Marek Migalski: Toksyczne związki lewicy

Wyborcy muszą wiedzieć, czy są częścią obozu władzy.

Publikacja: 17.04.2024 04:30

Marek Migalski: Toksyczne związki lewicy

Foto: Nowa Lewica/mat.pras./Piotr Kowalski

To, co przynosiło pożytki lewicy w czasach bycia w opozycji, przestało działać w okresie sprawowania przez nią władzy. Mam tu na myśli jej swoistą dwuczłonowość, czyli fakt, że dwoma głównymi (i odrębnymi) jej częściami jest Nowa Lewica oraz partia Razem. Gdy rządziło PiS, był to układ symbiotyczny, wzmacniający przekaz lewicowych działaczy i dodający poparcia dla obu partii. Jednak obecnie, w czasach współrządzenia z KO i Trzecią Drogą, konstrukcja ta potęguje wewnętrzne napięcia i ciągnie całą formację w dół.

Udzieliła wotum zaufania rządowi, ale do niego nie weszła

Przypomnijmy – partia Razem udzieliła wotum zaufania gabinetowi Donalda Tuska, ale do niego nie weszła, pozostając w czymś, co można byłoby określić jako „aksamitną opozycję”. Natomiast politycy i polityczki Nowej Lewicy objęli kilka resortów i weszli do wszystkich prawie ministerstw jako sekretarze stanu – tym samym w całości popierając rząd i ponosząc odpowiedzialność za jego dokonania. Zatem w jednym klubie parlamentarnym znalazły się zarówno osoby popierające nowy gabinet, jak i pozostające wobec niego w opozycji i coraz częściej go krytykujące. Zaiste, sytuacja rzadko spotykana w światowym parlamentaryzmie.

W jednym klubie parlamentarnym znalazły się zarówno osoby popierające nowy gabinet, jak i pozostające wobec niego w opozycji i coraz częściej go krytykujące

Lewicowi wyborcy nie wiedzą za bardzo, czy są częścią obozu władzy, czy wprost przeciwnie. Co więcej, w konkretnych działaniach Razem i Nowa Lewica zajmują odrębne, a czasami nawet przeciwstawne, pozycje. Dobrym przykładem była elekcja samorządowa, w czasie której obie partie popierały nierzadko konkurujące ze sobą komitety i kandydatów. Najbardziej widoczną egzemplifikacją tej politycznej schizofrenii jest sytuacja w Krakowie, gdzie Razem popiera Łukasza Gibałę, a Nowa Lewica Aleksandra Miszalskiego.

Liderzy lewicy (na zdjęciu Włodzimierz Czarzasty i Adrian Zandberg) skazują swoje formacje na powoln

Liderzy lewicy (na zdjęciu Włodzimierz Czarzasty i Adrian Zandberg) skazują swoje formacje na powolną śmierć

Tomasz Jastrzębowski/REPORTER

Dalsze trwanie tego rozdwojenia może zakończyć się całkowitą klęską lewicy jako osobnego bytu politycznego. Wszystkie formacje, które po 1989 roku nie bardzo wiedziały, czy popierają rząd, czy są wobec niego w opozycji, ginęły w mrokach niepamięci. Taki był w ostatnich latach los Ruchu Palikota, PJN, Nowoczesnej, Kukiz’15. Po prostu – wyborcy chcą mieć jasność co do tego, czy dane ugrupowanie jest częścią obozu władzy, czy też nie.

Politycy Razem i Nowej Lewicy coraz bardziej dają upust swej wzajemnej niechęci

Gdy rządziło PiS, dwuczłonowość lewicy nie miała znaczenia – oba tworzące ją podmioty były w głębokiej opozycji wobec niego i wewnętrzne różnice mogły być skutecznie maskowane. Obecnie taka sytuacja jest nie do utrzymania. Nie tylko dlatego, że politycy Razem i Nowej Lewicy coraz bardziej dają upust swej wzajemnej niechęci, ale przede wszystkim z tego powodu, że podobne uczucia wobec siebie mają ich elektoraty.

Czytaj więcej

Sondaż: Co drugi młody Polak chce mniej Lewicy w rządzie

Jeśli zatem liderzy obu partii pozostaną w tym toksycznym związku, może się to skończyć klęską obu ugrupowań. Najlepszym dla wszystkich rozwiązaniem byłoby odejście Razem do całkowitej opozycji i opuszczenie wspólnego klubu parlamentarnego – a potem krytykowanie gabinetu Tuska z lewicowej strony. Nie zabrakłoby dla takiej aktywności paliwa – tego można być pewnym. Oraz samodzielny start w eurowyborach. To ryzykowny ruch, ale trwanie obecnego układu skazuje obie formacje na powolną śmierć. „Pójście na swoje” ma wady – brak finansowania budżetowego, niechęć większości mediów, problemy kadrowe i brak struktur. Te wszystkie problemy w obecnej sytuacji nie dotyczą formacji Adriana Zandberga i Magdaleny Biejat z powodu sojuszu z formacją Włodzimierza Czarzastego i Roberta Biedronia. Ale bez radykalnej zmiany formuły działania lewica jako całość będzie zmierzać ku przepaści.

Trudne rozwiązanie – poparcie rządu przez Razem

Jest oczywiście i inne wyjście – poparcie rządu przez Razem, wzięcie odpowiedzialności za jeden resort i realizacja (ograniczona koalicyjnym stosunkiem sił) swojego programu. Ale to – wydawałoby się – oczywiste rozwiązanie jest chyba jeszcze trudniejsze dla „razemków” niż przejście do całkowitej opozycji. Tak się właśnie dzieje, gdy klubowicze i dyskutanci biorą się za politykę, w której kompromis i poczucie dyskomfortu są cnotą i codziennością. Odwrotnie niż w kawiarni czy na ideologicznej manifie.

Autor jest politologiem, prof. UŚ

To, co przynosiło pożytki lewicy w czasach bycia w opozycji, przestało działać w okresie sprawowania przez nią władzy. Mam tu na myśli jej swoistą dwuczłonowość, czyli fakt, że dwoma głównymi (i odrębnymi) jej częściami jest Nowa Lewica oraz partia Razem. Gdy rządziło PiS, był to układ symbiotyczny, wzmacniający przekaz lewicowych działaczy i dodający poparcia dla obu partii. Jednak obecnie, w czasach współrządzenia z KO i Trzecią Drogą, konstrukcja ta potęguje wewnętrzne napięcia i ciągnie całą formację w dół.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Donald Tusk ogłasza przewodniczącego „rosyjskiej” komisji. Pierwszy raport już latem
Polityka
Latem raport „rosyjskiej” komisji. Donald Tusk chce oczyścić atmosferę w Polsce
Polityka
Daniel Olbrychski i Maja Ostaszewska powalczą o prawa zwierząt. Celem zmiana przepisów
Polityka
Michał Kobosko: Rozszerzenie Unii Europejskiej o Ukrainę jest dzisiaj kompletnie nierealistyczne
Polityka
Elon Musk krytykuje Rafała Trzaskowskiego. "Kopiuje głupie rzeczy z Ameryki"
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?