W czwartek tarnowski sąd rejonowy wysłuchał mów końcowych w pierwszym w Polsce procesie sądowym biskupa oskarżonego o niepowiadomienie niezwłocznie organów ścigania o molestowaniu małoletnich przez dwóch księży z jego diecezji – Stanisława P. i Tomasza K.

Prokurator, który wniósł o zasądzenie wobec duchownego 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 20 tys. zł grzywny, przekonywał sąd, że wina biskupa i społeczna szkodliwość niepowiadomienia o czynach pedofilskich księży jest znaczna, a w sprawie, w której hierarcha nie przyznał się do sformułowanych zarzutów, brak jest okoliczności łagodzących. – Nie ma powodów, które mogłyby uzasadnić ukrywanie pedofilii. Jeżeli ktoś uważa, że czynił to dla dobra własnego środowiska, w którym funkcjonuje, lub w obawie przed krytyką ze strony społeczeństwa, to tym bardziej zasługuje na karę – podkreślał w swojej mowie końcowej prok. Marcin Stępień z Prokuratury Rejonowej w Tarnowie.

Czytaj więcej

Jakub Sewerynik: Czy to czas oczyszczania Kościoła?

Prokurator: Nie ma powodów, które mogłyby uzasadnić ukrywanie pedofilii

Prokurator zwrócił również uwagę, że próżno szukać w słowach biskupa przeprosin za jego zachowanie, w tym za zbyt późną reakcję i brak działania w sposób bardziej zdecydowany. – Nie ma tam takich słów, za to mogliśmy usłyszeć ogólnikowe deklaracje, jak bardzo złe jest zjawisko pedofilii i że trzeba podejmować z nim walkę. Dla każdego z nas jest to oczywiste – zaznaczył prok. Stępień.

Dalej wskazywał, że w obu przypadkach kuria zgłosiła sprawy organom ścigania po ponad trzech latach od momentu wejścia w życie w 2017 r. przepisu dotyczącego odpowiedzialności karnej dla osób, które nie zawiadomiły o popełnieniu przestępstwa m.in. pedofilii. W przypadku czynów ks. Stanisława P. – zwracał uwagę oskarżyciel – nastąpiło to po publikacji artykułu ks. Isakowicza-Zaleskiego, który opisał problem. – Zaniechanie, jakiego dopuścił się biskup Andrzej Jeż, nie składając doniesienia o przestępstwie w momencie wejścia noweli w życie, spowodowało, że czyny o charakterze seksualnym, jakich ks. P. dopuścił się względem 23 chłopców poniżej 15. roku życia, uległy przedawnieniu. Pokrzywdzeni już nie będą mogli dochodzić swoich praw w drodze sądowej w żaden sposób – stwierdził prokurator.

Według oskarżyciela Kościół, który prowadził we własnym zakresie postępowania wewnętrzne w sprawie obu księży, dysponował wiarygodnymi wiadomościami o przestępstwach pedofilskich kapłanów i powinien zgłosić je od razu po wprowadzeniu odpowiednich przepisów. 

Czytaj więcej

Siostry ks. Jankowskiego wygrały proces o dobrą pamięć po bracie. Będzie kasacja

Obrońcy biskupa chcą uniewinnienia. Mec. Ćwiąkalski: Nie można ponosić odpowiedzialności za sam urząd

Z kolei obrońcy przekonywali sąd, że biskup nie musiał odpowiednio interpretować nowelizacji przepisu nakazującego denuncjację, skoro do czasu uchwały Sądu Najwyższego z 2022 r. w tej sprawie toczyła się jeszcze dyskusja prawnicza. Kwestią sporną było m.in., czy obowiązek zgłoszenia przestępstw dotyczy także tych spraw, które miały miejsce przed wejściem w życie w 2017 r. nowelizacji prawa – SN orzekł, że z nimi również wiąże się ten obowiązek. 

Mec. Zbigniew Ćwiąkalski argumentował, że nie można oceniać zachowania biskupa z perspektywy dzisiejszej wiedzy i świadomości. Obrona wskazywała również, że o pedofilskich czynach ks. Stanisława P. wiedziały inne osoby, np. ze szkoły, kuratorium i gminy, a mimo to sprawa nie została zgłoszona. – Nie można ponosić odpowiedzialności za sam urząd, za wiedzę innych osób, ani za wieloletnie zaniechania wielu instytucji, w tym instytucji państwowych, ale tutaj akurat nikt się nie kwapi, żeby stawiać zarzuty funkcjonariuszom czy pracownikom tych instytucji. Nie można oceniać oskarżonego z perspektywy późniejszej wiedzy i wykładni prawa. W związku z czym jedyny wniosek, jaki zdaniem obrony się jawi, to jest wniosek o uniewinnienie oskarżonego od obu czynów – wnosił mec. Ćwiąkalski.

Czytaj więcej

Był molestowany przez księdza. Teraz żąda 20 mln zł od Archidiecezji Krakowskiej

Mec. Paulina Majtkowska wskazywała, że w tym postępowaniu należy oddzielić ocenę funkcjonowania instytucji i emocje towarzyszące procesowi od odpowiedzialności karnej konkretnego człowieka i prawnej oceny zachowania. Jej zdaniem potrzeba społecznego rozliczenia pedofilskich zdarzeń nie może oznaczać pociągania biskupa do odpowiedzialności za, jak stwierdziła, wieloletnie zaniedbania innych osób i instytucji, oraz czynienia z niego osoby symbolicznie winnej. – Krzywda małoletnich oczywiście wymaga reakcji, to nie ulega wątpliwości, ale właśnie powaga skali tej krzywdy nakazuje zachować równie wysoki standard przy ustalaniu odpowiedzialności innych osób. I sprawiedliwość polega na tym, nie żeby w każdej dramatycznej historii znaleźć w końcu kogoś, kogo skażemy, tylko polega na tym, aby skazać wyłącznie tego, komu winę można rzeczywiście przypisać – mówiła adwokat.

Wniosek o uniewinnienie obrońcy uzasadniali również m.in. wątpliwościami jurysdykcyjnymi – czyny były popełnione głównie w Ukrainie. Z kolei w sprawie księdza Tomasza K., według obrońców, biskup był przekonany, że wszystkie ofiary miały powyżej 15 lat, a po otrzymaniu nowych informacji odnośnie do jednego z pokrzywdzonych, przestępstwo zostało zgłoszone na policję.

Proces dotyczący zgłaszania czynów pedofilskich księży rozpoczął się w lutym. Prokuratura zarzuciła biskupowi diecezji tarnowskiej, że nie powiadomił niezwłocznie organów ścigania o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich poniżej 15. roku życia przez dwóch podległych mu księży – Stanisława P. i Tomasza K. – mimo że miał o tym wiarygodną informację. Biskup nie przyznał się do takich zarzutów i składał obszerne wyjaśnienia. Tłumaczył, że organy ścigania otrzymywały informacje o przestępstwach seksualnych duchownych, a on w obu przypadkach wiarygodną informację na temat tych przestępstw miał dopiero w momencie zgłaszania przez kurię spraw służbom.

Sąd ma ogłosić wyrok w czwartek 29 października.