Twórcy dzisiejszej ordynacji podatkowej przewidzieli procedurę, która miała służyć mało sformalizowanej weryfikacji oświadczeń podatnika. To tzw. czynności sprawdzające, przewidziane w dziale V ordynacji. Dotyczą one tylko przypadków, gdy podatnik sam deklaruje podatek do zapłaty (a więc nie dotyczą np. podatku od nieruchomości osób fizycznych, rolnego ani leśnego).
Idea mniejszego formalizmu nie zawsze się sprawdza. Urzędy skarbowe stosują tę metodę dość często, np. przed dokonaniem zwrotu VAT. Bywa, że podatnik jest wzywany do stawienia się w urzędzie w określonym dniu i godzinie, by przedstawić stertę dokumentów, głównie faktur – własnych i od kontrahentów. Gdy takie wezwania pojawiają się notorycznie – bo niektóre firmy regularnie korzystają ze zwrotów VAT – takie działania niewiele się różnią od kontroli podatkowej. Co gorsza, nie są one limitowane czasowo tak jak kontrola.
Zdarzają się wprawdzie urzędy prezentujące nowoczesne podejście, akceptujące zeskanowane dokumenty, przesyłane przez podatników e-mailem.
– Wielu urzędników nadal jednak obawia się tak robić. Nie bez racji, bo używanie elektronicznej formy dostarczania dokumentów w ramach czynności sprawdzających nie ma podstawy prawnej w ordynacji – zauważa Joanna Kanicka-Ziółkowska, doradca podatkowy i partner zarządzający w kancelarii Independent Tax Advisers. Jej zdaniem wyraźne przepisy odnoszące się do elektronicznej korespondencji na linii urząd–podatnik zaoszczędziłyby czasu obu stronom.
Jak jednak zauważa doradca podatkowy Zbigniew Maciej Szymik z Grupy Leader, nie da się sprowadzić czynności sprawdzających tylko do elektronicznej wymiany danych.