Przedterminowe wybory parlamentarne. Hiszpania na wirażu

W niedzielę Hiszpanie ruszą do urn wyborczych. Sondaże wskazują, że te wybory mogą być kolejnym dowodem na europejski skręt w prawo.

Publikacja: 21.07.2023 03:00

Premier i lider socjalistycznej PSOE Pedro Sanchez

Premier i lider socjalistycznej PSOE Pedro Sanchez

Foto: AFP

Sformułowanie o urnach wyborczych jest w tym wypadku nieco na wyrost, bo zamiast udać się do lokali wyborczych w niedzielę, wielu Hiszpanów przesłało już swoje głosy pocztą. Przedterminowe wybory odbywają się bowiem w środku lata. Pedro Sanchez, stojący na czele rządu od pięciu lat, zdecydował się na zagrywkę pokerową: zwołał wybory pięć miesięcy przed terminem w reakcji na porażkę jego partii socjalistycznej PSOE w majowych wyborach regionalnych i miejskich.

Ma nadzieję, że w ten sposób odwróci trendy: nie pozwoli prawicy na skapitalizowanie zysków i zmusi centroprawicową Partię Ludową (PP) do prowadzenia ogólnokrajowej kampanii w tym samym czasie, gdy będzie ona negocjowała w wielu regionach i miastach tworzenie koalicji ze skrajnie prawicowym ugrupowaniem Vox.

Czytaj więcej

Hiszpania: Premier Sánchez straszy faszyzmem

Taktyka Pedro Sancheza: straszenie frankizmem

Taktyką Sancheza jest straszenie Hiszpanów partią o korzeniach frankistowskich. Bo sondaże są jasne: choć Partia Ludowa prowadzi przed socjalistami, to nie ma szans na stworzenie samodzielnego rządu. Będzie musiała zabiegać o poparcie trzeciego w sondażach Vox. To na teraz jest najbardziej prawdopodobny scenariusz powyborczy.

Sytuacja jest jednak na tyle dynamiczna, że możliwe jest też – choć to znacznie mniej prawdopodobne – pozostanie u władzy socjalistów, którzy utworzyliby koalicję z Sumar, nowym ruchem 15 małych partii lewicowych kierowanym przez niezwykle popularną hiszpańską minister pracy Yolandę Diaz. Niewykluczony jest też trzeci scenariusz – brak większości dla którejkolwiek z tych dwóch koalicji i kolejne wybory.

– Największa zmiana w krajobrazie politycznym Hiszpanii ostatnich lat to fragmentacja. Kiedyś scenariusz wyborczy był jasno zdefiniowany przez dwie partie – PP i PSOE. Obecny rząd jest pierwszym koalicyjnym (PSOE i skrajnie lewicowy Podemos – red.) i kolejny też taki musi być – mówi „Rzeczpospolitej” Carme Colomina, ekspertka think tanku CIDOB w Barcelonie.

Polaryzacja sceny politycznej w Hiszpanii

Przedwyborcza sytuacja w Hiszpanii nieco przypomina tę w Polsce pod względem głębokiej polaryzacji sceny politycznej z elementami wojny kulturowej. Choć PP jest na scenie europejskiej w jednej grupie politycznej z PO, to jednak jest partią bardziej konserwatywną i poprzez alianse z Vox można ją usytuować bliżej PiS. Tam, gdzie Vox wszedł już lokalnie lub regionalnie w koalicję z PP, znikają z urzędów tęczowe flagi symbolizujące społeczność LGBT, zamykane są ścieżki rowerowe, żeby stworzyć więcej miejsca dla samochodów.

Na poziomie centralnym Vox ma dalej idące ambicje. Chce uchylenia wprowadzonego przez lewicę prawa umożliwiającego zmianę płci, zaostrzenia prawa do aborcji, zmian w traktowaniu przemocy wobec kobiet. Vox, podobnie jak PiS, jest gorącym przeciwnikiem używania słowa „gender” (płeć zdefiniowana kulturowo). Upiera się, że przemoc wobec kobiet to „przemoc wewnątrzrodzinna”.

Lider przodującej w sondażach opozycyjnej Partii Ludowej Alberto Núñez Feijóo

Lider przodującej w sondażach opozycyjnej Partii Ludowej Alberto Núñez Feijóo

AFP

Może także chcieć zmian we flagowym projekcie lewicy, którym jest nowe prawo definiujące gwałt jako każdy stosunek seksualny bez wyraźnej zgody jednej ze stron.

