Rząd zapowiada kolejną podwyżkę akcyzy na alkohol. Jak informuje Ministerstwo Finansów, stawki podatku akcyzowego na większość wyrobów alkoholowych mają pójść w górę o ok. 15 proc.

Resort finansów wyliczył, że podniesienie akcyzy na napoje procentowe przyniesie budżetowi państwa każdego roku dodatkowe 1,8 mld zł. Gros tej nadwyżki – bo aż 1,4 mld zł – ma być przekierowane do Narodowego Funduszu Zdrowia. Powód? Zwiększenie możliwości leczenia i przeciwdziałania negatywnym skutkom spożycia.

Oznacza to, że w perspektywie 10 lat konsumenci alkoholu przekażą do budżetu państwa dodatkowe 18 mld zł, w tym do NFZ – 14 mld zł.

Czytaj więcej:

Panel ekonomistów Panel ekonomistów: Wydatki państwa do gruntownego przeglądu

Pro

Nie chodzi jednak o ratowanie budżetu

Jak wskazują eksperci, głównym celem tego typu działań fiskalnych nie jest jednak zwiększenie wpływów do budżetu, lecz przeciwdziałanie negatywnym skutkom społecznym picia alkoholu.

W ocenie Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU) podnoszenie akcyzy na alkohol jest jednym z najlepiej udokumentowanych narzędzi ograniczania spożycia alkoholu oraz związanych z nim szkód zdrowotnych i społecznych.

– Wiele badań wskazuje, że wzrost cen alkoholu prowadzi do spadku jego konsumpcji, a tym samym zmniejszenia liczby chorób, zgonów oraz problemów społecznych związanych z piciem alkoholu – mówi nam Małgorzata Dalmata, specjalistka ds. badań i analiz w KCPU.

Dodaje przy tym, że przyjmuje się, że wzrost cen alkoholu o 10 proc. prowadzi przeciętnie do spadku spożycia o ok. 5 proc.

Podwyżki akcyzy bywają skuteczne, ale nie zawsze

Jak jednak podkreśla, jest pewien warunek, który jest konieczny do spełnienia, aby zależność między podwyżkami cen a spadkiem spożycia, zaszła.

– Warunkiem skuteczności akcyzy jest to, aby realnie ograniczała ona dostępność ekonomiczną alkoholu. W Polsce w ostatnich latach ten warunek nie był spełniony, ponieważ wzrost akcyzy nie nadążał za tempem wzrostu wynagrodzeń i inflacji. W efekcie alkohol stawał się relatywnie coraz tańszy, a jego dostępność ekonomiczna rosła, mimo formalnych podwyżek podatku – zauważa Dalmata.

Obserwację tę potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego. W 2024 r. przeciętne wynagrodzenie w Polsce pozwalało na zakup 435 litrów piwa lub 55 litrów wódki. Dekadę później wartości te wzrosły do 662 litrów piwa lub 87 litrów wódki. W ciągu kolejnych 10 lat – a więc w 2024 r. – siła nabywcza Polaków pozwalała im już na zakup 1051 litrów piwa lub 119 litrów wódki. W ciągu 20 lat rozwoju gospodarki i bogacenia się społeczeństwa dostępność piwa wzrosła więc 2,4-krotnie, a wódki 2,2-krotnie.

– Sama podwyżka akcyzy nie gwarantuje ograniczenia spożycia – musi być ona wystarczająco wysoka, aby rzeczywiście zmniejszać siłę nabywczą konsumentów w odniesieniu do alkoholu – podkreśla specjalistka z Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

Pijemy dużo, ale coraz mniej

Poziom spożycia alkoholu utrzymuje się powyżej średniej wieloletniej, choć ostatnie lata pokazują, że wskaźniki konsumpcji procentów spadają. Potwierdza to teorię, że rosnąca ekonomiczna dostępność alkoholu nie przekłada się na spożycie.

Zgodnie z danymi GUS w 2024 r. (dane za 2025 r. będą dostępne pod koniec sierpnia) przeciętny Polak wypił 8,8 litra piwa (w przeliczeniu na 100-proc. alkohol), a jeszcze w 2021 r. było to 9,7 litra. W 2023 r. po raz pierwszy od 2006 r. roczne spożycie piwa u statystycznego Polaka spadło poniżej 9 litrów. Podobny trend widać w konsumpcji napojów spirytusowych – 3,4 litra w 2024 r. to najniższy wynik od 2018 r.

Mniejsze zainteresowanie zakupami alkoholu to efekt m.in. zmieniającej się mody wśród młodych konsumentów. Jak pokazuje badanie „Młodzież 2025” autorstwa Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) i Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU), młodzi Polacy rzadziej sięgają po część substancji psychoaktywnych. Wśród piw coraz większą popularność zyskują tzw. zerówki, czyli piwa bez zawartości alkoholu.

Czytaj więcej

Heineken zrywa z tradycją. Nowy prezes ma uratować sprzedaż i przeprowadzić cięcia

Spirytus zejdzie do gospodarczego podziemia?

Powyższe dane GUS uwzględniają jedynie oficjalną sprzedaż alkoholu, zaś szara strefa w przypadku handlu mocnymi alkoholami jest trudna do oszacowania. Wzrost cen na legalnym rynku w prostej zależności prowadzi jednak do zejścia handlu napojami spirytusowymi do gospodarczego podziemia.

