Z naszych wyliczeń wynika, że w tym roku emeryci mogą liczyć na waloryzację w wysokości 1,6 proc. Emeryt pobierający od ZUS 2000 zł dostanie 32 zł więcej, a ten z minimalnym świadczeniem 13 zł. Podwyżka będzie zatem niższa od tej, którą szacował rząd.

W połowie 2013 r. rząd prognozował, że waloryzacja wyniesie 2,14 proc. Okazało się, że jednym z parametrów, od których zależy podwyżka, jest niższy, niż szacowano. A waloryzacja zależy od dwóch wskaźników: 20 proc. realnego wzrostu płac w ubiegłym roku oraz inflacji emeryckiej, czyli wzrostu cen w gospodarstwach domowych emerytów (chodzi o podwyżki cen towarów, które kupują głównie emeryci).

W połowie stycznia Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w 2013 r. inflacja emerycka wyniosła 1,1 proc.  A w połowie 2013 r. rząd przewidywał, że wyniesie aż 1,9 proc.

Wczoraj GUS podał, że realny wzrost wynagrodzenia w całej gospodarce za 2013 r. wyniósł aż 2,5 proc. Tu prognozy były niższe – rząd zakładał wzrost na poziomie 1,2 proc. Po raz pierwszy jednak od kilku lat odnotowaliśmy podwyżkę płac. Oznacza to, że marcowa waloryzacja będzie na poziomie 1,6 proc. –  1,1 proc. inflacji emeryckiej  plus 0,5 proc. (20 proc. wskaźnika wzrostu płac) daje 1,6 proc. I na tyle powinni przygotować się emeryci i renciści.

Wzrost najniższych świadczeń będzie zatem symboliczny.  Najniższe renty i emerytury, a także najniższe renty rodzinne i renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy oraz renty rolnicze wzrosną o 10–15 zł miesięcznie.

W marcu 2013 r. było lepiej.  W zeszłym roku waloryzacja  wyniosła bowiem aż 4 proc., choć powiązana była tylko z inflacją. A to dlatego, że w 2012 r. nie odnotowano realnego wzrostu płac.

Wówczas średnio emeryt dostał 71 zł brutto podwyżki. Najniższe renty i emerytury, a także najniższe renty rodzinne i renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy po podwyżce wzrosły o 31,96 zł brutto, czyli ok. 26 zł na rękę.