Projekt przepisów wdrażających do polskiego porządku prawnego dyrektywę transgraniczną przyjął wreszcie wczoraj rząd. Mamy już pół roku opóźnienia.

Idea założeń ustawy  pozostaje niezmieniona. Ministerstwo Zdrowia cały czas optuje za rozwiązaniem, w którym pacjent, chcąc skorzystać z zagranicznego leczenia, będzie musiał wcześniej wystąpić o zgodę do NFZ. Inaczej nie dostanie zwrotu kosztów  badań czy zabiegów w innym kraju UE. A nawet jeśli dostanie, to tylko do wysokości przewidzianej za taką  usługę przez NFZ.

Minister zdrowia określił już w projekcie rozporządzenia załączonym do projektu ustawy wykaz usług medycznych za granicą, na skorzystanie z których pacjent będzie musiał wcześniej dostać zgodę od dyrektora wojewódzkiego oddziału NFZ. Chodzi m.in. o tomografię komputerową, rezonans magnetyczny czy badania genetyczne.

Ponadto na liście limitowanych procedur znalazły się te, które wymagają od pacjenta pobytu co najmniej przez jedną noc w zagranicznym szpitalu, badania medycyny nuklearnej, terapia izotopowa, świadczenia opieki paliatywnej udzielane w trybie stacjonarnym. Bez zgody będzie można pojechać na konsultację do specjalisty.

Projekt przewiduje też, że dyrektor NFZ wyda wedle uznania zgodę na zabieg zagraniczny, którego lekarze nie wykonują w Polsce. To, czy Fundusz pozwoli na   wyjazd, będzie jednak zależało od tego, czy życie i zdrowie pacjenta nie jest zagrożone. Dodatkowo minister zdrowia wskazuje w projekcie rozporządzenia, że lekarz kierujący na takie zabiegi określi, ile pacjent może maksymalnie czekać na pomoc medyczną.

Nowością, jaka znalazła się w projekcie ustawy w porównaniu z założeniami, są regulacje dotyczące programów lekowych. Czyli drogich medykamentów, które pacjenci dostają w szpitalach. Początkowo polskie regulacje w ogóle miały się do nich nie odnosić. A teraz projekt wskazuje, że jeśli pacjenta lekarze w Polsce zakwalifikowali do programu lekowego, to korzystając z niego za granicą, może liczyć na zwrot kosztów leku w Polsce.

etap legislacyjny trafi do Sejmu