Rośnie zainteresowanie zabiegami upiększającymi wykonywanymi przez osoby nieposiadające odpowiednich kwalifikacji. Specjaliści uważają więc, że trzeba uregulować wykonywanie zabiegów medycyny estetycznej związanych z naruszeniem ciągłości ciała.

Wolnoamerykanka

Trudno uwierzyć, ale w Polsce nie ma przepisów, które regulowałyby zakres dozwolonych zabiegów upiększających, działających na poziomie tkanki podskórnej, które mogą wykonywać technicy usług kosmetycznych, kosmetolodzy czy osoby niebędące lekarzami.

Dziś każdy może otworzyć gabinet kosmetyczny, rejestrując działalność gospodarczą, i oferować inwazyjne zabiegi, w tym wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego czy toksyny botulinowej. I pobierać za to od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. W związku z tym inwazyjne iniekcje wykonywane są często przez kosmetyczki, które po jednodniowym lub kilkugodzinnym szkoleniu czują się uprawnione do wykonywania czynności zarezerwowanych dla lekarza.

Czytaj też: Lekarze: Zabiegi medycyny estetycznej to świadczenia zdrowotne

Zarówno środowisko medyczne, jak i prawnicze są zaniepokojone, że technicy usług kosmetycznych mogą stosować na tak szeroką skalę kwasy kosmetyczne, które potrafią wypalić dziurę w policzku i nikt nie ponosi za to odpowiedzialności.

W jednym z procesów sądowych dotyczących wypalonej dziury na twarzy po zastosowaniu kwasu sąd wezwał właściciela gabinetu do przedłożenia dokumentacji medycznej i podania, jaki rodzaj kwasu zastosowano. Tymczasem właściciel gabinetu nie był w stanie przedłożyć żadnej dokumentacji, bo jej nie prowadzi. W takiej sytuacji ani sąd, ani nikt inny nie wyciąga konsekwencji wobec gabinetu, bo trudno wymierzyć karę, kiedy brakuje podstawowych przepisów prawnych.

Koszty leczenia powikłań po nieudanym zabiegu pokrywa państwo, czyli podatnicy, ponieważ skutki uboczne po zabiegach medycyny estetycznej pacjentka, a w zasadzie klientka leczy najczęściej u dermatologa opłacanego przez NFZ.

Według byłego ministra zdrowia Marka Balickiego w tym przypadku skala zagrożeń dla zdrowia wymaga wprowadzenia odpowiednich regulacji, a także szerokiej kampanii informacyjnej.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW

Naczelna Izba Lekarska już na początku tego roku wydała oświadczenie w sprawie uprawnień do wykonywania procedur wchodzących w skład zabiegów medycyny estetycznej:

„Należy zwrócić uwagę, iż z Charakterystyk Produktów Leczniczych z zawartością toksyny botulinowej wynika, iż ma ona zastosowanie u pacjentów (nie: klientów). Pacjentem zaś, jak wynika z ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta, jest osoba zwracająca się o udzielenie świadczeń zdrowotnych lub korzystająca ze świadczeń zdrowotnych, udzielanych przez podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych lub osobę wykonującą zawód medyczny" – czytamy w oświadczeniu z 15 stycznia 2021 r.

Największe poruszenie wśród specjalistów wzbudza jednak podawanie przez osoby niekompetentne kwasu hialuronowego, który jest uznawany za najmniej inwazyjny preparat wykorzystywany do zabiegów medycyny estetycznej, a jego stosowanie popularyzuje się z dnia na dzień.

Zalecenia producentów

Zgodnie z przepisem art. 90 ust. 1 ustawy z 20 maja 2010 r. o wyrobach medycznych (DzU z 2020 r. poz. 186 ze zm.) użytkownik wyrobu medycznego zobowiązany jest do przestrzegania instrukcji używania produktu i może go używać w sposób w niej określony. Producenci kwasu hialuronowego wskazują wprost, iż wyrób ten może być używany wyłącznie przez wykwalifikowanego lekarza. Nie ma zatem wątpliwości, iż nie może on być aplikowany przez osoby niebędące lekarzami. Co więcej, producenci zawężają możliwość używania kwasu hialuronowego jedynie do lekarzy, którzy posiadają odpowiednie kwalifikacje. Wymóg nabycia odpowiednich kwalifikacji jest zresztą zgodny z zasadami wynikającymi z prawa powszechnie obowiązującego i z kodeksu etyki lekarskiej, które nakazują, aby lekarz podejmował się czynności odpowiednich do posiadanych kwalifikacji.

Jak się okazuje, pomimo rosnącego zainteresowania tak skomplikowanymi zabiegami medycyny estetycznej w systemie prawa nadal nie określono, jakie dodatkowe szkolenia dawałyby uprawnienia do wykonywania tak specyficznych i innowacyjnych zabiegów.

– Przy aplikacji nici liftingujących najważniejsza jest znajomość anatomii i poszczególnych warstw powięziowych twarzy, tak żeby ten zabieg wykonać bezpiecznie. Takie szkolenie z anatomii powinno odbywać się może nawet na materiale sekcyjnym – po to, żeby zrozumieć, w którym miejscu te nici mają się znaleźć. Tym bardziej że usunięcie ich jest niezwykle trudne – komentuje laryngolog, chirurg Anna Tuszyńska. I dodaje, że coraz częściej trafiają do niej pacjenci potrzebujący korekty po przebytych zabiegach upiększających, które niejednokrotnie wpływają na naruszenie zdrowia.

– W swojej praktyce chirurgicznej często operuję nosy pacjentów po zakończonych niepowodzeniem wcześniejszych zabiegach plastycznych. Obecnie coraz częściej spotykam się z osobami z wypełnieniami kwasem hialuronowym w obrębie nosa, które zamiast poprawić wygląd, dodatkowo zniekształcają rysy twarzy lub nadają jej groteskowy wyraz, wywołując nierzadko asymetryczny obrzęk pomiędzy oczami. Najczęściej jest to wynik „usunięcia" dużego garba nosa poprzez zbyt obfite wypełnienie zagłębienia nad nim – mówi Anna Tuszyńska. I dodaje: – Nieprawidłowe podanie kwasu hialuronowego w obrębie tzw. zastawki nosa może powodować zaburzenia oddychania, niebezpieczne jest podanie wypełniacza w rejonie tętnic. Kontrowersje budzi również wykonywanie jakichkolwiek zabiegów z naruszeniem ciągłości tkanek bez wykluczenia chorób nosa badaniem lekarskim.

Karolina Seidel, adwokat i założycielka kancelarii adwokackiej, specjalizującej się w prawie medycznym

Kosmetolog po kilkugodzinnym szkoleniu z implantacji nici liftingujących przeprowadza zabiegi z ich użyciem. Wprowadza je pod skórę nieumiejętnie, zbyt płytko. U jednej z moich klientek zaimplantował aż 55 nici, tworząc uwypuklenia i nierówności. Pobrał za tę usługę ponad 5 tys. zł. Pomimo próśb klientki nie podjął się ich usunięcia, zwodząc ją, że potrzeba czasu na rekonwalescencję. Po trzech miesiącach, kiedy doszło już do procesu włóknienia nici, klientka musiała udać się do lekarza dermatologa w celu ich usunięcia, przechodząc bardzo bolesny i kosztowny zabieg. Tymczasem kosmetolog nadal prowadzi swoją działalność i ma się całkiem dobrze.