„[link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=77C6CE0CDFB0ED7E653ABDFA37EA9FA1?id=324468]Ustawa z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (DzU z 2009 r. nr 153, poz. 1227)[/link] dyskryminuje absolwentów studiów dziennych, którzy na skutek choroby lub śmierci utracili zdolność wykonywania pracy po ukończeniu 30 lat życia, ale przed upływem dziesięciu lat od ukończenia studiów” – napisał do redakcji Zdzisław M.

Jego córka, urodzona w 1976 r., po studiach podjęła pracę (2000 r.). Była zatrudniona do 2009 r., do chwili śmierci. Wątpliwości czytelnika dotyczą zasad przyznawania renty rodzinnej dla dzieci zmarłej.

Dodajmy, że te same problemy dotyczą osób, które w wieku 30 – 35 lat zachorują i same przechodzą na rentę z tytułu niezdolności do pracy.

[srodtytul]Krótki staż[/srodtytul]

W związku z tym, że kobieta zmarła po ukończeniu 30. roku życia, warunkiem nabycia przez jej dzieci renty rodzinnej jest co najmniej pięcioletni okres składkowy i nieskładkowy matki (art. 58). Ten warunek był spełniony. Problem dotyczy jednak sposobu obliczania świadczenia.

[wyimek]Trzydziestolatkowi trudno zebrać dziesięć lat pracy do podstawy wymiaru renty[/wyimek]

W wypadku 30-latki trzeba bowiem zastosować art. 15 ust. 1 ustawy emerytalnej, tzn. przyjąć do obliczenia podstawy wymiaru renty przeciętną podstawę wymiaru składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe w ciągu kolejnych dziesięciu lat kalendarzowych. Kobieta pracowała jednak krócej, bo osiem i pół roku. To zaś oznacza zaniżenie wysokości świadczenia, bo podstawa wymiaru i tak zostanie obliczona w odniesieniu do przeciętnego wynagrodzenia z dziesięciu lat, a nie z ośmiu i pół roku, co oznacza, że około półtora roku będzie potraktowane jako zerowe (porównanie zarobków z ośmiu i pół roku do przeciętnego wynagrodzenia z dziesięciu lat).

[srodtytul]Faktyczny czas[/srodtytul]

Czytelnik kwestionuje to, że dla ubezpieczonych, którzy ukończyli 30 lat, do ustalenia podstawy wymiaru renty nie przyjmuje się podstawy wymiaru składek z okresu faktycznego podlegania ubezpieczeniu. Taka zasada obowiązuje bowiem w odniesieniu do tych, którzy zmarli przed ukończeniem 30 lat. Pozwala na to art. 17 ustawy emerytalnej. W wypadku młodszych ubezpieczonych, jeśli nie można określić podstawy wymiaru renty na ogólnych zasadach (czyli w praktyce z dziesięciu lat), to do jej ustalenia przyjmuje okres faktycznego podlegania ubezpieczeniu. Jeśli zatem zmarły 29-latek przepracował tylko pięć lat, to tylko z tych pięciu lat będzie obliczona podstawa wymiaru renty rodzinnej dla jego dziecka (porównanie pięciu lat do pięciu lat).

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

Zasady obliczania świadczeń są więc niesprawiedliwe wobec osób zmarłych w wieku 30 – 34 lat, które podejmowały pracę po zakończeniu studiów i dlatego trudno było im uzyskać dziesięć lat, od których liczy się podstawę wymiaru.

– Art. 17 ustawy emerytalnej stanowi wyjątki na korzyść od reguły z art. 15 ust. 1. Reguła ta jest uzasadniona wymogiem istnienia związku między własnym wkładem (składką osoby zmarłej) a prawem do świadczenia osoby uprawnionej. Uwzględnienie żądań skarżących musiałoby się wiązać z jeszcze większym niż obecnie rozluźnieniem zasad nabywania prawa do renty rodzinnej po śmierci osób, które ukończyły 30 lat, a nie mają dziesięcioletniego okresu ubezpieczenia. To oczywiście możliwe, ale byłoby niewłaściwe ze względów systemowych i na rozszerzanie przywilejów socjalnych. Ubezpieczenia (nawet społeczne, uwzględniając ich cel socjalny) nie są instytucją, która ma objąć ochroną wszystkie przypadki ryzyka socjalnego – uważa Kamil Antonów z Uniwersytetu w Opolu.

Rzecznik praw obywatelskich nie zdecydował się na zakwestionowanie art. 17 ust. 1 i art. 17 ust. 3 ustawy. Uzasadnił to tym, że poszerzenie kręgu osób, które mogą mieć podstawę wymiaru renty ustaloną z faktycznego okresu ubezpieczenia, o osoby, które nie pozostawały w ubezpieczeniu dziesięć lat wyłącznie z powodu odbywania nauki w szkole wyższej, nie może być uznane za tzw. pominięcie ustawodawcze budzące wątpliwości natury konstytucyjnej.

[ramka]

[b]prof. Inetta Jędrasik-Jankowska z Uniwersytetu Warszawskiego[/b]

Skoro młody człowiek ma prawo do studiów, to ustawodawca przyznający świadczenia powinien to uwzględnić. Osoba kończąca uczelnię ma 25 lat, więc dziesięć lat pracy może zgromadzić dopiero w wieku 35 lat. Można argumentować, że przecież student może podjąć pracę i z tego tytułu się ubezpieczyć. Jednak realna szansa na to jest niewielka. Pracodawcy chętnie przyjmują studentów do pracy, ale na zlecenie, gdyż wówczas za uczącego się do 26. roku życia nie opłacają składek na ubezpieczenia społeczne. Należałoby więc rozważyć likwidację tego przywileju. Alternatywne rozwiązanie to liberalizacja zasad obliczania rent. W ustawie można przewidzieć, że podstawa ich wymiaru dla osób do 35. roku życia, które studiowały, byłaby ustalana z faktycznego okresu pracy. [/ramka]

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki

[mail=m.januszewska@rp.pl]m.januszewska@rp.pl[/mail]