Chodzi o koalicję utworzoną przez Jaira Lapida, lidera centrolewicowej partii Jesz Atid, który sformował większość w Knesecie wyłonionym po wyborach z marca, m.in. dzięki porozumieniu z byłym sojusznikiem Netanjahu, Naftalim Bennettem i jego koalicją Jamina, z którym ma podzielić się stanowiskiem premiera (każdy z nich ma sprawować ten urząd przez pół kadencji).

To właśnie Bennett kilka godzin po słowach Netanjahju wezwał premiera Izraela, by ten nie zostawiał po sobie spalonejk ziemi i aby zaakceptował,że "luidziom wolno jest tworzyć rządy - nawet takie, na których czele nie stoi Netanjahu".

- Doświadczamy największego oszustwa wyborczego w historii kraju, według mnie w historii demokracji - powiedział w niedzielę Netanjahu kierując swoje słowa do parlamentarzystów Likudu.

Likud wygrał wybory do Knesetu, ale zdobył zbyt mało mandatów, by Netanjahu był w stanie sformować większość.

Netanjahu zarzucił oszustwo Bennettowi, który - w czasie kampanii wyborczej - zapowiadał, że nie będzie współpracować z lewicowymi, centrowymi i arabskimi partiami. Tymczasem utworzy rząd z centrolewicowym Jesz Atid, którego powstanie będzie możliwe, ponieważ poprze go Zjednoczona Lista Arabska.

Na razie nie ustalono jeszcze kiedy w Knesecie odbędzie się głosowanie wotum zaufania do nowego rządu.

W telewizyjnym wystąpieniu Bennett wezwał Jariwa Lewina, przewodniczącego Knesetu i sojusznika Netanjahu, by ten nie próbował grać na czas opóźniając zmianę u steru rządu.

- Pozwólmy rządowi iść naprzód - powiedział Bennett, kierując te słowa do Netanjahu, który stoi na czele rządu od 2009 roku.



Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