Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie były główne błędy w reakcji policji na domniemane zgwałcenia policjantki?
- Dlaczego zatrzymanie podejrzanego nastąpiło z kilkugodzinnym opóźnieniem?
- Jakie były skutki błędów proceduralnych w związku z zatrzymaniem domniemanego sprawcy?
- Jak kwestia struktury hierarchicznej policji wpłynęła na przebieg wydarzeń?
- Dlaczego tłumaczenia policji nie przekonują ekspertów?
22-letnia policjantka odbywająca staż w Oddziale Prewencji Policji (OPP) w Piasecznie miała zostać zgwałcona 3 stycznia przez podinspektora Marcina J., dowódcę IX Kompanii, jej przełożonego. Sprawa wywołała falę oburzenia i wątpliwości dotyczących sposobu reakcji na przestępstwo. „Rzeczpospolita” opisała je w artykule „Gwałt na policjantce: kluczowe było pierwsze pięć godzin. I czas dla Marcina J.”.
Komenda Główna Policji po naszej publikacji w wydanym oświadczeniu wyraziła „stanowczy sprzeciw” wobec „zaprezentowanego przebiegu czynności podjętych przez Policję”. Tyle tylko, że to sama policja podała chronologię z przytoczeniem godzin poszczególnych czynności – „Rz” poddała ją jedynie analizie, wyłowiła kontrowersje i nabrała wątpliwości, czy istotnie „wszystkie procedury zadziałały niezwłocznie”. Doświadczeni ludzie służb – byli wieloletni oficerowie policji, których poprosiliśmy o opinię – uważają, że nie i krytykują reakcję na zdarzenie.
Czytaj więcej
Około 1,5 promila alkoholu miał policjant Marcin J. po pięciu godzinach od zgwałcenia młodej podwładnej, o co jest podejrzany. Po zdarzeniu pozwolo...
– Zatrzymanie podejrzanego nastąpiło ze zwłoką po kilku godzinach. Nie dlatego, że nie było podstaw. Nie dlatego, że sprawca był nieznany czy niedostępny i nie dlatego, że policja nie potrafiła działać. Powód był bardziej niepokojący: podejrzany był „dowódcą”. To element struktury, w której stopień, stanowisko i zależności służbowe skutecznie sparaliżowały reakcje ludzi szkolonych do działania bez wahania – ocenia Tomasz Safjański, profesor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, były policjant z ogromnym doświadczeniem.
Z kolei Michał Rapacki, były oficer CBŚ, obecnie ekspert w zakresie wywiadu biznesowego i wykładowca akademicki zaznacza:– Brak było zdecydowanej, otwartej i prawdziwie adekwatnej reakcji, co w rezultacie pogarsza i tak już bardzo słaby od lat obraz polskiej policji.
Podejrzanego o gwałt policjanta należało zatrzymać w chwili, gdy otworzył drzwi pokoju
Do gwałtu miało dojść o godz. 3.30, zaraz potem Marcin J. jak gdyby nigdy nic, pojechał do domu, a do jednostki prewencji został przywieziony dopiero o godz. 7 przez funkcjonariuszy BSWP. O godz. 8.15 – czyli po blisko pięciu godzinach od zdarzenia – zbadano go na zawartość alkoholu (miał ok. 1,5 promila). Jeszcze później – o godz. 14.45 miało miejsce jego formalne zatrzymanie.
Dlaczego J. nie został zatrzymany od razu i mógł się udać do domu? Policja twierdzi, że „przed zgłoszeniem sprawy dyżurnemu przełożeni nie mieli informacji o przestępstwie ani o spożywaniu alkoholu na terenie OPP”.
Zatrzymanie Marcina J. dopiero około godz. 7, a nie tuż po zdarzeniu, jest skandalem. Dali mu pojechać do domu i przetrzeźwieć, mógł się wykąpać, zmyć z siebie ślady DNA, zamaskować ewentualne obrażenia czy wreszcie zwyczajnie uciec
Nawet gdyby przyjąć to tłumaczenie, to i tak widać „poślizg” – dyżurny już o godz. 5.30 wiedział o sprawie, zatem na co dalej czekano – dlaczego pierwszą wymierną czynność (test na alkohol) przeprowadzono dopiero o godz. 8.15?
Policja przemilcza, że pokrzywdzona – jak opisaliśmy to w „Rzeczpospolitej” – jeszcze będąc w gabinecie Marcina J., wysłała do dwóch funkcjonariuszy alarmujące SMS-y z prośbą o pomoc, w reakcji na które poproszony przez nich inny policjant poszedł pod pokój sprawdzić, co się dzieje. Zatem już same SMS-y sygnalizowały, że policjantka czuje się zagrożona. A po wyjściu z pokoju było widać, że jest roztrzęsiona.
