Przez wieki kopiowanie mistrzów było podstawowym sposobem nauki. W pracowniach dawnych mistrzów normą było, że uczniowie wykonywali lwią część roboty, pod którą podpisywał się mistrz. Nikomu do głowy nie przychodziło, żeby upominać się o  swoją „własność intelektualną".

Czytaj także:

Najlepsze wydziały prawa - pełne wyniki rankingu i metodologia

Najlepsze wydziały prawa są w Krakowie, Warszawie i Katowicach

W XVII-wiecznej Anglii to wydawnictwa drukujące książki otaczane były ochroną, a nie ich autorzy. Dopiero uchwaloną na początku XVIII wieku przez parlament brytyjski ustawę, tzw. statut Anny, uznaje się za pierwszy w historii dokument, który bierze pod uwagę prawa autorskie, przyznając tym samym, że to autor ma prawa do dzieła, które stworzył.

Przypisy, odwołania, źródła

Ponad 300 lat później własność intelektualna jest dla nas oczywistością. Korzystamy z dorobku poprzednich pokoleń, ale każdy cytat musi być uczciwie opatrzony przypisem. Popełnienie plagiatu jest czynem dyskwalifikującym, szczególnie w środowisku naukowym, przy pisaniu pracy dyplomowej, stanowiącej swego rodzaju przepustkę do świata ludzi wykształconych.

Czym jest plagiat? Intelektualną kradzieżą. To skopiowanie całości lub fragmentów cudzego dzieła i przypisanie sobie jego autorstwa.

Owszem, na poziomie licencjatu czy magisterium rzadkością jest praca, która proponuje nowe rozwiązania – zwykle są to omówienia danego zagadnienia na podstawie literatury. Jeśli już zdarzy się praca bardziej nowatorska, to i tak od studenta wymaga się porządnego odwołania do klasyków przedmiotu. Chodzi więc przede wszystkim o uczciwe podanie źródeł.

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

Mimo to zawsze znajdą się tacy, którzy wolą ułatwić sobie zadanie i pójść na skróty. Na polskich uczelniach zdarzają się dziwnie podobne prace. Niektóre szkoły od pewnego czasu szukały na to lekarstwa na własną rękę i korzystały z systemów antyplagiatowych, takich jak Plagiat.pl, Genuino czy OSA, które bazowały jednak na ograniczonych zbiorach danych – najczęściej własnych. Brakowało przepływu informacji pomiędzy instytucjami. Zdarzały się sytuacje kuriozalne – praca broniona w Opolu miesiąc później była broniona w Suwałkach. Poza tym uczelnie się skarżyły, że systemy działają po prostu wadliwie – wykazują zapożyczenia, które nie mają nic wspólnego z tematyką pracy.

– Słyszałam negatywne opinie dotyczące otwartego systemu antyplagiatowego. Dlatego na naszym wydziale nie jest on obowiązkowy – mówiła w 2016 roku prof. Krystyna Chojnicka, dziekan wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej".

Najwyższy był już czas, żeby uporządkować ten bałagan.

Nareszcie jest

W styczniu 2019 roku doczekaliśmy się wreszcie Jednolitego Systemu Antyplagiatowego. Powstawał przez półtora roku – od połowy 2017 do końca 2018, w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie. JSA to system informatyczny, który pomaga promotorom wykryć plagiaty prac dyplomowych: licencjackich, inżynierskich i magisterskich a także doktorskich. Jednocześnie ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce z lipca 2018 roku nałożyła na wszystkie uczelnie w Polsce obowiązek weryfikowania prac z jego pomocą. Odtąd wszystkie pisemne prace dyplomowe i doktorskie muszą przed obroną być sprawdzone przez JSA. System jest udostępniany nieodpłatnie wszystkim polskim uczelniom. Ma jedynie wspierać promotora, a nie go wyręczać – to człowiek ostatecznie decyduje, czy dopuści do obrony pracy. System, podobnie jak prawo, nie działa wstecz, więc nie możemy prześwietlić dotychczasowego dorobku naszych naukowców – w każdym razie uczelnie nie mają takiego obowiązku.