Czy im się to uda? Zdaniem ekspertów mało jest prawdopodobne, żeby w hiszpańskiej polityce nastąpił kompletny odwrót od progresywnej polityki zapoczątkowanej w przeszłości przez rząd Jose Zapatero, a kontynuowanej – po kilkuletniej przerwie – przez Pedro Sancheza.

– Hiszpańskie społeczeństwo bardzo się zmieniło i jest duże poparcie dla prawa do aborcji, praw osób LGBT czy praw kobiet. Pewne zmiany społeczne są już nieodwracalne i sama Partia Ludowa zdaje sobie z tego sprawę – mówi nam Camino Mortera-Martinez, ekspertka w brukselskim biurze think tanku Centre for European Reform. Ale premier Sanchez ma nadzieję, że napędzając strach przed tym odwrotem od progresywnych zmian, zyska kilka punktów poparcia. – Nadchodzące wybory pokażą, czy Hiszpanie chcą rządu po stronie Joe Bidena czy Donalda Trumpa, po stronie Luli da Silvy czy Jaira Bolsonaro – mówił hiszpański premier.

Sama Partia Ludowa nie bardzo chce wchodzić w buty skrajnej prawicy pokroju Trumpa czy Bolsonaro. Jej stateczny lider, rządzący od 13 lat regionem Galicji Alberto Núñez Feijóo, odcina się publicznie od niektórych wypowiedzi przywódcy Vox Santiago Abascala. W reakcji na wypowiedzi Abascala dotyczące przemocy wewnątrzrodzinnej Feijóo odpowiedział na Twitterze: „Istnieje przemoc oparta na gender”.

Straszenie Sanchezem z drugiej strony

Sanchez też jest atakowany ze skrajnych pozycji. Zarzuca mu się flirtowanie z lewicowymi autokratami w Ameryce Łacińskiej, a na gruncie hiszpańskim pobłażliwość wobec ruchów separatystycznych w Katalonii i Kraju Basków, które Vox oskarża o terroryzm. O ile więc Sanchez chce zyskać na strachu przed odebraniem już przyznanych praw, o tyle prawica Feijóo i Pascala straszy rozpadem kraju.

Czytaj więcej

Hiszpańska prezydencja w Unii Europejskiej z pomocą dla Ukrainy

Wybory odbywają się w czasie, gdy Madryt sprawuje półroczne, rotacyjne przewodnictwo w UE. Bruksela nie wydaje się być tym zatroskana – to nie pierwsza prezydencja, której towarzyszą wybory. Do tego główne partie, PP i PSOE, są proeuropejskie, bo taka jest hiszpańska tradycja. Nawet więc jeśli dojdzie do szybkiej zmiany rządu, trudno się z tego powodu spodziewać zawirowań w UE.

Ale w dłuższym terminie ewentualne dojście do władzy koalicji PP i Vox będzie miało konsekwencje dla UE. Byłby to kolejny, po Włoszech, Szwecji, Finlandii i Grecji, kraj, gdzie prawica, lub skrajna prawica, bardzo się wzmacnia. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego zapowiedzianymi na czerwiec 2024 rok byłby to znak, że unijna agenda w kolejnym mandacie też może skręcić w prawo.

Sformułowanie o urnach wyborczych jest w tym wypadku nieco na wyrost, bo zamiast udać się do lokali wyborczych w niedzielę, wielu Hiszpanów przesłało już swoje głosy pocztą. Przedterminowe wybory odbywają się bowiem w środku lata. Pedro Sanchez, stojący na czele rządu od pięciu lat, zdecydował się na zagrywkę pokerową: zwołał wybory pięć miesięcy przed terminem w reakcji na porażkę jego partii socjalistycznej PSOE w majowych wyborach regionalnych i miejskich.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Koalicyjny gabinet w Holandii. To będzie rząd skrajnej prawicy
Polityka
Robert Fico pozostaje na oddziale intensywnej terapii. Przejdzie kolejną operację
Polityka
Izba Reprezentantów ustawą chce zmusić Joe Bidena do wysyłania broni Izraelowi
Polityka
Spotkanie Xi Jinping–Władimir Putin. Zamrożenie wojny albo całkowita kapitulacja Kijowa
Polityka
Bliżej decyzji w sprawie polskiego pomnika w Berlinie. Brakuje jednak lokalizacji