– Zatrzymanie podejrzanego powinno nastąpić w chwili, gdy otworzył drzwi pokoju, w którym przetrzymywał policjantkę – uważa prof. Tomasz Safjański. Michał Rapacki: – Ten policjant powinien być natychmiast zatrzymany do wytrzeźwienia, wcześniej przeszukany, a rano przekazany do dyspozycji prokuratora – wskazuje.
Czytaj więcej
Kontrowersyjne zachowania, awans do elitarnej jednostki policji, a w finale wpadka z mefedronem i zwolnienie – ujawniamy szokujące kulisy sprawy 27...
Kto powinien tego dokonać? – Chociażby policjant, który pukał do drzwi gabinetu gwałciciela. Następnie powinien przekazać go dyżurnemu jednostki i domagać się od niego realizacji kolejnych czynności – tak, jak to dzieje się w przypadku każdego obywatela. Powinien więc zostać sporządzony protokół zatrzymania osoby, przeszukania i przewiezienia do wytrzeźwienia – tłumaczy Michał Rapacki.
Doświadczony oficer CBŚ uważa, że zatrzymanie Marcina J. dopiero o godz. 7., a nie tuż po zdarzeniu, „jest skandalem”. – Po pierwsze, dali mu pojechać do domu i przetrzeźwieć, mógł się wykąpać, zmyć z siebie ślady DNA, zamaskować ewentualne obrażenia czy wreszcie zwyczajnie uciec. Po drugie, puszczono przestępcę, który powinien być zatrzymany „na gorącym uczynku” – mówi Rapacki.
Również zdaniem Safjańskiego każdy obecny na miejscu funkcjonariusz „miał nie tylko moralny, ale i prawny obowiązek działania”. – Podejrzenie zgwałcenia kobiety uruchamia jednoznaczne procedury. Nie ma tu pola do „czekania”, „wyjaśniania” czy „zabezpieczania wizerunku jednostki”. Jest obowiązek natychmiastowego chronienia ofiary, zatrzymania, izolacji podejrzanego i zawiadamiania prokuratury – zaznacza prof. Safjański.
Przemoc we własnych murach nie uruchomiła natychmiastowych mechanizmów zatrzymania sprawcy, lecz mechanizmy kalkulacji i odwlekania decyzji.
Dlaczego nie było błyskawicznej reakcji i dlaczego tłumaczenia policji, że wcześniej nie wiedziała o gwałcie, nie przekonują naszych rozmówców? – Argument, że nie wiedzieli wcześniej, jest nie do obrony. Pod drzwiami był przecież policjant i widział, w jakim stanie z pokoju wyszła ofiara. Pokrzywdzona wysyłała także SMS z prośbą o pomoc do innych policjantów – podkreśla Rapacki. I podtrzymuje opinię o braku szybkiej reakcji. – Jeśli dowódca kompanii jest pijany, a ponadto popełnia przestępstwo, to bezzwłocznie dokonuje się jego zatrzymania, wzywa dyżurnego jednostki i podejmuje się wszystkie czynności zgodnie z prawem – zaznacza nasz rozmówca.
Jednocześnie od razu powinny zostać przeprowadzone oględziny lekarskie i kryminalistyczne – zarówno pokrzywdzonej, jak i sprawcy, przesłuchanie pokrzywdzonej i świadków, bo są to rutynowe czynności w takiej sprawie.
Prof. Tomasz Safjański uważa, że zatrzymanie podejrzanego nastąpiło z kilkugodzinną zwłoką i że doszło do sytuacji, w której „przemoc we własnych murach nie uruchomiła natychmiastowych mechanizmów zatrzymania sprawcy, lecz mechanizmy kalkulacji i odwlekania decyzji”.
– Policja, w której podejrzany o zgwałcenie funkcjonariusz przez wiele godzin pozostaje bezpieczny wyłącznie dlatego, że nosi mundur i zajmuje określone stanowisko, przestaje pełnić funkcję ochronną. Staje się strukturą chroniącą samą siebie. A policjantka zgwałcona w miejscu służby otrzymuje najgorszy możliwy komunikat: nawet tu nie możesz liczyć na natychmiastową ochronę – komentuje prof. Safjański.
