Czułem, że kontakt ze zwykłymi Polakami jest bezcenny. Dowiadywałem się o polskiej martyrologii, o tym, co Polacy przechodzili podczas wojny.

Wszędzie trafiałem również na ślady obecności polskich Żydów. Tu synagoga, tam budynki wchodzące niegdyś w skład dzielnicy żydowskiej (dzielnicy, a nie getta, Polacy nigdy bowiem nie stworzyli gett!). Widziałem w tych miasteczkach synagogi stojące mur w mur z katolickimi kościołami.

Wspomnienia z tych podróży po Polsce zachowałem do dziś i wróciły do mnie teraz, podczas mojej wizyty w Sieradzu.

Zostałem tam zaproszony przez tutejszą regionalną izbę gospodarczą na spotkanie z młodzieżą.

Już po drodze wzruszyły mnie tutejsze krajobrazy – wspomnienie mojego dzieciństwa spędzonego przed wojną w II RP. Czuć, że to w tych okolicach Władysław Reymont tworzył swoją wspaniałą powieść "Chłopi". Sieradz jest modelowym przykładem mojej Polski. To miasto mające ponad 870 lat. Stare domy, kościoły, rzeka Warta.

Dyrektor tutejszego muzeum Jerzy Kowalski i prezydent miasta Jacek Walczak opowiadają mi o żyjących tu niegdyś Żydach. Ludziach, których wymordowali Niemcy. Gdyby nie oni, Żydzi mieszkaliby tu i pracowali do dzisiaj. Czuję to, co już wiedziałem od dawna – to, co się stało, było naszą wspólną tragedią.

Sieradz, jak wiele innych miast w Polsce, jest silnie osadzony w przeszłości, ale jednocześnie śmiało patrzy w przyszłość. Otwierane są tu kolejne firmy, istniejące fabryki uruchamiają nowe linie produkcyjne. Polacy z niezwykłą energią nadrabiają stracone lata. Serce się raduje! Jaka szkoda, że ich żydowscy sąsiedzi nie mogą tego zobaczyć i w tym uczestniczyć.

[ramka][link=http://blog.rp.pl/weiss/2010/06/18/moje-podroze-po-polsce/]Skomentuj[/link][/ramka]