Andrzej Robaszewski, dyrektor naukowy ds. polityki fiskalnej i zrównoważonego rozwoju z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) przestrzega, że ryzyko poszerzania się nierejestrowanej konsumpcji alkoholu może zacząć narastać.

– Na razie nie ma mocnych podstaw, by twierdzić, że Polska osiągnęła „punkt przesilenia”, po którego przekroczeniu dalsze zmiany akcyzy przynosiłyby efekt odwrotny do zamierzonego, a konsumenci zaczęliby masowo przechodzić do szarej strefy. Takie ryzyko może jednak narastać, jeżeli akcyza będzie podnoszona automatycznie, bez równoległej kontroli rynku, ograniczania dostępności alkoholu oraz monitorowania cen względnych – mówi w rozmowie z „Rz” ekspert CASE.

Na kwestie nielegalnej sprzedaży szczególnie wrażliwy jest segment alkoholi mocnych, ponieważ akcyza stanowi w nim większą część ceny, a potencjalna „premia” z obejścia podatku jest wyższa.

– Dlatego branża spirytusowa od lat argumentuje, że zbyt szybkie podnoszenie akcyzy może wypychać część konsumpcji do szarej strefy – komentuje ekspert CASE.

– Należy też pamiętać, że wzrost szarej strefy nie pojawia się automatycznie po każdej podwyżce akcyzy. Zwykle rośnie wtedy, gdy podwyżki są gwałtowne, komunikowane jako czysto fiskalne, niepowiązane z poziomem dochodów i niepoparte skuteczną egzekucją prawa – dodaje Robaszewski.

Czytaj więcej:

PRO Szara strefa to nawet 30 proc. polskiej gospodarki

Pro

Jeśli nie akcyza, to co?

Specjaliści wskazują jeszcze na inne – nie tylko fiskalne – narzędzia, którymi dysponuje rząd i które należy – równolegle lub alternatywnie – wdrażać, by zwalczać negatywne skutki spożywania alkoholu.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podkreśla, że oprócz zmniejszania dostępności ekonomicznej alkoholu, ważne są jeszcze cztery inne strategie, które powinny być implementowane na poziomie administracyjnym: ograniczenie fizycznej dostępności alkoholu, ograniczenie promocji i reklamy alkoholu, przeciwdziałanie prowadzeniu pojazdów pod wpływem alkoholu oraz ułatwienie dostępu do pomocy, leczenia i wczesnej interwencji.

Podobnie problem diagnozują eksperci z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych i z Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

– W debacie publicznej dominuje przekonanie, że akcyza jest głównym narzędziem polityki alkoholowej państwa. Tymczasem skutki nadmiernego spożywania alkoholu są problemem wielowymiarowym. Skuteczna strategia państwa powinna obejmować nie tylko politykę cenową, ale również działania dotyczące dostępności alkoholu, reklamy, leczenia, edukacji, egzekwowania prawa oraz odpowiedzialności samorządów – wymienia Robaszewski z CASE.

– Ograniczanie dostępności alkoholu to regulowanie tego, gdzie, kiedy i komu alkohol może być sprzedawany. W praktyce oznacza to m.in. wprowadzenie systemów licencyjnych, ograniczeń liczby punktów sprzedaży, skracanie godzin sprzedaży oraz ustanowienie minimalnego wieku zakupu – dodaje Dalmata z KCPU.

Metody administracyjnych barier w handlu alkoholem coraz częściej implementują polskie samorządy. Według danych KCPU już 210 gmin w Polsce wprowadziło przepisy ograniczające sprzedaż alkoholu w sklepach w godzinach nocnych. Nocny zakaz sprzedaży alkoholu na wynos obowiązuje m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Bydgoszczy czy Lublinie.

– Bez terapii, ograniczeń dostępności i skutecznego egzekwowania prawa trudno mówić o wyższej akcyzie jako czynniku, który samodzielnie prowadzi do rozwiązania problemu uzależnień – mówi ekspert CASE.

Prezydent Karol Nawrocki już raz zawetował

Projekt ustawy o zmianie stawek akcyzy na alkohol, przygotowany przez Ministerstwo Finansów, został już skierowany do uzgodnień rządowych.

Zmiany przepisów proponowane przez MF będą wymagały zgody parlamentu oraz ewentualnej zgody prezydenta. Pod koniec zeszłego roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę z listopada 2025 r. podnoszącą stawki podatku akcyzowego na alkohol. Kancelaria Prezydenta RP tłumaczyła to niechęcią do podnoszenia stawek podatków i danin.

– W Polsce konsumpcja rejestrowana spada umiarkowanie, mimo wzrostu akcyzy i inflacji. Sugeruje to, że sam podatek nie zmienił radykalnie zachowań konsumentów. Dlatego dalsze podwyżki akcyzy powinny być planowane ostrożnie i selektywnie, a nie wyłącznie automatycznie – mówi Robaszewski z CASE.

Jeśli rządowi udałoby się przeforsować zmianę ustawy o akcyzie, byłby to kolejny ruch w górę, jeśli chodzi o stopę podatkową w odniesieniu do alkoholu. Po wzroście akcyzy w 2022 r. o 10 proc. i kolejnych corocznych podwyżkach o 5 proc. stawka na alkohol etylowy (w przeliczeniu na 100-proc. alkohol) wzrosła z 6.903 zł/hl w 2022 r. do 8.391 zł/hl w 2026 r.