Wojciech Hermeliński: PiS podwójnie zarobi na referendum

To głosowanie może być niekonstytucyjne – uważa Wojciech Hermeliński, były sędzia TK i przewodniczący PKW.

Aktualizacja: 12.07.2023 06:08 Publikacja: 12.07.2023 03:00

Wojciech Hermeliński

Wojciech Hermeliński

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Czy jest zgodne z prawem połączenie wyborów parlamentarnych z referendum na trzy miesiące przed wyborami?

Orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego jest jednoznaczne: nie można żadnych istotnych zmian w prawie wyborczym wprowadzać później niż sześć miesięcy przed wyborami. Referendum ogólnokrajowe to również jest rodzaj głosowania. A zmiany, które się wprowadza, są istotne, jak np. kwestia urn wyborczych czy powoływania komisji referendalnych i wyborczych, bo odmienne organy te komisje powołują. Dopóki więc ustawodawca nie ujednolici tych zasad, to referendum będzie możliwe jednego dnia, ale w osobnych komisjach. Tymczasem Państwowa Komisja Wyborcza chce, żeby była jedna komisja, by zaoszczędzić koszty. Te zmiany mają charakter nie tylko techniczny. Komisja Wenecka wychodzi z założenia, że na rok przed wyborami nie wolno wprowadzać istotnych zmian.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Dlaczego Kaczyński chce pytać w referendum nie o migrantów, ale o poparcie dla rządu

Jarosław Kaczyński chce, żeby pytanie referendalne odnosiło się do tego, „czy akceptujesz politykę rządu, która odrzuca przymusową relokację nielegalnych imigrantów”.

To nie jest pytanie do referendum, ono nie jest problematyczne i ma świadczyć o tym, czy obywatele popierają rząd, czy go nie popierają. Można mieć poważne wątpliwości co do tego, czy referendum przeprowadzone w tej formie będzie zgodne z konstytucją. Art. 56 konstytucji mówi, że osoby, które poszukują azylu w Polsce, czy też są uchodźcami, mogą korzystać z opieki państwa polskiego. Tymczasem w tym pytaniu wyklucza się te osoby, które mają być tutaj rzekomo relokowane. To narusza ten przepis konstytucji, niezależnie od tego, jak to pytanie się sformułuje – czy tylko na zasadzie „czy jesteś za polityką rządu w tym zakresie”, czy w ogóle „czy jesteś przeciwko przyjmowaniu cudzoziemców”.

Jest jeszcze jedna rzecz – ze strony władz nikt nie mówi o podstawie prawnej referendum. Sama ustawa to jeszcze mało. Jest przecież konstytucja i tam są przewidziane trzy rodzaje referendum: dotyczące akceptacji umowy międzynarodowej, dotyczące zmian w konstytucji i trzecie na podstawie art. 25 konstytucji, który mówi, że można przeprowadzić referendum ogólnokrajowe, jeśli dotyczy to spraw o szczególnym znaczeniu dla państwa. Nie wiem, czy przyjęcie niecałych dwóch tysięcy migrantów ma rzeczywiście szczególne znaczenie dla państwa.

Czy finansowo opłaca się połączyć referendum z wyborami?

Tu nie chodzi o obniżenie kosztów. To połączenie ma na celu tylko przysporzenie korzyści PiS, które liczy, że przybędzie mu dzięki referendum około miliona wyborców. Dopóki nie doprowadzi się do zmian w kodeksie wyborczym, w ustawie o referendum, nie spowoduje się, że będzie jeden organ, który powołuje komisję, to muszą być dwie komisje. Jak są dwie komisje, to trzeba powołać nową armię urzędników wyborczych, członków komisji referendalnych. To nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Trzeba wyprodukować nowe urny, bo te, które są, wystarczą tylko na głosowanie w wyborach, natomiast jak będzie osobna komisja, to muszą być osobne urny. Nie będzie więc to wcale mniejszy koszt. Mógłby być mniejszy, gdyby rzeczywiście dokonano zmian w ustawie, które zresztą PKW w 2018 roku sygnalizowała prezydentowi i marszałkom, przy okazji tzw. referendum konsultacyjnego. Od tamtej pory nic się nie zmieniło, ustawodawca żadnych zmian nie wprowadził, co uniemożliwia przeprowadzenie wyborów na zasadzie jedna komisja, jeden lokal. Są jeszcze dwa inne problemy.

