Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaką rolę w procederze wypłacania gotówki odegrał czynny policjant na motocyklu z fałszywą tablicą „Covid-19”.
- Na czym polegało pozbawienie wolności ze „szczególnym udręczeniem”, którego funkcjonariusz dopuścił się wobec ekspedientki.
- W jaki sposób kilkunastoletni staż w policji nie przeszkodził funkcjonariuszowi w prowadzeniu podwójnego życia.
- Dlaczego obrona jednego z oskarżonych uważa ten akt oskarżenia za poboczny wątek w aferze RARS.
Artur Sz., policjant z kilkunastoletnim stażem został oskarżony o 23 przestępstwa, z których pięć dotyczyło „niedopełnienia obowiązków służbowych w związku z pomocą i asystą udzielaną podejrzanemu Pawłowi Sz. przy wypłacie z banku większych kwot pieniędzy”. Tak podała w lakonicznym komunikacie Prokuratura Krajowa. Skierowała przeciwko niemu akt oskarżenia do sądu – pierwszy w głośnej aferze dotyczącej Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. „Rz”, za zgodą sądu, poznała kulisy tych działań.
Paweł Sz. to założyciel firmy „Red is Bad” produkującej tzw. odzież patriotyczną, który miał zbijać fortunę dzięki intratnym zleceniom z RARS m.in. na dostawy sprzętu ochronnego podczas pandemii Covid-19 oraz agregatów prądotwórczych dla Ukrainy. W ciągu trzech lat, jak ujawnił Onet, miał otrzymać przelewy na pół miliarda zł. Dziś jest głównym podejrzanym w tej sprawie. Z kolei Artur Sz., w czasie kiedy przecięły się ich drogi, był czynnym policjantem. A prywatnie zapalonym motocyklistą, co miało w sprawie niebagatelne znaczenie.
Czytaj więcej
Twórca Red is Bad może posiedzieć w areszcie do 28 stycznia przyszłego roku. Jeśli jednak prokurator pozytywnie zweryfikuje jego wyjaśnienia, w każ...
Policjant pomagał twórcy „Red is Bad”
Jak się poznali? Biznesmen miał zaproponować zakup gadżetów i koszulek na zlecenie pewnego policjanta z KGP. Artur Sz. jeździł do jego sklepu kupować na prezenty dla rodziny czy znajomych – zeznała była żona Artura Sz., która mu w tych zakupach towarzyszyła. Od 2017 r. „Byliśmy w przyjacielskich stosunkach z Pawłem” – twierdziła.
Jesienią 2023 r., biznesmen miał przygotowywać wariant awaryjny na wypadek, gdyby po zmianie władzy zaczęto prześwietlać kontrakty, jakie otrzymywał z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. W tym czasie wypłacał gotówkę z kont, w czym pomocy udzielał mu Artur Sz.
Jak to w praktyce wyglądało? Za każdym razem scenariusz był podobny. Artur Sz. prywatnym motocyklem marki Honda, w kolorze czerwonym, eskortował biznesmena w drodze do oraz z miejsca wypłaty gotówki. Przy tym – jak ustaliła prokuratura – autentyczne numery zasłaniał, a posługiwał się podrobioną tablicą rejestracyjną o charakterystycznym wyróżniku: „Covid-19”.
Takich asyst było kilka. Raz pilnował, by biznesmen bezpiecznie pobrał i przewiózł 701 tys. zł, innym razem 801 tys. zł, kolejnym – 501 tys. zł. Największą wypłaconą w tym czasie kwotą był ponad 1 mln zł. Według ustaleń CBA Paweł Sz. miał szykować się w tym czasie do opuszczenia Polski i temu miały służyć pospieszne wypłaty.
We wrześniu i w październiku 2023 r. Paweł Sz. wypłacił łącznie ponad 3,5 mln zł – podliczyli śledczy. Miesiąc później, 1 grudnia 2023 r., Prokuratura Regionalna w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie RARS, zarządziła przeszukania Agencji, KPRM, mieszkań i firm biznesmena i zablokowała na jego kontach 117 mln zł. Później sprawę przejął Śląski Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.
