Reklama

Rozwód braterskich monarchii. Nie będzie nowego państwa - Arabii Południowej

Z hukiem rozpadł się sojusz Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Poszło o Jemen, który jest podzielony, ale oficjalnie zostanie jednym państwem. Rijad przerwał sen separatystów o odtworzeniu Jemenu Południowego.

Publikacja: 11.01.2026 13:44

Członkowie jednostki żandarmerii wojskowej lojalnej wobec wspieranej przez ZEA separatystycznej Połu

Członkowie jednostki żandarmerii wojskowej lojalnej wobec wspieranej przez ZEA separatystycznej Południowej Rady Przejściowej zabezpieczają ulicę w Adenie w Jemenie

Foto: REUTERS/Fawaz Salman

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie wydarzenia doprowadziły do rozpadu sojuszu między Arabią Saudyjską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi?
  • Co wpłynęło na decyzję Rijadu o odrzuceniu idei nowego państwa - Arabii Południowej?
  • Jakie zmiany polityczne i geopolityczne zaszły na Bliskim Wschodzie i Rogu Afryki?
  • Kim są separatyści jemeńscy?
  • Jakie są nowe układy i sojusze, jakie zawiązują się w świecie arabskim i muzułmańskim?

Za zmianami na Bliskim Wschodzie trudno nadążyć. Ostatnie zaszły na Półwyspie Arabskim i sąsiadującym z nim Rogu Afryki. Brały w nich udział najważniejsze monarchie sunnickie regionu, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz bliski ostatnio tym drugim, Izrael.

Reklama
Reklama

Najważniejszy efekt to – jak to określiła Cinzia Bianco, analityczka think tanku European Council on Foreign Relations – rozwód Saudyjczyków z Emiratczykami, którzy dotychczas mówili o sobie jako o przyjacielskich narodach. Jednocześnie w regionie powstają nowe sojusze, w których kryterium nie jest już  stosunek do szyickiego Iranu. 

Arabia Saudyjska nie chce mieć nowego państwa u swojej granicy. Arabia Południowa miała powstać za dwa lata 

Rijad długo starał się nie zauważać wielkich ambicji regionalnych Abu Zabi, znacznie mniejszego sojusznika, ale nagle się obudził i zareagował niezwykle ostro, łącznie z atakami lotniczymi przeciwko podopiecznym Emiratczyków w Jemenie, m.in. na port w Mukalli (stolicy ważnej prowincji Hadramawt), do którego dotarły emirackie dostawy uzbrojenia. 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wszystkie nieszczęścia Jemenu

Saudyjczycy uświadomili sobie, że zaraz mogą mieć na południu długą granicę z nowym państwem. Wspierani przez Emiratczyków separatyści, którzy kontrolują (a w każdym razie kontrolowali jeszcze na samym początku stycznia) znaczną część terytorium tego najbiedniejszego państwa arabskiego, otwarcie mówili o ogłoszeniu niepodległości w perspektywie dwóch lat. Znaczną część pozostałego terytorium Jemenu, ze stolicą Saną włącznie, kontroluje od 2014 r. zwalczany przez Rijad (i oficjalnie także przez Abu Zabi) ruch Hutich. Jest on związany z Iranem, choć ostatnio, ze względu na problemy wewnętrzne, które ma Teheran, jest to związek już raczej tylko ideologiczny i religijny (Huti wyznają odmianę szyizmu). 

Konflikt w Jemenie

Foto: Paweł Krupecki

Co kontrolowała w Jemenie separatystyczna STC? I czy jeszcze istnieje? Szef STC uciekł do Emiratów przez Somaliland

Problem z określeniem, co teraz kontrolują separatyści, wynika z tego, że nie wiadomo, czy nadal istnieje ich główna organizacja – Południowa Rada Przejściowa (STC). W piątek sekretarz generalny STC informował o jej rozwiązaniu, co wyglądało na efekt saudyjskich nacisków. Jednak rzecznik, który przebywa w Abu Zabi, zaraz zaprzeczył, wypowiadając się dla agencji AFP. W Adenie, najważniejszym mieście na południu, doszło zaś w sobotę do demonstracji poparcia dla separatystów.

Szef STC Ajdarus az-Zubajdi, który widział się już w roli przywódcy nowego państwa, uciekł z Jemenu dwa dni wcześniej. Z pomocą Emiratczyków dostał się najpierw drogą morską do Somalilandu, a potem dotarł do Abu Zabi. Droga ucieczki jest tym bardziej interesująca, że Somaliland, separatystyczny region w Somalii, kilka tygodni wcześniej był bohaterem innej rozgrywki geopolitycznej – jego niepodległość uznał pierwszy kraj, Izrael, a ZEA, choć tego jeszcze nie uczyniły, to nie potępiły w przeciwieństwie do Arabii Saudyjskiej izraelskiej decyzji.

