Dziś, w piątkowy poranek, jak co tydzień z przyjemnością wysłuchałem w Radiu TOK FM rozmów tuzów polskiego dziennikarstwa, czyli kwartetu Żakowski-Lis-Wołek-Władyka (Dla tych, którzy tego nie doświadczyli: można to porównać do słuchania rozmowy czterech podstarzałych kumpli siedzących na ławeczce i popijających piwo - z tym że nie można do nich się przyłączyć). Nakarmiwszy swój umysł bogatą intelektualnie konwersacją tych ekspertów na temat Kościoła, chciałbym podzielić się z Wami, drodzy Czytelnicy, co lepszymi fragmentami audycji.
W tym tygodniu moją uwagę zwróciły szczególnie kolorowe skojarzenia, porównania i metafory, których używali opisując procesy dziejące się obecnie w Kościele. Myślę zresztą, że dobrze odzwierciedlają one troskę jaką darzą tą instytucję.
I tak Jacek Żakowski, omawiając pontyfikat Jana Pawła II postawił taką oto barwną tezę, okraszoną jeszcze barwniejszym porównaniem
Jak będziemy rozmawiali kiedyś już w sposób dojrzały i wyluzowany dzięki dystansowi o pontyfikacie Jana Pawła II, to moim zdaniem ten polski papież nie stanął na wysokości zadania, które dźwiga dziś Franciszek. Oczywiście gdyby nie było Jana Pawła II, to Franciszkowi byłoby bez porównania trudniej. Ale ta zmiana to były pierwsze lata pontyfikatu, a potem nastąpiło to, co w drugiej kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz. Druga część pontyfikatu była dość jałowa, nie dostosowała się do tych nowych nurtów które się pojawiły
Równie ciekawego zabiegu dokonał Tomasz Lis:
Ja mam wrażenie, że słucham - przepraszam za krzywe trochę porównanie - sygnałów idących ze strony ludzi z aparatu partyjnego gdzieś w okolicach Okrągłego Stołu. To były sygnały kompletnie sprzeczne. Jednego dnia miało się wrażenie, że idzie to w stronę całkowitego otwarcia, a drugiego, że będzie odwrót i absolutny regres.
Kościół kojarzy się Lisowi nie tylko z polskimi komunistami.
Tamta pieriestrojka zakończyła się rozpadem Związku Radzieckiego. Myślę, że ta pieriestrojka jest jedyną szansą tego Kościoła.
Aha.