Premier Algirdas Butkevičius ma się pojawić w Warszawie 12 lutego, a minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius na samym początku miesiąca. Do wizyty szefa rządu miało zresztą dojść wcześniej, do mediów trafiła data 20 i 21 stycznia. Wiele wskazuje na to, że litewscy politycy odłożyli przyjazd, bo zdają sobie sprawę, że nie może się on skończyć uściskiem dłoni i uśmiechami.
Muszą paść jakieś poważne deklaracje, a do nich trzeba się przygotować. Polska oczekuje na jakieś zobowiązanie w sprawie polskiej mniejszości. Dyplomaci litewscy prywatnymi kanałami, także na Zachodzie, próbują się dowiedzieć, jaki gest byłby odpowiedni. Litwini powinni też zająć jakieś stanowisko w sprawie budowy nowej elektrowni atomowej, w którą miała się według wcześniejszych założeń zaangażować i Polska. Jednak najwyraźniej sami nie wiedzą, czy chcą ją postawić i uniezależnić się energetycznie od Rosji. Nie wiedzą, jak się odnieść do negatywnego wyniku referendum konsultacyjnego, które odbyło się w październiku wraz z wyborami do litewskiego Sejmu.