Kto wygra wybory w Rosji? Putin, Putin albo Putin

Antywojennego kandydata wyrzucono za burtę. Gospodarz Kremla nie będzie miał konkurencji. Startują jego ludzie.

Aktualizacja: 09.02.2024 06:27 Publikacja: 09.02.2024 03:00

Borys Nadieżdin obiecywał Rosjanom szybko zakończyć wojnę

Borys Nadieżdin obiecywał Rosjanom szybko zakończyć wojnę

Foto: NATALIA KOLESNIKOVA / AFP

– Oczywiście, widzimy to, że wielu ludzi chciałoby zobaczyć Borysa Nadieżdina na liście kandydatów. Jest mi bardzo przykro, ale działając w ramach obecnego prawa i będąc członkiem Centralnej Komisji Wyborczej, nie mam innego wyjścia – tłumaczył decyzję o niedopuszczeniu do wyborów Nikołaj Lewiczew. Posiedzenie rosyjskiej CKW przypominało posiedzenie partyjnej komisji dyscyplinarnej z czasów Związku Radzieckiego. Nadieżdinowi wypominano, że w swojej karierze „przechodził z partii do partii”, i sugerowano, że w sposób nierzetelny wydał zebrane od darczyńców na swoją kampanię pieniądze. Rzecz jasna nie pokazano żadnych dowodów.

Będą nowe represje wobec opozycji?

Po ogłoszeniu ostatecznego werdyktu CKW Nadieżdin bez pozwolenia zabrał głos. Nie rzucał ostrych wypowiedzi pod adresem Kremla, nie nawoływał do protestów czy bojkotu wyborów. Zapowiedział, że odwoła się od decyzji. – A jest jeszcze wyższy sąd – rzucił, unosząc palec wskazujący, zapewne mając na myśli sąd ostateczny. – Chodziło mi o Sąd Konstytucyjny – dodał ostrożnie, gdy na sali zapadła wymowna cisza.

Czytaj więcej

Jedyny prawdziwy rywal Władimira Putina wykluczony z wyborów

Formalnym powodem do wyrzucenia go z kampanii wyborczej było to, że w CKW znaleziono ponad 5 proc. dopuszczalnych ustawowo (czyli 9 tys.) „nieprawidłowych podpisów” ze złożonych przez niego 105 tys. (tyle można było przekazać CKW, zebrał ponad 200 tys. podpisów).

Do utworzonych przez niego lokali ustawiały się gigantyczne kolejki, w których ludzie po kilka godzin czekali na złożenie swojego podpisu w Moskwie, Petersburgu i innych miastach kraju. Był jedynym kandydatem, który deklarował chęć szybkiego zakończenia wojny, rozmów pokojowych z Ukrainą i normalizacji relacji z Zachodem.

Sondaże (Russian Field) dawały mu 10 proc. poparcia, a część działaczy opozycji demokratycznej (również przebywających na emigracji) zaczęła promować jego kandydaturę. Udzielił też kilku wywiadów, w których potępiał wojnę i postawił pod znakiem zapytania przyszłość okupowanych obecnie przez Rosję terytoriów Ukrainy.

– Wygląda na to, że Nadieżdin powiedział za dużo i zdobył niewielką, ale jednak popularność. Usuwając jego kandydaturę, Kreml też wygrywa, bo już ma przed sobą listy tych tysięcy odważnych ludzi, którzy złożyli swoje podpisy. Nie wykluczam, że osoby te padną ofiarą represji – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Władimir Ponomariow, który w Polsce reprezentuje rosyjski opozycyjny Zjazd Deputowanych Ludowych.

– Niegdyś był pomocnikiem Siergieja Kirijenki (obecnie wiceszef administracji Putina, Nadieżdin doradzał mu w latach 90., gdy ten był premierem – red.) i musiał być zaakceptowany przez Kreml. Kirijenko jest jednym z najmądrzejszych ludzi na Kremlu i umie dobrze rozważać wszystkie możliwe opcje. Nie wykluczono, że na początku chcieli go dopuścić, by zdobył swój 1 proc. głosów. Po to, by upozorować rzetelność procesu wyborczego. Widocznie w ostatecznym rozrachunku minusy przeważyły nad plusami – dodaje.

„Putin się nie boi”

Propaganda Kremla twierdzi, że wszystko jest zgodnie z prawem. Przekonuje nawet, że tak naprawdę nie było żadnego antywojennego kandydata i że Rosjanie wcale nie chcieli na takiego kandydata głosować. – Członkowie CKW mówili mi, że chcieli go zarejestrować, ale miał bardzo dużo nieprawidłowości w podpisach. Te kolejki (chętnych do złożenia podpisów – red.) zostały zorganizowane, to akcja PR. Młodzi ludzie za odpowiednie wynagrodzenie imitowali to masowe zainteresowanie kandydatem. Robił to już wcześniej Nawalny – mówi „Rzeczpospolitej” Aleksiej Muchin, moskiewski politolog związany z Kremlem. Przekonuje, że na Kremlu „nie boją się antywojennego kandydata”. – Wiemy, kto próbował narzucić nam antywojenną narrację, wiemy też, kto to finansował. Jeżeli będziemy mieli dyskusję w społeczeństwie na ten temat, to na pewno nie podczas tych wyborów – dodaje.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Borys Nadieżdin miał być chłopcem do bicia, a wystraszył Władimira Putina

W marcowych wyborach Putin będzie miał trzech „rywali”. Wszyscy popierają wojnę z Ukrainą, wszyscy są objęci sankcjami Zachodu. Władisław Dawankow jest zastępcą przewodniczącego rosyjskiej Dumy z frakcji Nowi Ludzie. Poza nim startuje Leonid Słucki, który w Partii Liberalno-Demokratycznej zastąpił zmarłego w 2022 roku Władimira Żyrinowskiego. Partia komunistów (KPRF) wystawiła zaś Nikołaja Charitonowa.

– To nie są wybory. To procedura, w której uczestniczy jeden duży Putin i trzech mniejszych. Wyniki zostaną narysowane, bo nikt tego nie kontroluje. Nie ma rzetelnych obserwatorów, niedopuszczani są dziennikarze – mówi „Rzeczpospolitej” Borys Wiszniewski, petersburski opozycjonista z partii Jabłoko.

– Oczywiście, widzimy to, że wielu ludzi chciałoby zobaczyć Borysa Nadieżdina na liście kandydatów. Jest mi bardzo przykro, ale działając w ramach obecnego prawa i będąc członkiem Centralnej Komisji Wyborczej, nie mam innego wyjścia – tłumaczył decyzję o niedopuszczeniu do wyborów Nikołaj Lewiczew. Posiedzenie rosyjskiej CKW przypominało posiedzenie partyjnej komisji dyscyplinarnej z czasów Związku Radzieckiego. Nadieżdinowi wypominano, że w swojej karierze „przechodził z partii do partii”, i sugerowano, że w sposób nierzetelny wydał zebrane od darczyńców na swoją kampanię pieniądze. Rzecz jasna nie pokazano żadnych dowodów.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Sunak: Pierwsi migranci odlecą do Rwandy w lipcu. "Bez względu na wszystko"
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Polityka
Iran i broń atomowa. Jest deklaracja władz w Teheranie
Polityka
Korea Północna strzela rakietami balistycznymi. Pokonały 300 km
Polityka
Bezprecedensowy wzrost wydatków na zbrojenia. Polska na czele Europy
Polityka
Córka Kadyrowa z orderem za zasługi, choć straciła miliony