Sprawa dotyczy protestów z 30 maja 1960 r., które przeszły do historii pod nazwą „wydarzeń zielonogórskich”. Jak przypominała w komunikacie Prokuratura Krajowa, w ich trakcie kilka tysięcy mieszkańców Zielonej Góry broniło Domu Katolickiego, który komuniści chcieli eksmitować. Opór stawiło im tysiące mieszkańców. Zostali oni ostatecznie spacyfikowani, a ponad 160 osób zatrzymano.

Jedna z zatrzymanych kobiet została skazana na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności za udział w zbiorowisku publicznym oraz czynną napaść – z pobudek chuligańskich – na funkcjonariuszy MO poprzez rzucanie w nich kamieniami. Przebywała ona w zakładzie karnym od momentu zatrzymania 31 maja 1960 r. do 1 sierpnia 1961 r., kiedy została warunkowo przedterminowo zwolniona. Apelacja obrońcy kobiety została przez sąd odwoławczy odrzucona 24 października 1960 r.

W skierowanej od tego orzeczenia kasacji Prokurator Generalny wskazywał, że przypisanie kobiecie przestępstwa czynnej napaści na funkcjonariuszy MO jest niezasadne. - W „wydarzeniach zielonogórskich” to właśnie oddziały milicji, w tym ZOMO, były stroną atakującą, zaś członkowie Kościoła broniący Domu Katolickiego jedynie opierali się bezprawnemu atakowi totalitarnej władzy, która przy pomocy sił porządkowych dyskredytowała Kościół katolicki i ograniczała jego wpływy społeczne - podnosił PG. Podkreślił, że działania podejmowane wobec zielonogórzan-katolików ocenić należy jako bezprawne nawet z punktu widzenia ówczesnego prawodawstwa.

Czytaj więcej

Broniła domu parafialnego przed ZOMO. Ziobro wnosi kasację

Sąd Najwyższy (sygn. akt V KK 421/21) potwierdził trafność twierdzeń Prokuratora Generalnego, że działania ówczesnych władz, będące przyczyną tych wydarzeń, tj. dążenie do wyegzekwowania, motywowanych ideologicznie, decyzji administracyjnych, nadto przy użyciu siły, stanowiły w istocie jednoznaczne i rażące naruszenie nawet ówcześnie obowiązujących norm konstytucyjnych gwarantujących obywatelom wolność sumienia i wyznania (art. 70 ust. 1 Konstytucji PRL z 1952 r.).

W ocenie Sądu Najwyższego nie ulega wątpliwości, że stroną, która sprowokowała wydarzenia, a przede wszystkim rozpoczęła czynną akcję Milicji Obywatelskiej, pacyfikującą protest społeczny, byli przedstawiciele władzy zmierzającej w tamtym czasie do dyskredytacji Kościoła Rzymskokatolickiego. W ówczesnych realiach zachowania mające na celu przeciwstawienie się tym bezprawnym działaniom organów porządkowych, podejmowanym z rażącym pogwałceniem norm konstytucyjnych, nie mogą wyczerpywać znamion przestępstwa z art. 133 § 1 k.k. z 1932 r. (czynna napaść na urzędnika). Sąd wskazał, że zachowanie uniewinnionej uczestniczki wydarzeń, było powodowane szczególną motywacją, tj. reakcją na bezprawne i brutalne działania Milicji Obywatelskiej stanowiąc wyraz uzasadnionego sprzeciwu społecznego wobec gwałcenia praw i wolności.