Sześciogodzinny termin na autoryzację dotyczy dzienników. Dla czasopism czas ten ma wynosić 24 godziny. Niedokonanie autoryzacji w terminie lub odmowa jej udzielenia oznaczać będzie, że dziennikarz może publikować informację. Takie zmiany przewiduje nowela prawa prasowego autorstwa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którą we wtorek przyjął rząd. Nie zdecydowano się jednak na wprowadzenie szczegółowej regulacji dla prasy wydawanej w formie elektronicznej, która ma być traktowana na równi z prasą tradycyjną, w praktyce zatem pewnie jak dzienniki.

Do tej pory nie było terminu na autoryzację, więc udzielający wywiadu, np. polityk, mógł w ten sposób blokować informację bądź dokonywać w tekście istotnych zmian czy wręcz odmówić autoryzacji. Druk wywiadu bez autoryzacji stanowił zaś przestępstwo. Po zmianach ma to być wykroczenie zagrożone karą do 5 tys. zł. Na dodatek nie będzie podlegać karze za wykroczenie ten, kto dokonuje publikacji dosłownie cytowanej wypowiedzi.

Projekt reguluje też kwestię przekazania przez rozmówcę nowych informacji lub odpowiedzi (wątków), a także zmiany kolejności wypowiedzi – one nie będą traktowane jako autoryzacja. Dziennikarz będzie miał więc prawo do opublikowania pierwotnej wypowiedzi.

Temat autoryzacji budzi od lat spore emocje w polskich mediach, gdyż była ona czasem nadużywana np. przez polityków. Także Trybunał w Strasburgu, w sprawie Wizerkaniuk przeciwko Polsce, wytknął, że polskie prawo prasowe pozwala rozmówcom, w tym politykom, zapobiegać publikacji kłopotliwych wypowiedzi, ze szkodą dla debaty publicznej.

Ministerstwo Kultury przeprowadziło szerokie konsultacje wśród wydawców prasy, stowarzyszeń dziennikarskich i organizacji zrzeszających przedsiębiorców z branży prasowej. Są jednak głosy, tak uważa np. adwokat Dariusz Pluta, specjalista od prawa prasowego, że autoryzacja jest reliktem, który należy usunąć. ©?

Etap legislacyjny: trafi do Sejmu