Wydawałoby się, że kiedy w kluczowym momencie w potężnym parlamencie toczą się obrady na temat losów ewentualnej wojny na Bliskim Wschodzi, powaga sytuacji nie pozwalałaby na wiele słownych i retorycznych fajerwerków. Jednak nie w Ameryce, gdzie język i styl polityki (niestety, tylko to) jest dużo bardziej demokratyczny. Dlatego przesłuchanie dwóch ostatnich sekretarzy obrony USA - Roberta Gatesa i Leona Panetty iskrzyło się od ciętych ripost i złośliwych uwag. Wymiany między nimi (co ciekawe, Republikanin Gates jest przeciwny interwencji, zaś Demokrata Panetta jest za) przytacza Associated Press.
Kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych wyznacza czerwoną linię, wiarygodność tego kraju zależy od tego, czy dotrzyma swego słowa." - powiedział Panetta.
(...) Gates odparł, że militarne uderzenie byłoby jak "lanie benzyny na ekstremalnie skomplikowany ogień", przypominając, że interwencje w Iraku, Afganistanie i Libii również prowadziły do niezamierzonych konsekwencji. Wyśmiał również pomysł zaatakowania Syrii by wyegzekwować karę za przekroczenie czerwonej linii. "Nie wydaje mi się, by rozwalanie masy rzeczy w ciągu kilku dni po to, by podkreślić swój argument albo dowieść swojej racji można było nazwać strategią"
Okazuje się, że Gates ma również dość sceptyczny stosunek do Władimira Putina.
Zapytany, czy ufa Władimirowi Putinowi, Gates powiedział: "Odpowiedziałbym w ten sposób: Żartujesz sobie?"
Z kolei Panetta niezupełnie ufa w możliwości Kongresu
Panetta przyznał, że poradziłby prezydentowi Obamie, by nie szukał poparcia Kongresu, jeśli potrzebna by była akcja zbrojna. "Ten Kongres ma wystarczające trudności z osiągnięciem porozumienia by ustalić która jest godzina" - powiedział. Jeśli Obama nie dotrzyma swojego słowa poprzez uderzenie militarne, zachęciłoby to Iran i innych wrogów Ameryki, twierdzi Panetta. "Kiedy wyznaczasz czerwoną linię to, do cholery, musisz ją egzekwować!" - powiedział