Wczoraj sędziowie Trybunału rozpoznawali wniosek senatorów PiS dotyczący uzyskania prawa do emerytury bez rozwiązania stosunku pracy.
Zgodnie z ustawą z 16 grudnia 2010 r. o zmianie ustawy o finansach publicznych każdy, kto od stycznia 2009 r. do stycznia 2011 r. przeszedł na emeryturę bez zwolnienia się z pracy i chciał zachować świadczenie, musiał zrezygnować z zatrudnienia przed 1 października 2011 r. Jeśli tego nie zrobił, ZUS zawieszał wypłatę świadczenia.
Bogdan Paszkowski, senator wnioskodawca, wskazywał, że w ten sposób naruszono zasadę państwa prawa i sprawiedliwości społecznej, ponieważ przepisy zadziałały wstecz.
Zbigniew Cichoń, adwokat, pełnomocnik wnioskodawcy, wyjaśniał, że wiele osób, myśląc, że ma dwa źródła utrzymania, pensję i emeryturę, zaciągnęło zobowiązania. Tymczasem w krótkim czasie ustawodawca pogorszył ich sytuację.
27 tys. straciło emeryturę w październiku i listopadzie 2011 r., bo nie zrezygnowali z pracy
Eugeniusz Kłopotek reprezentujący Sejm podkreślał, że ten sam pracodawca mógł ponownie zatrudnić emeryta, a ten zachowywał prawo do świadczenia z ZUS.
Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej, wyjaśniał, że możliwość pobierania świadczeń bez przerwania działalności zawodowej to przywilej. Ubezpieczony musi się zaś liczyć z tym, że może go stracić.
Sędziowie nie wydali jednak wyroku. Po wysłuchaniu stron ogłosili przerwę, a później rozprawę odroczyli bezterminowo.
Tymczasem jeszcze przed rozprawą prof. Andrzej Rzepliński, prezes TK, zapowiedział, że w październiku Trybunał zajmie się sprawą konstytucyjności przepisów wprowadzających w tym roku kwotową waloryzację rent i emerytur. Zaskarżyli je: Bronisław Komorowski, prezydent, i Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich. Zdaniem RPO waloryzacja kwotowa preferuje osoby pobierające minimalne i niskie świadczenia.