PiS liczy, że dzięki referendum w sprawie relokacji przybędzie mu około miliona wyborców

Wojciech Hermeliński

Jakie?

Nakładanie się kampanii referendalnej i wyborczej oraz kwestia finansowa. Bo o ile chodzi o wybory, to mamy bardzo precyzyjne rygory – komitet wyborczy musi stworzyć specjalny fundusz wyborczy, na który można wpłacać pieniądze, ale tylko przelewami, żeby nadawca był do ustalenia. Jeśli chodzi o referendum, tych rygorów nie ma. Komisja wyborcza nie sprawdza żadnych finansów, jakie były wykorzystane w ramach referendum. Jest tu rozbieżność i nie można wykluczyć, że mogą nastąpić jakieś przepływy finansowania ze strony tych organów, które biorą udział w referendum, do komitetów wyborczych.

Czyli ktoś może zarobić na organizacji referendum?

Niewątpliwie rządzący. Jeśli chodzi o wybory, to dopiero po zarejestrowaniu komitetu wyborczego przez PKW może on podjąć agitację, może produkować różnego rodzaju materiały, które mogą być kolportowane, pod warunkiem że będą miały oznaczenie – logo i nazwę danego komitetu wyborczego. Ta zasada nie obowiązuje przy referendum i przy finansach stowarzyszeń, fundacji czy partii, które jakoś będą przy nim zaangażowane. Będzie trudno rozróżnić, która kampania czego dotyczy. I przez to też będą możliwe różne naruszenia zasad dotyczących agitacji wyborczej. PiS zarobi na referendum finansowo, ale też zarobi w sensie wpływu na wynik wyborów.

Czy najbliższe wybory parlamentarne będą powszechne, równe, bezpośrednie i tajne?

Jeśli chodzi o równość, to są wątpliwości. O ile zasadę równości rozumie się, że każdemu wyborcy przysługuje jeden głos i każdy głos ma taką samą siłę, to jednak na to też się patrzy jeszcze w trochę inny sposób – że chodzi o równość pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami czy kandydatami. Jak taka równość wygląda, to widzieliśmy już w ostatnich latach. Szczególnie to się nasiliło przy wyborach parlamentarnych w 2019 roku i rok później w wyborach prezydenckich, gdzie mieliśmy rażącą przewagę jednej strony, poprzez środki masowego przekazu, telewizję, radio, które są opanowane przez partię rządzącą. Z kolei finanse zasilane są przez menedżerów spółek państwowych, którzy są przecież dyscyplinowani przez partię rządzącą, więc tutaj jest rażąca nierówność.

Sąd Najwyższy ta nowa izba, która podejmuje uchwałę co do ważności wyborów, w zasadzie tym się nie przejmuje. Inna sprawa, że jeśli chodzi o możliwość składania protestów wyborczych dotyczących nierówność kampanii, to są one mało skuteczne, bo artykuł kodeksu wyborczego, który mówi o tych protestach, ogranicza je tylko do sfery głosowania i liczenia głosów. Cała kampania wyborcza jest poza możliwością skutecznego oprotestowania przed przed Sądem Najwyższym.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński zapowiada swoje odejście z rządu

Jestem przekonany, że tegoroczna kampania – i ta już nieoficjalnie trwająca, i ta prawdziwa, po wydaniu przez prezydenta postanowienia o zarządzeniu wyborów – będzie jeszcze bardziej stronnicza, z jeszcze większą przewagą strony rządzącej.

Czy pilnowanie wyborów i liczenie głosów przez opozycję ma sens?

Jestem przychylny wszystkim takim ruchom, bo im większe zaangażowanie obywateli, tym lepiej. Jednak kodeks wyborczy i tak zawiera wystarczające bezpieczniki, które mają zapobiegać fałszowaniu wyborów.

