Biskup Andrzej Jeż, ordynariusz diecezji tarnowskiej tuszował pedofilię. Tak orzekł sąd w Tarnowie i skazał hierarchę na dwa lata ograniczenia wolności poprzez potrącanie mu wynagrodzenia na rzecz fundacji, zajmującej się pomocą małoletnim ofiarom przestępstw.

Biskup skazany. Sąd pokazał, że prawo obowiązuje wszystkich obywateli Polski

To wyrok bezprecedensowy – dotychczas żaden polski hierarcha nie został bowiem skazany przez sąd powszechny za ukrywanie przypadków pedofilii. I choć w Polsce nie obowiązuje prawo precedensowe, to zarówno śledczy, którzy zajmują się tego typu sprawami, jak i sądy, które być może będą podobne przypadki rozpatrywały, nie będą mogły przejść obok tego wyroku obojętnie.

Ale istotniejsze wydaje się coś innego: sąd jasno i wyraźnie pokazał, że prawo obowiązuje wszystkich obywateli Rzeczypospolitej bez względu na ich funkcje, urzędy, czy godności. I wreszcie: decyzja sądu w Tarnowie to czytelny sygnał dla osób skrzywdzonych przestępstwami seksualnymi w Kościele, że pociągnięcie do odpowiedzialności karnej osób, które przed laty ukrywały przypadki pedofilii jest możliwe.

Czytaj więcej

Proces biskupa Andrzeja Jeża. Prokuratura żąda kary więzienia w zawieszeniu

Decyzja tarnowskiego sądu to pokłosie nowelizacji Kodeksu karnego, którą przeprowadzono w czasach rządów PiS. W miejsce społecznego obowiązku zawiadomienia organów ścigania o niektórych typach przestępstw (w tym m.in. seksualnego wykorzystania osoby poniżej 15. roku życia) w art. 240 k.k. wprowadzono prawny obowiązek denuncjacji takich przestępstw, którego niedopełnienie zagrożone jest karą do 3 lat pozbawienia wolności. Znowelizowane przepisy weszły w życie 13 lipca 2017 r. Ale pojawił się wówczas spór: czy obowiązek zawiadomienia dotyczy spraw, o których ktoś powziął wiedzę po 13 lipca 2017 r., czy też dopiero po tej dacie? Prokuratury, do których trafiały tego typu sprawy, idąc w ślad za wytycznymi Ministerstwa Sprawiedliwości, stały na stanowisku, że obowiązek dotyczył spraw, o których ktoś dowiedział się po nowelizacji. W związku z tym sprawy kilku biskupów zostały umorzone (w 2022 r. Państwowa Komisja ds. Pedofilii informowała, że zgłoszono do niej 44 takie sprawy). Spór prawny przeciął w lipcu 2022 r. Sąd Najwyższy, uznając, że odpowiedzialność karna dotyczy również osób, które wiedzę o przestępstwach posiadły wcześniej, a w momencie wejścia w życie nowelizacji Kodeksu karnego nie zawiadomiły organów ścigania.

Proces biskupa Jeża dotyczył tej właśnie kwestii. Przestępstwa dwóch księży, o których wiedział przed rokiem 2017, zgłosił organom ścigania dopiero w roku 2020. Tłumaczył przed sądem, że musiał je najpierw zweryfikować i uprawdopodobnić. Sąd w uzasadnieniu do wyroku wytknął mu, że od weryfikacji i uprawdopodobnienia podejrzeń są policja oraz prokuratura. I trudno odmówić sądowi racji. Kościelny wymiar sprawiedliwości nie dysponuje narzędziami do drobiazgowego wyjaśnienia spraw. W związku z tym kościelne dokumenty wprost mówią np.. o tym, że z rozstrzyganiem spraw na forum kościelnym lepiej jest poczekać do czasu zakończenia czynności przez powołane do tego instytucje świeckie.

Wyrok w sprawie biskupa Jeża jest nieprawomocny, ale sprawa jest kłopotliwa, również dla Watykanu

Co dalej? Wyrok Sądu Rejonowego w Tarnowie jest na razie nieprawomocny. Nie można wykluczać, że odwołanie złoży prokuratura, która domagała się wymierzenia hierarsze kary 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata oraz 20 tys. zł grzywny. Z pewnością odwołają się obrońcy biskupa, którzy wnosili o jego uniewinnienie. Tak zresztą wynika z komunikatu, który po wyroku zamieszczono na stronie internetowej diecezji tarnowskiej. Do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd wyższej instancji biskup będzie uznawany za niewinnego, a wykonanie kary będzie zatem zawieszone.

Czytaj więcej

Ksiądz Surgent przez lata krzywdził dzieci. Czy kardynał Wojtyła mógł go powstrzymać?

Ale sprawa jest – przynajmniej wizerunkowo – kłopotliwa dla Kościoła w Polsce, a także Stolicy Apostolskiej. Biskup Jeż już dziś powinien zatem oddać się do dyspozycji papieża, który jest jedyną osobą władną do tego, by zdecydować o jego dalszej karierze w Kościele.

Leon XIV może odwołać hierarchę z urzędu i odesłać go na emeryturę lub zawiesić go w czynnościach do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz drugi, który kilka lat temu zrealizowano w odniesieniu do biskupa Edwarda Janiaka z Kalisza. Po głośnym reportażu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, w którym autorzy udowodnili tuszowanie pedofilii przez tego hierarchę, został on przez Watykan zawieszony. Papież Franciszek mianował wówczas administratora apostolskiego sede plena. Oznaczało to, że biskup Janiak pozostał nominalnie biskupem diecezjalnym, ale utracił wszelką władzę. Nakazano mu wówczas także zamieszkanie poza terenem diecezji kaliskiej. Gdy w postępowaniu kościelnym biskupowi udowodniono zaniedbania, złożył formalną rezygnację z urzędu, którą natychmiast przyjęto.

Po nowelizacji Kodeksu karnego w 2017 r. na jednym z posiedzeń KEP abp Wojciech Polak sugerował pozostałym biskupom, by przejrzeli archiwa i zgłosili organom ścigania stare sprawy. Wielu biskupów otworzyło szafy i zgłoszeń dokonano. Jednocześnie w wielu diecezjach – dobitnie pokazuje to przypadek Tarnowa – postanowiono zagrać na przeczekanie. Wychodzono prawdopodobnie z założenia, że żaden biskup przed sądem nigdy za „jakieś tam niezgłoszenie” nie stanie. A jeśli nawet, to sąd podejdzie do problemu pobłażliwie. Sąd w Tarnowie pokazał jednak, że fioletowa piuska na głowie i dym kadzideł przed odpowiedzialnością karną nie chronią.