Powinny one wskazywać na takie okoliczności w sposób realny i konkretny. Samo uznanie za uchodźcę politycznego nie wystarczy – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny. Andrzej B. został w 1986 r. zwolniony dyscyplinarnie z pracy w Komitecie ds. Radia i Telewizji. Sąd Rejonowy w Warszawie uznał zwolnienie za niesłuszne i nakazał wypłatę odszkodowania. Andrzej B. twierdzi, że powodem zwolnienia było sympatyzowanie z „Solidarnością". Przedstawił na to notatkę nieżyjącego już wiceprezesa Radiokomitetu. – W 1987 r. poradzono mi opuścić Polskę. Wyjechałem z rodziną – opowiada.
W Grecji pracował dorywczo. W sierpniu 1993 r. wrócił do Polski. Obecnie jest na emeryturze.
W 2013 r. Andrzej B. zwrócił się do kierownika Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych o potwierdzenie, że od 17 listopada 1987 r. do 31 grudnia 1992 r. był bez pracy z powodu represji politycznych. Taką możliwość dała ustawa o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz ustawa o kombatantach (...) Zgodnie z tymi aktami okresy niewykonywania pracy na skutek represji politycznych mogą być uznane za okresy składkowe i nieskładkowe, uwzględniane przy ustalaniu prawa do emerytury i renty oraz przy obliczaniu wysokości świadczeń. Muszą też być udowodnione dokumentami i zeznaniami świadków.
Dowody przedstawione przez Andrzeja B. szef Urzędu uznał za niewystarczające. Ustawa wymaga udowodnienia, że wnioskodawca starał się o pracę, ale jej nie otrzymał z przyczyn politycznych. Wyrok sądu nie zawiera takiej oceny, nie ma też dowodów ani żyjących świadków, którzy by to potwierdzili.
W Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie oraz w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, które rozpoznawały skargi Andrzeja B. na odmowną decyzję kierownika Urzędu, skarżący przedstawił zaświadczenie, że od 1988 r. do 31 grudnia 1992 r. miał status uchodźcy politycznego. Oba sądy oddaliły skargi.