Trwający od kilku lat proces o ochronę dóbr osobistych, wytoczony przez siostry zmarłego ks. Henryka Jankowskiego, zakończył się przed sądem apelacyjnym. W wyroku wydanym 18 września Sąd Apelacyjny w Gdańsku nie tylko utrzymał decyzję sądu okręgowego – nakazującą publikację przeprosin w związku z fragmentem artykułu dot. śmierci 16-letniej Ewy, która po zgwałceniu przez ks. Jankowskiego miała zajść w ciążę – ale nakazał także usunięcie słów Barbary Borowieckiej, tyczących się zarówno śmierci ciężarnej dziewczyny, jak i seksualnego wykorzystywania Borowieckiej przez księdza oraz lęku, jaki duchowny wzbudzał w dzieciach na jej podwórku pół wieku temu.
Wyrok w sprawie ks. Jankowskiego. Pełnomocnik o zeznaniach ofiary: „wstrząsające, porażające”
Jak stwierdził pełnomocnik wydawcy „Gazety Wyborczej”, która opublikowała tekst, jest to tym bardziej niezrozumiałe, gdyż sąd miał zupełnie pominąć zeznania złożone przez Borowiecką przed sądem pierwszej instancji.
– Sąd apelacyjny, jeśli dobrze zrozumiałem, nawet słowem się nie odniósł do tych zeznań, bo mówił tylko o relacjach Bożeny Aksamit (autorki tekstu w „Gazecie Wyborczej” – przyp. J.S.) w artykule, natomiast nie powiedział nic na temat tego, że pani Borowiecka tutaj, w tej sprawie, zeznawała jako świadek. Te zeznania były wstrząsające, porażające, pokazywały praktykę molestowania i o tym nie padło dzisiaj ani jedno słowo, co mnie dziwi, bo jeżeli oceniać wiarygodność określonej osoby, to powinno się chociażby jednym słowem do tego odnieść, natomiast to nie padło – powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” mec. Tomasz Ejtminowicz.
Czytaj więcej
Siostry prałata Henryka Jankowskiego szykuję pozew przeciwko redaktorowi naczelnemu "Gazety Wyborczej". Uznały, że tekst o rzekomej pedofilii ich n...
Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał usunięcie z artykułu słów Barbary Borowieckiej, wedle których w wieku ok. 12 lat była ona wykorzystywana seksualnie przez duchownego (miał on „dopaść ją” ok. 10-20 razy), a także opisów czynności seksualnych, których miał dopuszczać się ks. Jankowski. Usunięte mają być także fragmenty, wedle których pojawienie się ks. Jankowskiego wzbudzało lęk dzieci na podwórku.
„Chciałam uciec przez strych i wybiec drugim wejściem. Ale tym razem drzwi były zamknięte. Dopadł mnie, gdy szarpałam się z klamką. Dotykał piersi, powiedział, że pokaże mi, co to znaczy od tyłu. Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć” – relacjonowała Borowiecka w rozmowie z GW. „Pamiętam, jak złapał mnie za buzię i próbował otworzyć usta. Pomyślałam, że jak mi wsadzi, to go ugryzę. Wtedy sąsiadka krzyknęła: »Kto tutaj tak tarabani«. Zakrył mi buzię i groził drugą ręką” – mówiła kobieta, cytowana w artykule zatytułowanym „Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?” To między innymi te słowa, na mocy wyroku gdańskiego sądu apelacyjnego, powinny zostać usunięte z artykułu.
Ponadto na stronie internetowej oraz w papierowym wydaniu „Dużego Formatu” GW mają znaleźć się przeprosiny. W nakazanym przez sąd komunikacie powinno pojawić się sformułowanie, iż artykuł „bez zachowania obowiązkowej, szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych, zawierał informacje wskazujące na wykorzystywanie przez Henryka Jankowskiego w latach 1967-1970 dzieci oraz stanowił próbę obarczenia go odpowiedzialnością za samobójczą śmierć 16-letniego dziecka, a w konsekwencji naruszył dobra osobiste”.
Wyrok w sprawie ks. Jankowskiego: będzie skarga kasacyjna
Pełnomocnik wydawcy „Gazety Wyborczej” i redaktorów odpowiedzialnych za tekst zapowiedział złożenie skargi kasacyjnej od wyroku.
– W pierwszej instancji sąd przede wszystkim uznał za wiarygodne zeznania pani Borowieckiej, czyli ofiary pokrzywdzonej, molestowanej przez Henryka Jankowskiego. Pani Borowiecka zeznawała w tej sprawie. (...) W związku z tym my oczywiście składamy skargę kasacyjną. W pierwszej instancji sąd uznał, że te zeznania pani Borowieckiej jako ofiary molestowania były wiarygodne i w tym zakresie przyznał nam rację. Uważaliśmy, że to przynajmniej w tej części powinno zostać utrzymane – powiedział w rozmowie z Dziennikiem Bałtyckim mec. Ejtminowicz.
– Naturalnie jestem szczęśliwy, przede wszystkim uwzględniając długość procesu i kwestię wieku powódek – stwierdził z kolei w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” adwokat Michał Gilarski, reprezentujący siostry ks. Jankowskiego. – Ten proces tak długo trwał, że zaczynałem mieć wątpliwości, czy one autentycznie dożyją tego rozstrzygnięcia, a sama długotrwałość i zaangażowanie moich mandantek w to, by walczyć o dobre imię swojego brata, wskazuje na to, że zależało im na tym – dodał.
Czytaj więcej
Nie ma dowodów na to, że ks. Henryk Jankowski był współpracownikiem SB, lub był traktowany przez komunistyczne służby jako agent wpływu - mówi dr G...
Jak przyznała w rozstrzygnięciu sędzia Teresa Karczyńska-Szumilas, przewodnicząca trzyosobowemu składowi sędziowskiemu, siostry ks. Jankowskiego wygrały postępowanie apelacyjne w zdecydowanej części.
– Te wszystkie okoliczności absolutnie w tym materiale dowodowym nie znajdą żadnego potwierdzenia. Wręcz można stwierdzić, że te zeznania świadków wskazują na okoliczność zgoła przeciwną. Takie fakty według świadków, którzy wówczas zamieszkiwali w okolicy, gdzie miały mieć miejsce te zdarzenia; byli oni wówczas dziećmi, nie miały miejsca – mówiła w trakcie ogłaszania wyroku sędzia Teresa Karczyńska-Szumilas.
„Rzeczpospolita” wygrała już kiedyś proces z ks. Jankowskim
To nie pierwszy proces o ochronę dóbr osobistych, związany z postacią ks. Henryka Jankowskiego. Ponad 20 lat temu kontrowersyjny kapłan wytoczył „Rzeczpospolitej” proces w związku z artykułem Pawła Huelle pt. „Rozumieć diabła”.
„Ten kapłan zupełnie nie rozumie Ewangelii i przeciwstawia się ostentacyjnie nauczaniu papieża. Jest po prostu mutacją polskiego endeka z moczarowską, komunistyczną fobią plucia na obcego: Żyda, pedała, euroentuzjastę. To chory człowiek, nieszczęśliwy w gruncie rzeczy i potłuczony, który polskość wymieniłby w każdej chwili na dowolny paszport – volksdeutscha, Irakijczyka, Rosjanina – gdyby szły za tym piękne szaty, nowe limuzyny, tytuły i ordery – przypinane do jego białego, przypominającego styl pułkownika Kadafiego munduru, w który ksiądz prałat tak lubi się przyodziewać (...). Przemawia jak gauleiter, gensek, nie jak kapłan. Nie wiem, ile razy jeszcze w kościele św. Brygidy usłyszę, że Żydzi zniszczyli nasz kraj, a Unia Europejska jest spiskiem zawiązanym w celu zniszczenia Polski” – pisał w 2004 roku Huelle.
Niemniej w kwietniu 2006 roku gdański sąd apelacyjny uznał prawomocnie, że pisarz Paweł Huelle nie musi przepraszać ks. Henryka Jankowskiego za naruszenie dóbr osobistych, czego domagał się proboszcz św. Brygidy. Sąd oddalił powództwo kapłana.
Czytaj więcej
„Prałat” Michała Kmiecika i Marcina Libera w Teatrze TV, inspirowany zarzutami pedofilii wobec ks. Henryka Jankowskiego, to prawdopodobnie najważni...