślić politycznej przyszłości. Rzecz więc oczywista, że programem partii samorządowców musi być niezależność samorządów i prymat samorządności nad interesami partii centralistycznych.

Przełamać duopol PO-PiS

W naturalny sposób byłoby więc takie ugrupowanie przełamaniem duopolu PO-PiS, przełamaniem zrozumiałym dla wyborców, a nie jedynie deklaratywnym, jak to jest w przypadku Polska 2050 Szymona Hołowni. Samorządowcy mają bowiem za sobą długą historię walki o interesy swoich małych ojczyzn, a ich wyborcy wiedzą doskonale, że oba poprzednie rządy zabierały samorządom pieniądze, równocześnie zwiększając ich obowiązki. Z punktu widzenia lokalnych środowisk nie ma zasadniczej różnicy między polityką Rostowskiego a Morawieckiego – obaj na polecenie swych partyjnych liderów starali się używać narzędzi fiskalnych, by samorządy stłamsić i podporządkować woli rządu i partii. Samorządowcy mają więc za sobą kilkanaście lat edukowania swoich elektoratów, że nadmiar władzy centralnej oznacza mniejsze możliwości rozwojowe ich regionów. Żadne wykuwanie przekazu, którym dotrze się do wyborcy, nie jest potrzebne, bo ten spór tli się od lat i od lat realnie dotyka wyborców. Samo pojawienie się ruchu mającego na sztandarach wypisany prymat samorządności zmienia oblicze debaty politycznej i kampanii. W naturalny sposób powraca koncepcja Czesława Bieleckiego „Silne państwo minimum”, zakładające, że państwo ma bardzo określone rejony władztwa, w których powinno dzierżyć inicjatywę, władzę i jednoznaczną decyzyjność, ale z drugiej strony nie powinno się wtrącać w życie prywatne i samorządowe obywateli.

Czytaj więcej

Bartosz Rydliński: Pakt senacki czy pakt o nieagresji?

Różnorodność polityczna samorządowców sprawia, że nie może to być partia ani liberalna, ani kościółkowa, więc w naturalny sposób powinna postulować wycofanie państwa z obszarów, które do niego nie należą: wyznaniowości, obyczajów, sfery prywatnej i intymnej. Byłaby to także partia pragmatyczna, nastawiona na rozwiązywanie konkretnych problemów i wyrastająca ze społeczności lokalnych, więc unieważniająca fatalny podział na metropolie i Polskę B, który żywi spór PO-PiS.

Kadry i doświadczenie

Ugrupowanie to nie miałoby żadnych problemów kadrowych, finansowych czy też związanych z budowaniem struktur. Każdy samorządowiec z realnym dorobkiem wnosi znajomości wśród ekspertów, prawników, przedsiębiorców i donatorów. Ponieważ rządzenie oznacza zawsze budowę zaplecza, a wielu z nich rządzi już od kilkunastu lat, wiedzą, jak się robi politykę, i mają gotowe narzędzia do działania. Mają też urok nowości, którego tak bardzo brakuje Donaldowi Tuskowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Polacy zmęczeni rządami każdej kolejnej opcji zawsze byli gotowi obdarzyć zaufaniem nowe partie, nawet jeśli były to propozycje absurdalne jak Polska Partia Przyjaciół Piwa czy Ruch Palikota. W tym wypadku urok nowości poparty byłby pewnością, że ludzie, którzy ruch tworzą, umieją rządzić.

PiS przegrało samorządy

Nie muszą bronić kontrowersyjnego dorobku żadnego z poprzednich rządów. Ani bezideowości i stagnacji ostatnich lat Platformy czy też jej idiotycznej polityki metropolitalno-dyfuzyjnej polegającej na ładowaniu pieniędzy tam, gdzie mają największe poparcie, czyli w wielkie miasta. Nie muszą też bronić dorobku PiS, które zaczynało jako reformator, mający oczyścić kraj z patologii, a skończyło jako skorumpowana klika produkująca patologie w interesie partyjnego aparatu. Ale nowe ugrupowanie mogłoby też swobodnie wybierać z dorobku tamtych rządów rzeczy udane, jak na przykład budowa gazoportów i początek dywersyfikacji energetycznej, dobre stosunki z Unią, ale też np. powiedzieć wyraźnie, że sojusz anglosaski i NATO są dla Polski ważniejsze niż chwilowe dobre stosunki ze słabnącymi Niemcami stojącymi w tej wojnie w niepokojącym rozkroku. I że Międzymorze wspierane przez USA jest być może najważniejszą szansą geostrategiczną Polski, wcale nie będąc w sprzeczności z interesami gospodarczymi i Unią Europejską jako taką. Dziś, gdy w Polsce nie ma interesów, a są tylko wrogowie, żadna wiodąca partia nie może drugiej przyznać choćby cienia racji i przyznać się do najmniejszego błędu, co oczywiście podważa ich wiarygodność i obniża wiarę w zdolność uczenia się, by sprostać wyzwaniom nagle przyspieszającej historii. Nowa partia, zwłaszcza złożona z ludzi znanych, doświadczonych i posiadających niekwestionowany dorobek lokalny, żadnych takich zahamowani mieć nie musi i nie powinna. Może krytykować obu dominujących do tej pory graczy i wybierać z ich dorobku wszystko, co uznają za dobre dla Polski.