System zawarty w kodeksie wyborczym jest wystarczający dla zabezpieczenia uczciwości wyborów. Mówi się, że najłatwiej można sfałszować wybory na najniższym szczeblu, w komisji obwodowej. Ale przecież ona się składa z przedstawicieli różnych komitetów. Wszyscy patrzą sobie na ręce, jest również cały system mężów zaufania. Jeśli tylko będą oni chcieli działać dobrze i jeśli będzie chociaż jeden mąż zaufania w każdej komisji, to będzie wpływało znacząco na uczciwość wyborów. Mężowie zaufania zgodnie z kodeksem mają też prawo uczestniczyć przy sporządzaniu protokołu, mają prawo być przy wprowadzeniu danych do systemu elektronicznego, mają prawo do czynienia uwag w protokole, jeżeli zauważyli coś niestosownego, co potem może być wykorzystane jako dowód przy proteście wyborczym. Zarówno więc oni, jak i obserwatorzy wyborczy, wprowadzeni nowelą do kodeksu wyborczego w 2018 roku, to poważny bezpiecznik. I jeżeli będą swoje obowiązki należycie wykonywać, to będzie trudno zafałszować wybory. Drobne fałszerstwa zawsze były, są i będą. Natomiast niezwykle trudno dokonać fałszerstwa wyborów na dużą skalę. Ale pod warunkiem, że rzeczywiście te ruchy obywatelskie będą dokładnie patrzyły na ręce wszystkim członkom komisji wyborczych.

Paweł Szrot, szef gabinetu prezydenta RP powiedział w Radiu TOK FM, że trwa kampania wyborcza. A przecież Andrzej Duda jeszcze wyborów nie ogłosił. Czy prowadzenie kampanii jest zgodne z prawem?

Oczywiście, że nie. Zresztą niektórzy przedstawiciele poszczególnych partii też mówią: „Prowadzimy kampanię”. Ale jeżeli mówi to przedstawiciel prezydenta, to jest niepokojące. Nie podejrzewałem go o to, że nie zna prawa albo nie chce znać czy z jakichś innych względów twierdzi, że kampania wyborcza trwa. To niedopuszczalne, żeby urzędnik prezydencki takie rzeczy wypowiadał.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy nie chcą wyborów razem z referendum. „Za” tylko zwolennicy PiS

Polskę zalały billboardy, głównie przedstawicieli partii rządzącej, np. plakaty Marcina Ociepy od kilku miesięcy są na całej Opolszczyźnie. Michał Moskal, szef gabinetu politycznego prezesa PiS, na trasie do Lublina życzy „bezpiecznych wakacji”. Tak teraz można?

To niedopuszczalna kryptokampania wyborcza, ale nie ma na to sankcji. Kiedyś PKW przed wyborami występowała z apelem do potencjalnych kandydatów, ażeby powstrzymali się od takich działań, ponieważ jest to nie do przyjęcia w sytuacji, kiedy nie toczy się kampania. Ale to rzucanie grochem o ścianę, bo dla każdego ustawodawcy, z każdej partii jest wygodnie, żeby nie było żadnych rygorów.

Jedynym wyjściem byłoby wprowadzenie zasady, że te działania, tzw. prekampanijne, również są wliczane do sprawozdania finansowego, które składa partia. Inaczej to hulaj dusza, piekła nie ma.

Czy jest zgodne z prawem połączenie wyborów parlamentarnych z referendum na trzy miesiące przed wyborami?

Orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego jest jednoznaczne: nie można żadnych istotnych zmian w prawie wyborczym wprowadzać później niż sześć miesięcy przed wyborami. Referendum ogólnokrajowe to również jest rodzaj głosowania. A zmiany, które się wprowadza, są istotne, jak np. kwestia urn wyborczych czy powoływania komisji referendalnych i wyborczych, bo odmienne organy te komisje powołują. Dopóki więc ustawodawca nie ujednolici tych zasad, to referendum będzie możliwe jednego dnia, ale w osobnych komisjach. Tymczasem Państwowa Komisja Wyborcza chce, żeby była jedna komisja, by zaoszczędzić koszty. Te zmiany mają charakter nie tylko techniczny. Komisja Wenecka wychodzi z założenia, że na rok przed wyborami nie wolno wprowadzać istotnych zmian.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Test dla białoruskiej opozycji. Ruszyły niezależne wybory
Polityka
Obajtek o komisji ws. afery wizowej: Nie będę tańczył, jak Szczerba zagra
Polityka
Deklaracja Donalda Tuska. Przymiarki do wyścigu prezydenckiego nabiorą tempa
Polityka
Pakt migracyjny. Kaczyński: Tusk został wsypany przez premiera Francji
Polityka
"Najlepiej nie pamiętać". Na nowych taśmach Mraza są przygotowania do zeznań na komisji śledczej i przed NIK
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy