Jak opisuje Onet, Krzysztof Sz. przez lata budował relacje z politykami PiS i osobami związanymi z ówczesnym obozem władzy. Zdobyte kontakty miał następnie wykorzystywać, przekonując innych, że jest w stanie załatwić dla nich sprawy w urzędach, służbach i Kancelarii Prezydenta RP.
Za pomoc grupie warszawskich biznesmenów w uniknięciu zatrzymania miał zażądać 300 tys. zł. Za doprowadzenie do prezydenckiego ułaskawienia – niespełna 50 tys. zł, a za powoływanie się na wpływy w Kancelarii Prezydenta RP przy staraniach o obywatelstwo – 5 tys. zł.
300 tys. zł za „parasol ochronny”
Jednym z głównych wątków śledztwa była sprawa przedsiębiorców podejrzewanych o wyłudzanie dotacji. Gdy jeden z ich wspólników został zatrzymany, pozostali zaczęli obawiać się, że również trafią w ręce służb.
Wtedy mieli zwrócić się do Krzysztofa Sz., który przedstawiał się jako osoba posiadająca szerokie kontakty.
„Taką osobą okazał się Krzysztof Sz., który powoływał się na wpływy w CBŚP, CBA i policji” – można przeczytać w aktach Prokuratury Regionalnej w Szczecinie cytowanych przez Onet.
Czytaj więcej
Od 2015 r. pojawiło się siedem nieznanych prokuraturze i służbom taśm.
Za zapewnienie biznesmenom ochrony przed zatrzymaniem były detektyw miał zażądać 300 tys. zł. Przekonywał ich, że może zorganizować „parasol ochronny” oraz zdobywać informacje o postępach w śledztwie. Na jego polecenie przedsiębiorcy wraz z żonami i partnerkami mieli przez pewien czas ukrywać się m.in. w hotelach.
Aby uwiarygodnić swoje wpływy, Krzysztof Sz. miał przekazać biznesmenom pendrive z nagraniem rozmowy ówczesnego szefa CBA Pawła Wojtunika i wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej. Spotkanie zostało zarejestrowane 5 czerwca 2014 r., a były detektyw miał dysponować nagraniem już kilkanaście dni później.
W śledztwie pojawił się także wątek jego spotkań z osobami związanymi z dawnym gangiem pruszkowskim. Miały one dotyczyć m.in. niepublikowanych nagrań z afery podsłuchowej.
Kontakty z politykami PiS i numer do Andrzeja Dudy
Krzysztof Sz. utrzymywał kontakty z wieloma osobami związanymi z ówczesnym obozem rządzącym. Według Onetu znał m.in. Annę Krupkę, Grzegorza Tobiszowskiego i Łukasza Piebiaka, a także współpracował z byłym premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem.
Marcinkiewicz przekonywał, że nie znał przeszłości byłego detektywa i nie załatwiał dla niego żadnych spraw. Z zabezpieczonej przez śledczych korespondencji wynikało jednak, że za jego pośrednictwem próbowano doprowadzić do spotkania z ówczesnym Rzecznikiem Praw Obywatelskich Adamem Bodnarem.
Czytaj więcej
Trzy MBA Emilii H., fikcyjne zatrudnienie na uczelni i studenci z Uzbekistanu dzięki Ryszardowi Czarneckiemu. Prokuratura stawia zarzuty byłemu eur...
W 2020 r. Krzysztof Sz. miał także pomagać cudzoziemcom w uzyskaniu polskiego obywatelstwa. Jedna ze spraw dotyczyła obywatela Rosji.
Pośredniczyć miała Tatiana A., ówczesna partnerka Grzegorza Tobiszowskiego. Według śledczych za pomoc przy obywatelstwie miała domagać się 30 tys. zł. Sama temu zaprzeczała, twierdząc, że chciała jedynie pomóc znajomemu.
To właśnie Tatiana A. miała przekazać Krzysztofowi Sz. bezpośredni numer telefonu do prezydenta Andrzeja Dudy.
Czytaj więcej
Sąd Okręgowy w Warszawie skazał byłego posła Zbigniewa R. na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności za powoływanie się na wpływy.
Śledczy ustalili, że były detektyw żądał 5 tys. zł w zamian za powoływanie się na wpływy w Kancelarii Prezydenta RP przy procedurze nadania obywatelstwa.
Na tym nie kończyły się sprawy, których miał się podejmować. Za niespełna 50 tys. zł Krzysztof Sz. miał również obiecać pomoc w uzyskaniu prezydenckiego ułaskawienia dla mężczyzny skazanego na cztery lata więzienia za udział w oszustwach ubezpieczeniowych.
Podczas śledztwa Krzysztof Sz. tłumaczył, że opowieści o jego znajomości z Andrzejem Dudą były „żartami i przechwałkami”.
Czytaj więcej
Sąd złagodził karę dla znanego szczecińskiego adwokata. Szymon L. ma spędzić w więzieniu nie siedem, ale cztery lata. W sprawę zamieszany był też p...
Początkowo nie przyznawał się do zarzutów i przekonywał, że działał legalnie oraz nie przyjmował pieniędzy. Ostatecznie jednak przyznał się do większości zarzucanych mu czynów i wystąpił o dobrowolne poddanie się karze.
Krzysztof Sz. liczył na karę półtora roku pozbawienia wolności, której znaczną część odbył już w ramach tymczasowego aresztowania. Jednocześnie nie wykluczał zmiany decyzji i walki o uniewinnienie.