Policjant każdorazowo za „przysługę” otrzymywał 1 tys. zł – ustalił prokurator.
Kto wpadł na pomysł akurat tak charakterystycznej nazwy na tablicy rejestracyjnej? W aktach nie ma odpowiedzi. Ale biznesmen lukratywne interesy z RARS robił m.in. na pandemii – zleceniach dostaw sprzętu ochronnego podczas Covid-19. Pomysł tablic o takim oznaczeniu jest więc znamienny.
Niektóre asysty miały miejsce w godzinach pracy, gdy Artur Sz. „pozostawał w służbie”. Daty wypłat pieniędzy porównano z policyjnymi księgami wejść i wyjść policjanta, co pozwoliło ustalić jego pozazawodową aktywność i częstotliwość podróży Hondą na fałszywych numerach w czasie, kiedy powinien łapać przestępców – w ostatniej komendzie pracował na stanowisku detektywa. Stąd oskarżenie o niedopełnienie obowiązków służbowych.
Artur Sz. w śledztwie nie przyznał się do tego zarzutu, twierdził, że 3-4 razy towarzyszył Pawłowi Sz. Skąd wzięła się fałszywka na Hondzie? „To może żona zasłoniła tablice” – sugerował w śledztwie.
Czytaj więcej
Paweł S. wypowiedział pełnomocnictwo do obrony dwóm swoim adwokatom: Krzysztofowi Wąsowskiemu i Bartoszowi Lewandowskiemu. To sygnał, że podejrzany...
Ekspedientka ze sklepu Pawła Sz. trzymana 10 godzin w kajdankach, bez wody. Pomagał policjant
Inny wątek z aktu oskarżenia przeciwko Arturowi Sz. dotyczy ekspedientki zatrudnionej w sklepie Pawła Sz., której biznesmen zarzucił podbieranie mu z kasy pieniędzy i kradzież w sumie 27 tys. zł. Do pomocy w odzyskaniu gotówki zaangażował Artura Sz. A ten – jak wynika z akt śledztwa – zastosował „niekonwencjonalne” metody.
Ekspedientka w marcu 2017 r. około godz. 10 została wywołana na zaplecze. W obecności Pawła Sz. policjant zakuł ją w kajdanki i – jak to określiła poszkodowana – była „maltretowana” niemal do północy. Przetrzymywana bez wody i jedzenia, nie mogła wyjść do toalety. Straszono ją, że trafi do aresztu, jeśli nie odda pieniędzy. Po kilku godzinach kobieta zadzwoniła do ojca. Paweł Sz. po długich negocjacjach zgodził się na przelanie mu 5 tys. zł oraz zwrot reszty w dwóch ratach – wynika z ustaleń prokuratury.
Rozmowy trwały do czasu, aż ojciec ekspedientki wykonał pierwszy przelew (już potem, w ratach, zrobił kolejne). Prokuratorowi tłumaczył, że chciał pomóc córce. Nie miał jednak faktycznie pewności, czy rzeczywiście coś była winna Pawłowi Sz. „Później chciałem to zgłosić, ale dałem sobie spokój, bo stwierdziłem, że nic nie ugram” – zeznał ojciec ekspedientki.
Siostra poszkodowanej ekspedientki, która pojechała po nią, zobaczyła ją skutą kajdankami i zapłakaną.
„Była w strasznym stanie fizycznym i psychicznym. Była skostniała, miała kłopoty z poruszaniem się. Musiałam ją przytrzymywać w drodze do samochodu” – opisywała stan poszkodowanej. „Paweł Sz. był w bardzo dobrych relacjach z tym policjantem, widać było, że się dobrze znają” – zauważyła.
Prokuratura uznała, że było to 10-godzinne pozbawienie wolności ze „szczególnym udręczeniem” i doprowadzenie do „niekorzystnego rozporządzenia mieniem”, czyli oszustwa na kwotę 27 tys. zł. Wszystko działo się w sklepie „Red is Bad” w Warszawie z tzw. patriotyczną odzieżą i gadżetami, należącym do biznesmena, który obracał milionami.
