Petycję w tej sprawie można było podpisywać w internecie już od dwóch miesięcy, ale niewielu o niej wiedziało. Usłyszał o niej cały kraj w zeszłym tygodniu. Po opublikowaniu przez dziennikarzy śledczych z Correctiv – medium internetowego, które o sobie mówi, że „umacnia demokrację” – tekstu o tajnym spotkaniu bardzo skrajnej prawicy, na którym była mowa o konieczności „reemigracji”. Czyli o wydalaniu z Niemiec imigrantów, w tym i tych, którzy mają niemieckie paszporty – „jeżeli się dobrze nie zasymiliowali”.
W tajnym spotkaniu, które odbyło się listopadzie na sielankowym przedmieściu Poczdamu, uczestniczyło też czterech przedstawicieli AfD. Zaraz potem tysiące Niemców wzięło udział w demonstracjach przeciw AfD. Zwiększyło się grono polityków i przedstawicieli biznesu, którzy domagają się delegalizacji tej partii (co jest bardzo mało prawdopodobne). I nagle wzrosło zainteresowanie petycją pod hasłem „Prawdziwa demokracja to powstrzymanie Höckego” (nie brał udziału w spotkaniu w Poczdamie).
Kim jest Björn Höcke z AfD
Björn Höcke to nie tylko przywódca AfD w Turyngii, niewielkim wschodnim landzie, ale i lider najskrajniejszego skrzydła w tej partii, nacjonalistycznego. O nikim innym w Niemczech nie mówi się równie często „faszysta” czy „nazista”.
Czytaj więcej
Radykalni populiści rozważają pomysł wysiedlenia milionów cudzoziemców z kraju. Ich przeciwnicy odpowiadają żądaniami zakazu działania partii.
W petycji, którą wymyślił nieznany szerzej 56-letni Indra Ghosh, fizyk z Düsseldorfu, Höcke też zwany jest faszystą. I „prawdziwie niebezpiecznym wrogiem” wolnościowego porządku demokratycznego. Celem petycji jest skłonienie Bundestagu lub rządu, by wystąpił o pozbawienie praw obywatelskich lidera AfD – tak by nie mógł on brać udziału w wyborach. Podstawą takiego radykalnego rozwiązania ma być artykuł 18 ustawy zasadniczej. Wspomina on o utracie „praw podstawowych” przez osobę, która nadużywa wolności, np. wolności słowa (jak Höcke wobec migrantów). Decyzję o utracie i jej zakresie podejmuje Federalny Trybunał Konstytucyjny.
„Mam dwie córki i chciałbym, żeby w przyszłości mogły nadal żyć w naszym demokratycznym porządku prawnym” – tłumaczył Ghosh w wywiadzie dla lokalnej gazety „Rheinische Post”, którego udzielił we wtorek. Wtedy nie miał jeszcze żadnego odzewu od czołowych polityków z Berlina, a liczy na to, że wniosek skierują do trybunału frakcje SPD, CDU/CSU, Zielonych i liberalnej FDP. We wtorek pod petycją było 800 tys. podpisów, w czwartek po południu prawie 1,4 mln.
Kto nie chce Björna Höckego? Eksperci ostrzegają w sprawie petycji dotyczącej AfD
Nawet w niektórych lewicowych środowiskach pomysł się nie podoba. Petycja „to nie jest powód do antyfaszystowskiej radości, lecz do najpoważniejszych obaw” – napisał bardzo lewicowy dziennik „taz”, dodając, że gdyby na Węgrzech pozbawiano praw „wrogów państwa”, to uznalibyśmy z oburzeniem, że jest to dowód na to, że ten kraj nie jest już demokracją, lecz reżimem w stylu Białorusi.
Czytaj więcej
Luka budżetowa skłoniła rząd do szukania oszczędności w jednym ze sztandarowych projektów rządu, a właściwie SPD kanclerza Scholza.
Eksperci przestrzegają, że ryzyko porażki takiej inicjatywy jest wysokie. Poprzednie, bardzo nieliczne próby pozbawienia praw, w tym niemieckich dżihadystów, skończyły się niepowodzeniem.
Nawet jeżeli trybunał zająłby się sprawą, to trwałaby ona długo, a wybory w Turyngii, w których Höcke może odnieść wielki sukces, są już 1 września. Na razie w sondażach AfD ma tam nawet 36 proc. Co oznacza, że czarny sen elit – Höcke w roli premiera landu – nie jest niemożliwy do spełnienia.
Sam Höcke uważa, że chce się z niego uczynić „nieczłowieka”, i że Niemcom grozi, że zamiast państwem prawa będą państwem ideologii. „Ale wyborcy już przejrzeli tę grę”.