Chyba nie ma obecnie bardziej wyświechtanego tematu w polskiej polityce niż to, czy powstanie jedna, dwie czy trzy listy opozycji w wyborach do Sejmu. Bardziej wyświechtany jest chyba tylko temat, czy dojdzie do zmiany premiera. Tysiące stron poświęcono już jednemu i drugiemu – z podobnym rezultatem. Opozycja – w przeciwieństwie do PiS, gdzie problemy to w dużej mierze kreacja, a nie fakty – ma przed sobą realne decyzje. W teorii na stole nie ma żadnego zaskakującego rozstrzygnięcia. Od miesięcy analizowane są te same scenariusze, co bez nowych wydarzeń prowadzi do tego, że dyskusja jest jałowa.

Być może powodem, dla którego nowych faktów politycznych po stronie sejmowej opozycji nie ma, jest panujące w jej szeregach przekonanie, że wybory za rok pójdą w dobrą dla obecnej opozycji stronę. To zresztą przekonanie – trochę „wishful thinking” – które zasługuje na osobny tekst. Opozycja w Sejmie zakłada, że najpóźniej do jakiejś formy porozumienia dojdzie w przyszłym roku – być może wczesną wiosną. Senat może być „umówiony” wcześniej. Liczy się jednak Sejm. Pytanie, czy możliwe jest rozdanie, które rzeczywiście zaskoczy PiS. Bo w szufladach na Nowogrodzkiej i w KPRM są plany na każdy obecnie analizowany plan przez opozycję.

Czytaj więcej

Szymon Hołownia: Nabraliśmy nowego wiatru w żagle

W wywiadzie dla „Rz” lider Polski 2050 Szymon Hołownia deklaruje, że obecnie nie ma przestrzeni politycznej na HiT – współpracę Hołowni i Trzaskowskiego. To trafna ocena sytuacji. Jednocześnie Hołownia mówi, że dobrze rozmawia mu się zarówno z Trzaskowskim, jak i z liderem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Można iść dalej tym tropem. Co jeśli za kilka miesięcy krajobraz polityczny nie będzie odbiegał od obecnego? Pojawi się presja na nowe rozwiązanie. Nie jest nim ani jedna lista, ani wspomniany wcześniej HiT, zakładający, że Trzaskowski wybierze nową dla siebie ścieżkę polityczną poza PO.

Ale można – trochę na kanwie tego, co powiedział niedawno „Rz” Hołownia – wyobrazić sobie, że za kilka miesięcy rzeczywiście dojdzie do powstania nowej listy opozycji. Niech utworzą ją KO, Polska 2050 i PSL. Liderzy – Trzaskowski (który musiałby zdecydować się wtedy na start do Sejmu), Hołownia i Kosiniak-Kamysz. Wszystko zależy od decyzji samego Tuska. Trójka liderów i nowa lista, o której wspomniano wcześniej, automatycznie przejmują temat generacyjny w polityce i mogą dość wiarygodnie przedstawić nowy pomysł na Polskę po PiS, niebędący tylko hasłem „odsuniemy PiS od władzy”. Tusk w tym scenariuszu odgrywałby trochę rolę Kaczyńskiego z 2014 i 2015 r. (pozostając niekwestionowanym liderem PO, tak jak Kaczyński pozostaje liderem PiS), który postawił na innych, młodszych od siebie. To oczywiście wymagałoby od lidera PO wyjścia poza obecne myślenie – w najpoważniejszy sposób od chwili, gdy Tusk podjął decyzję o powrocie do polskiej polityki. Ale dla PiS taka lista byłaby dużo trudniejsza do kontrowania niż wszystkie analizowane od miesięcy bloki. Stanowiliby też problem dla Lewicy.

Taki scenariusz byłby realnym wywróceniem stolika. Dla opozycji w Sejmie to byłaby szansa na realne przejęcie inicjatywy, a nie tylko oczekiwanie (niewyrażone oczywiście wprost), że PiS załamie się pod własnymi problemami. Czy liderzy trzech partii podejmą taki wysiłek? W tej chwili „scenariusz bazowy” to ustalenie zaledwie nowego paktu senackiego i działanie – każdy walczy o poparcie na własna rękę. Trójporozumienie na liniach opisanych wyżej gwarantuje zmianę gry przed najważniejszymi być może wyborami od 1989 – i to zmianę nieodwracalną.