JSA bazuje na dziesięciu wielkich bazach danych: Ogólnopolskim Repozytorium Pisemnych Prac Dyplomowych (około 3 mln prac dyplomowych), bazie NEKST (obraz polskiego internetu – około 760 milionów dokumentów), sześciu Wikipediach w różnych językach i dwóch zbiorach aktów prawnych.

Jak działa? Czy algorytm bierze pod uwagę tylko wierne podobieństwo? Co jeśli ktoś zmieni kolejność słów w zdaniu?

– Nasz system antyplagiatowy jest na coś takiego całkowicie niewrażliwy. On dzieli każdy tekst na zdania, a zdania są dzielone na słowa, które tworzą kolekcje nieuporządkowane – tłumaczy dr Marek Kozłowski, współtwórca JSA, w wywiadzie dla portalu Sztucznainteligencja.org.pl stworzonego niedawno przez OPI PIB. „Więc jeśli napiszemy: »Mama lubi kota« albo: »Mama kota lubi«, to system w obu przypadkach widzi trzy różne słowa w dwóch zbiorach, a te zbiory są równoważne. (...) Nasz algorytm jest niewrażliwy na zmiany szyku zdania, kolejność wyrazów, wielkość liter czy interpunkcji".

Administrator systemu może jednak regulować poziom czułości algorytmu w zależności od tematyki analizowanego tekstu. Uczelnie średnio ustawiają suwak podobieństwa na 50 proc. (gdy 0 proc. oznacza, że system uznawałby za plagiat każdy tekst, a 100 proc. – wiernego klona oryginalnego tekstu na poziomie pojedynczych zdań i ich wyrazów). Wydziały techniczne powinny ustawić tę czułość np. na 70 proc., natomiast wydziały humanistyczne mogą poprzestać na 30 proc., ponieważ w takich tekstach o wiele łatwiej zatuszować plagiat. W szczególnej sytuacji są przyszli prawnicy, ponieważ przytaczają w pracy dyplomowej akty prawne – treść przepisów i orzeczeń sądowych. JSA musi uwzględnić to swojej ocenie.

Spore podobieństwo

W pierwszych dwóch miesiącach funkcjonowania – w styczniu i lutym 2019 r. – system sprawdził 40 tys. prac. Tysiąc z nich miało bardzo wysoki, 70-proc. rozmiar podobieństwa, czyli wskaźnik obrazujący, jaka część tekstu pochodzi z innych prac. W tej chwili sprawdził już ponad 150 tys. prac.

Niektóre uczelnie podchodzą podobno do systemu z rezerwą. Twierdzą, że jest zbyt wrażliwy, i staje się on tematem tabu. Pytanie, czy za takim stanowiskiem nie stoi obawa przed utratą autorytetu uczelni.

„Plagiat oznacza też, że jakość kształcenia była na danej uczelni niska. Jest nawet gorzej. Z naszych rozmów z uczelniami wynika, że z powodu podejrzenia o plagiat w pracy licencjackiej, magisterskiej czy inżynierskiej tej zimy do obrony nie zostało dopuszczonych co najmniej kilkudziesięciu studentów. (...) A pamiętajmy, że my mamy ograniczony obraz rzeczywistości. Wiele uczelni nie przyznaje się do tego, by nie ujawnić prawdziwej skali problemu. (...) Zakładam, że plagiaty to około 5 proc. prac dyplomowych" – uważa Marek Kozłowski. Czyli co 20. absolwent polskiej uczelni dokonał plagiatu. Jakie konsekwencje za to grożą? Można stracić tytuł zawodowy lub naukowy, zapłacić grzywnę, a nawet trafić do więzienia. Zwykle jednak uczelnie rozstrzygają to we własnym zakresie.

Oczywiście wciąż można przetłumaczyć pracę z innego języka. Tego system na razie nie wykryje. Ale i tak wygląda na to, że uczelnie wkraczają w nową erę. W ciągu paru minut możemy się przekonać o uczciwości i rzetelności intelektualnej kandydata na magistra, doktora lub inżyniera. Co więcej -– oprócz korzystania z inteligentnych systemów – możemy zrobić? Chyba pozostaje nam, jak zawsze, praca u podstaw. Uczenie przyszłych studentów od najmłodszych lat zwykłej ludzkiej przyzwoitości.