Policjant za tę „przysługę” otrzymał 2 tys. zł – ustaliła prokuratura. – Kupił sobie za to wymarzony Samsung – zeznała była żona Artura Sz.
Potwierdzeniem zdarzeń są przelewy wykonane przez ojca dziewczyny na rachunek Pawła Sz.
Artur Sz. miał 13 lat służby, pracował w szkole Policji w Legionowie i warszawskich komendach. W swojej karierze zahaczył nawet o KGP. 31 stycznia 2025 r. został zwolniony z policji.
Wśród 23 zarzutów, jakie postawiono Arturowi Sz. część dotyczy jego zachowania wobec eksmałżonki, której – jak wynika z aktu oskarżenia – miał zgotować piekło: uporczywie ją nękać, za pomocą urządzenia GPS śledzić, włamać się do jej mieszkania i zabrać m.in. telefon komórkowy, tablet, sprzęt kuchenny (za łącznie 9,8 tys. zł). Wśród zarzutów jest także dotyczący nieuprawnionych sprawdzeń w policyjnych bazach, w tym w CEPiK.
Zwykle stanowisko prokuratury różni się od stanowiska obrony, jednak rzadko się zdarza tak, jak jest w tej sprawie, aby te stanowiska różniły się aż tak znacznie
O komentarz do zarzutów wobec Artura Sz., pytamy jego obrońcę, mec. Tomasza Kujawę. – Zwykle stanowisko prokuratury różni się od stanowiska obrony, jednak rzadko się zdarza, tak jak jest w tej sprawie, aby te stanowiska różniły się aż tak znacznie – odpowiada nam mec. Tomasz Kujawa.
Mec. Jacek Dubois, obrońca Pawła Sz., pytany o „motocyklowy” wątek odpowiada:
– To wątek poboczny, nie pamiętam go, wiem, że panów łączyły jakieś relacje towarzyskie, a w każdym biznesie są pobrania gotówki. Pan Paweł Sz. nigdy nie szykował się do ucieczki z kraju. Policjant ma zarzuty przekroczenia uprawnień, więc prawdopodobnie w czasie służby robił rzeczy, których robić nie powinien – mówi nam z kolei mec. Jacek Dubois.
Uważa, że prokuratura zajmuje się „drobiazgami, a nie najważniejszymi kwestiami w tej sprawie”. – W jednej z największych afer, dotyczącej najwyższych funkcjonariuszy państwa, jedynym sukcesem prokuratury jest złożenie aktu oskarżenia przeciwko funkcjonariuszowi o konwojowanie w czasie pracy jakichś pieniędzy. A po trzech latach śledztwa i przesłuchaniu mojego klienta, który współpracuje, mówi o swoich relacjach z byłym premierem i jego otoczeniem, jedynym wynikiem pracy jest akt oskarżenia dotyczący konwojowania pieniędzy – uważa mec. Jacek Dubois.
Czytaj więcej
Twórca marki Red is Bad Paweł S. wyszedł z aresztu po wpłaceniu poręczenia majątkowego, a konkretnie 2,5 bitcoina o wartości ok. 1 mln zł. - Miał d...
Paweł Sz. wrócił z Dominikany, były szef RARS nadal w Wielkiej Brytanii
Akt oskarżenia przeciwko Arturowi Sz. jest pierwszym w sprawie RARS. Skierował go w sierpniu 2025 r. prokurator Śląskiego Wydziału do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Proces ma toczyć się w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga (który wyraził zgodę na udostępnienie nam akt). Terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono.
Biznesmen Paweł Sz. oraz były prezes RARS Michał K. to główni podejrzani w sprawie nieprawidłowości w rządowej agencji. Mają zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Kiedy 5 sierpnia 2024 r. prokuratura wydała postanowienie o ich przedstawieniu, obu nie było już w kraju. Biznesmen został zatrzymany dwa miesiące później na Dominikanie. Michał K. wciąż przebywa w Wielkiej Brytanii, w jego procesie ekstradycyjnym dotąd nie zapadło rozstrzygnięcie, czy wydać go do Polski.