Andrzej P., ps. Nos, to główna postać najnowszego filmu „Pitbull” Partyka Vegi, ekspert od ładunków wybuchowych, w latach 90. odpowiedzialny za kilkadziesiąt zamachów bombowych. Dziś ma zarzut podżegania do zabójstwa ciotki i jej partnera – z chęci przejęcia majątku. Akt oskarżenia trafił do sądu. „Rzeczpospolita” poznała jego ustalenia.
Sprawę rozpracowali policjanci z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej i prokuratorzy z Mazowieckiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.
Ciała 86-letniej Jadwigi P. i rok młodszego Ryszarda F. odkryto w lutym 2020 r. w mieszkaniu przy ul. Osowskiej w Warszawie, zostali uduszeni. Lokal nosił ślady plądrowania, ale w rzeczywistości sprawcy wiedzieli, do kogo idą i gdzie mają szukać łupów, a drzwi otworzyli kluczem, który dał im Andrzej P. – ustalili śledczy.
Czytaj więcej
Co naprawdę wydarzyło się w warszawskim butiku - "Rzeczpospolita" przeanalizowała sądowe akta zbrodni sprzed 24 lat.
Jadwiga P., kiedyś znana na bazarze Różyckiego handlarka, była właścicielką dwóch mieszkań, domu, wartej pół miliona działki, kosztowności i oszczędności trzymanych w domu i banku. Do Warszawy przeniosła się w 2018 r., biorąc do siebie do opieki młodszą o osiem lat siostrę Janinę – matkę Andrzeja P.
Jadwiga udzieliła siostrzeńcowi pełnomocnictw – w efekcie została ograbiona z majątku, w tym ze 118 tys. dolarów, jakie miała w domu. Wszystko przejęła Janina, a docelowo jej syn. Na nią też spisała testament.
Po pół roku Jadwiga P. przejrzała na oczy, kazała siostrze się wynieść i podjęła starania, by odzyskać swoje dobra – zablokowała sprzedaż działki, zaczęła odwoływać darowizny na rzecz Janiny i jej syna, a w sierpniu 2019 r. doniosła na nich do prokuratury. Tym wydała na siebie „wyrok”. Jak się okazało, znając kryminalną przeszłość siostrzeńca, Jadwiga P. pod presją i z obawy o własne życie wszystko podpisywała. W prokuraturze (w Nowym Dworze Maz. – tu najpierw toczyło się śledztwo), zeznała, że Andrzej zawiózł ją do notariusza i kazał „bez zadawania pytań” podpisać dokumenty. Kiedy Andrzej P. dowiedział się, że ciotka chce cofnąć darowizny, przyjechał do jej domu i miał krzyczeć: „ja was, k.... pozabijam”.
Czytaj więcej
Ukraiński kurier i czterej Syryjczycy staną przed sądem - pierwszy akt oskarżenia za przemyt imigrantów z Białorusi.
Nie chcąc tracić zapisanego majątku, „Nos” zlecił jej zabójstwo – ustalili śledczy. Kilerom miał mówić, że „ma problemy z ciotką i będzie musiał ją okraść”, że w jej domu są słoiki z „diamentami i złotem”. Sugerował, że można wejść „na śpiocha” i udusić seniorów.
Zlecenia podjęli się Krzysztof Z. i Mirosław G. Kupili ubrania, buty, rękawiczki i samochód w autokomisie. Weszli nocą, jeden udusił Jadwigę, ściągnął jej z palca pierścionki. Drugi udusił jej partnera i wziął obrączkę. Skrytki w ścianach były puste, w mieszkaniu nie było nic cennego. Finansowo wykonawcy nie zyskali więc na zleceniu. Nawet „obraz z wilkiem”, rzekomo namalowany przez Winstona Churchilla i mający być wart 500 tys. zł, okazał się podróbką za 500 zł. Po zabójstwie kilerzy pojechali do Niemiec (gdzie pracowali). W czasie zbrodni Andrzej P. był na safari w Kenii – co miało mu zapewnić alibi. Śledczy jednak znaleźli dowody, że to on wydał zlecenie. Wsypali go zresztą wynajęci zabójcy, a ich pogrążyły m.in. logowania telefonów, zapisy monitoringu, ślady DNA, zostawili odciski palców i fifkę. Jeden z kilerów na portalu w sieci wstawił swoje zdjęcie w identycznych butach, jakie miał podczas zabójstwa.
Mirosław G. najpierw się przyznał do zabójstwa, potem zaprzeczył. Krzysztof Z. twierdził, że stał pod domem, a do środka wszedł jego kompan. „Nos” zaprzeczył, by wydał zlecenie, i odmówił wyjaśnień.
Oprócz sprawy karnej przeciwko Andrzejowi P. toczy się proces cywilny. Jadwiga P. zdążyła jeszcze wnieść pozew o stwierdzenie nieważności umów darowizn dwóch mieszkań na rzecz swojej siostry – matki „Nosa”. Chciała, by lokale dostały jej wnuczki – córki jej jedynego zmarłego syna (wcześniej, będąc pod presją, je wydziedziczyła).
Czytaj więcej
Po ponad trzech latach od wypadku w Krużlowej Niżnej niedaleko Nowego Sącza, w którym zginęła 18-letnia Angelika, prokuratura jest już pewna, który...
– Po tragicznej śmierci powódki w jej miejsce do postępowania przystąpiły prawowite spadkobierczynie, czyli wnuczki Jadwigi P. – mówi nam ich pełnomocnik mec. Grzegorz Cichewicz. – Na obecnym etapie konieczna była modyfikacja powództwa także i po stronie pozwanej, ponieważ pokrzywdzona pierwotnie darowała mieszkania swojej siostrze, a ta w krótkim czasie podarowała je swoim wnuczkom, córkom „Nosa” – dodaje mecenas. Prokuratora zgłosiła swój udział w tym postępowaniu.
- Prokuratura uzyskała informację o złożeniu pozwu w toku śledztwa przeciwko Andrzejowi P. i innym. 24 czerwca tego roku prokurator zgłosił udział w postępowaniu cywilnym zawisłym przed Sądem. Aktywnie uczestniczy w nim popierając powództwo i udzielając Sądowi żądanych informacji m.in. z zakresie postępowania karnego – mówi „Rzeczpospolitej” Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.