Czytaj więcej

Marek Migalski: Mózg idzie na wybory

Od kilku lat byłem przekonany, że taki ruch czy też partia muszą się w Polsce pojawić. Obstawiałem nawet nazwę Samorządna Polska. Przesądził o tym PiS, uchwalając ustawę o ograniczeniu kadencji samorządowców do dwóch. Notabene nie jest to zła ustawa, bo na każdego Wojciecha Szczurka, wielokrotnie uznawanego za najlepszego polskiego samorządowca, przypada lokalny kacyk w mało nam znanej miejscowości, który władzę pożytkuje dla własnych interesów. Na każdą Gdynię przypada co najmniej jeden Pcim.

Ale niezależnie od meritum, były także intencje polityczne PiS, które przegrywając z kretesem wojnę o samorządy z zasłużonymi i znanymi lokalnymi liderami, postanowiło wyrzucić ich jednym ruchem, by powiększyć swoje szanse na podporządkowanie samorządów swoim interesom partyjnym. Lecz przy okazji stworzyli ruch, który na trwale może odebrać im władzę i odesłać tam, gdzie ich miejsce – do lamusa historii.

Wziąć sprawy w swoje ręce

Nie wiem, jak się potoczą losy startu Tak! Dla Polski w najbliższych wyborach. Wiem jednak z całą pewnością, że jeżeli PiS je wygra, to w następnych wyborach partia samorządowców będzie faworytem do odebrania im władzy – tysiące działaczy wszystkich szczebli będzie musiało znaleźć sobie nowe wyzwanie. Przyzwyczajeni do odgrywania samodzielnej roli politycznej nie bardzo będą się nadawać do roli petentów w wodzowskich partiach politycznych. Zrobią to, co umieją najlepiej – wezmą sprawy w swoje ręce. I gdy tak się stanie, być może ten sondaż będzie opisywany jako początek ruchu tektonicznego, który przebudował na trwale polską scenę polityczną.

O autorze

Maciej Strzembosz

Autor jest producentem filmowym, scenarzystą i publicystą

Jak wiadomo, prawdziwe ruchy tektoniczne zaczynają się niewinnie. Być może jesteśmy tego świadkiem na polskiej scenie politycznej. Według SW Research ruch samorządowy Tak! Dla Polski mógłby być trzecią siłą w polskim Sejmie, gdyby wystawił własną listę. Pomińmy chwilowo fakt, że jest to jeden sondaż, nie ma żadnych trendów wskazujących na trwałość zjawiska i że najprawdopodobniej jest to zagrywka mająca na celu otrzymanie lepszych miejsc na wspólnej liście z PO. Pomińmy także fakt, że wydaje się, iż cały ruch powstał z niewłaściwych przyczyn: to, co ich zgromadziło razem, to nie żaden program, ale chęć zmiany ustawy przeforsowanej przez PiS, która ogranicza kadencje samorządowców. Po zwycięstwie opozycja ma to zmienić. Nie jest to więc ruch reformatorski, ale konserwatorski – dążący do zakonserwowania wpływów konkretnych osób w ich lokalnych społecznościach. Złośliwi komentatorzy w prywatnych rozmowach nazywają ich Tak! dla stołków. A jednak mimo wszystko jest to wydarzenie warte chwili namysłu. Otóż wg tego badania praktycznie całe poparcie dla ruchu samorządowców bierze się z elektoratów PiS i PO, które w tym badaniu mają odpowiednio: 22 proc. i 17,4 proc. Poparcie dla Polski 2050, Lewicy i Konfederacji nie odbiega znacząco od innych sondaży i oscyluje wokół 9 proc.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Wyborcza dezinformacja od kuchni. Węgierscy analitycy obnażają machinę Orbána
Publicystyka
Tomasz Krzyżak: Ofiary pedofilii czekają na ruch biskupów
Publicystyka
Estera Flieger: Donald Tusk czuje gniew. Śmierć żołnierza powinna postawić granicę polaryzacji
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Publicystyka
Rusłan Szoszyn: Rosja grozi Polakom bronią atomową. Dlaczego nie Amerykanom, Brytyjczykom czy Francuzom?
Publicystyka
Jaka była istota wyborów z 4 czerwca 1989 roku?