Do Polski najwyraźniej dotarła znana z sądów rodzinnych na Zachodzie tendencja, aby lekceważyć znaczenie więzów krwi. Tendencja, której towarzyszy tam traktowanie rodziny – przez zwolenników "postępu społecznego" – jako siedliska konserwatywnych przesądów.
W Polsce z kolei problemem często bywa arbitralna ocena przez sądy warunków ekonomicznych rodziców. Nie sposób nie przypomnieć przy tej okazji historii małej Róży – gdy apodyktyczni sędziowie uznali, że dziecku lepiej będzie u zamożniejszych rodziców zastępczych niż u ubogich rodziców biologicznych. A uznanie za powód do rozbicia rodziny tego, że ktoś ma za małe mieszkanie, że któreś z rodziców miało depresję, absolutyzowanie przypadków, gdy dziecko bywa niedożywione – to sytuacja bardzo niepokojąca. Bo czy rzeczywiście dziecku będzie lepiej u obcych ludzi tylko dlatego, że stać ich na więcej niż prawdziwych rodziców?