W policji mogło dojść do zaniechań podpadających pod paragraf
Co więcej, Michał Rapacki ocenia, że brak działań określonych funkcjonariuszy może podpadać pod paragraf. – W tej sprawie mamy zapewne do czynienia z szeregiem kolejnych przestępstw popełnianych przez „spanikowanych” podwładnych i przełożonych policjanta podejrzanego o zgwałcenie. Na pewno możemy rozważać przestępstwo niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień oraz poplecznictwo – ocenia Rapacki. I uważa, że przestępstw dopuścili się policjanci, którzy nie dokonali szybkiego zatrzymania domniemanego sprawcy gwałtu i pozwolili, żeby mógł on pojechać do domu.
W sprawie jest więcej zagadek – jak ta, dlaczego formalne zatrzymanie Marcina J. nastąpiło po niemal pół doby od domniemanego zgwałcenia.
Czytaj więcej
Łącznie 318 policjantów podejrzanych o 1,6 tys. przestępstw. Co drugie dotyczy korupcji, ale na drogach było jej mniej, bo mundurowi pilnowali gran...
– To, że formalne zatrzymanie miało miejsce o 14.45, też mocno zastanawia. Co od godz. 7, kiedy to podejrzany znalazł się pod nadzorem dowództwa OPP, działo się w jednostce? O czym z nim rozmawiano i dlaczego BSWP dokonało formalnego zatrzymania dopiero o 14.45? – pyta Michał Rapacki. Prezentując chronologię zdarzeń, policja tego w żaden sposób nie wyjaśnia.
Według prof. Safjańskiego jest jeden fakt, którego „nie da się zrelatywizować żadnym komunikatem ani narracją kryzysową”. – Do zgwałcenia doszło w jednostce policji. W obiekcie chronionym. W miejscu, które z definicji ma być gwarantem bezpieczeństwa, prawa i natychmiastowej reakcji państwa. W budynku, w którym w tym samym czasie przebywali inni funkcjonariusze: dyżurni, policjanci liniowi, stażyści – podkreśla.
Tomasz Safjański ma długie doświadczenie policyjne – był m.in. wiceszefem Biura Wywiadu Kryminalnego KGP, szefem krajowego biura Interpolu i Europolu, oficerem CBŚ. Michał Rapacki był oficerem ówczesnego CBŚ w czasach jego świetności, kiedy wsławiło się rozpracowaniem i rozbiciem najgroźniejszych gangów – pruszkowskiego i wołomińskiego. Ich opinie dotyczące reakcji policji w tej sprawie są więc poparte ich doświadczeniem i autorytetem, wyrazili je pod nazwiskiem. Również wielu obecnie pracujących w policji doświadczonych funkcjonariuszy podzieliło się z „Rzeczpospolitą” opiniami, prosząc o anonimowość ze względu na czynną służbę. Ich obserwacje są równie krytyczne.
– W sytuacji, kiedy sprawca był znany z imienia i nazwiska, miejsca zamieszkania, znany był jego telefon, zatrzymanie powinno trwać najwyżej dwie godziny – ocenia jeden z nich. Chronologia przedstawiona przez policję miała być dowodem jej skrupulatnego działania po szokującym zdarzeniu, jednak wyłania się z niej zupełnie inny obraz.
W policji nie ma kadrowego trzęsienia ziemi po aferze. Jedna dymisja i postępowanie o zwolnienie ze służby
Marcin J. jest w areszcie pod zarzutem zgwałcenia oraz doprowadzenia pokrzywdzonej do poddania się „innej czynności seksualnej”. Domniemany gwałt poprzedziła impreza z alkoholem. Co dzisiaj więcej o niej wiemy? W oświadczeniu KGP odnoszącym się do artykułu „Rzeczpospolitej” czytamy, że „alkohol spożywany był przez funkcjonariuszy w części mieszkalnej oddziału, w pomieszczeniu zamkniętym, spotkanie nie miało charakteru libacji, nie było hałasu, nie towarzyszyły temu krzyki, wobec czego osoby postronne nie wiedziały o sytuacji”. – Czyli pito kulturalnie i bez wrzasków – komentuje jeden z funkcjonariuszy i wskazuje: – Część mieszkalna znajduje się na kompanii, a kompania jest obiektem policyjnym. Marcin J. alkoholu nie spożywał sam, lecz w towarzystwie kolegów policjantów.
Pokłosie afery to – jak dotąd – odwołanie zastępcy dowódcy warszawskiego Oddziału Prewencji Policji – sprawował nadzór służbowy nad IX Kompanią, której dowódcą był Marcin J. A także wszczęcie postępowania w celu zwolnienia dowódcy plutonu tej kompanii, który miał brać udział w libacji na terenie jednostki policji.