Reklama
Reklama

Az-Zubajdi jeszcze niedawno zasiadał w radzie uznawanego przez społeczność międzynarodową rządu jemeńskiego, wspieranego najbardziej przez Arabię Saudyjską. Rada jednoczyła różne ugrupowania przeciwne Hutim, dysponujące własnymi oddziałami wojskowymi. Armia rządowa – podobnie jak sam rząd, który działa na uchodźstwie w saudyjskiej Dżuddzie – jest na tyle słaba, że kontrolowała tylko niewielką część terenów nieopanowanych przez Hutich. Nagle Az-Zubajdi, który zapowiedzi dochodzenia do niepodległości łączył w grudniu z działaniami militarnymi przeciwko armii rządowej, stał się dla Rijadu największym wrogiem, oficjalna saudyjska gazeta opublikowała na pierwszej stronie wielki tekst o nim pod tytułem, kojarzącym się z przestępcami: „Poszukiwany”. 

Separatyści chcieli odtworzyć państwo, które pod nazwą Ludowo-Demokratyczna Republika Jemenu istniało w czasach zimnej wojny – do 1990 r., gdy doszło do zjednoczenia z Jemenem Północnym. Było to państwo sojusznicze Moskwy, zwano je też Jemenem Południowym. Separatyzm połączył byłych absolwentów radzieckich szkół i konserwatywnych przywódców plemiennych, często będących potomkami lokalnych władców z czasów brytyjskiego protektoratu, takich jak syn ostatniego sułtana Zindżibaru. I jedni, i drudzy nie czuli kulturowych związków z Jemeńczykami z dawnego Jemenu Północnego. Ich państwo miało się nazywać Arabia Południowa. 

Rywalizacja Rijadu i Abu Zabi w regionie. Nie tylko Jemen

Jemen nie jest jedynym krajem, w którym interesy Arabii Saudyjskiej i ZEA bardzo się rozeszły. Widać to w Libii i Sudanie, gdzie wspierają przeciwne strony tamtejszych konfliktów – Emiratczycy te, które nie mają uznania społeczności międzynarodowej. – ZEA realizowały tam plan otaczania i nękania Arabii Saudyjskiej z dala od swojego terytorium i z tego zapewne nie zrezygnują – mówi „Rzeczpospolitej” Adil Abdel Aati, analityk zajmujący się krajami arabskimi i liberalny polityk sudański. 

Czytaj więcej

Separatyści dokładają się do tragedii Jemenu

Adil Abdel Aati zakłada, że teraz Emiratyczycy mogą się nawet posunąć do podburzania przeciwko Rijadowi mniejszości szyickiej w Arabii Saudyjskiej. Uważa też za realne, że Emiratczycy dogadają się z Hutimi. Mimo że ZEA współpracuje w budowie nowego Bliskiego Wschodu z Izraelem, a ten przedstawia związanych z Iranem Hutich jako wielkie zagrożenie i tłumaczy nawiązanie sojuszu z leżącym po drugiej stronie Zatoki Adeńskiej Somalilandem koniecznością likwidacji tego zagrożenia. – Huti odpalali w kierunku Izraela parę rakiet czy wysyłali drony, co nie było dla tego kraju wielkim zagrożeniem – podkreśla sudański ekspert.

Reklama
Reklama

Nowe podziały w świecie muzułmańskim. Turcja, Pakistan i Egipt po stronie Arabii Saudyjskiej

Patrząc na wydawane ostatnio oświadczenia w sprawie Somalilandu i Jemenu, można wnioskować o tworzeniu się nowych podziałów w świecie arabskim, a nawet muzułmańskim. Arabia Saudyjska wydała ich kilka razem z krajami, z którymi wcześniej rywalizowała – przede wszystkim z Turcją, a także z Katarem, który w latach 2017-2021 izolowała. Pod wspólnym oświadczeniem podpisał się nawet Iran. Do tego nowego sojuszu skupionego wokół Arabii Saudyjskiej wpisują się też najludniejsze państwa muzułmańskie Indonezja, Pakistan, Bangladesz i Egipt. W piątek Bloomberg napisał, że Turcja chce dołączyć do paktu obronnego Arabii Saudyjskiej i posiadającego broń atomową Pakistanu.

Czytaj więcej

Zazdrość nad Zatoką Perską

Zjednoczonym Emiratom Arabskim zostają najwyraźniej przede wszystkim kraje, które podobnie jak one znormalizowały kilka lat temu stosunki z Izraelem – Maroko i Bahrajn oraz Syria, która pracuje nad porozumieniem o bezpieczeństwie z Izraelem. No i sam Izrael, który zapewne liczy też na Amerykę. 

Polityka
Problemy z Air Force One. Samolot, którym Trump leciał do Davos, musiał zawrócić
Polityka
Donald Trump opublikował w sieci nowy wpis. Takie ma plany wobec Grenlandii?
Polityka
Premier Grenlandii odpowiada na groźby Trumpa. „Musimy być gotowi”
Polityka
Ekspert ocenia politykę zagraniczną Trumpa. Jakie miejsce zajmuje w niej Polska?
Polityka
Nie wszyscy doradcy Donalda Trumpa zgadzają się z nim w sprawie przejęcia Grenlandii
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama