W czwartek prezes PiS Jarosław Kaczyński przemawiał w Chojnicach (woj. pomorskie). Jego wystąpienie przerwał mężczyzna, który pytał, dlaczego na spotkanie nie wpuszczono lokalnych mediów, a wydarzenie zabezpiecza "400 policjantów".

Były premier odpowiedział, by nie przerywać spotkania i pozwolić mu mówić. Dodał, że walka polityczna w Polsce jest ostra, ponieważ "tu niewątpliwie interweniują także siły zewnętrzne". Kaczyński dodał, że "ta interwencja jest także realizowana poprzez ludzi, którzy bardziej sobie cenią pewne państwa na zewnątrz, a szczególnie Niemcy, niż Polskę".

Kaczyński mówił w Chojnicach, że tacy ludzie są zaangażowani w to, degradować Polskę "poprzez właśnie tę metodę prowadzenia walki politycznej".- Żeby wprowadzać do życia publicznego przemoc, rzucanie kamieniami, przepraszam, że tak mówię, ale po prostu zwykłe chamstwo; żeby sprowadzać nasze społeczeństwo do poziomu lumpenproletariatu. To jest cel tych ludzi. Osiem gwiazdek. To słowo na "w", które było tak słyszane w pewnym momencie i ciągle jest słyszane. Otóż to jest właśnie tego rodzaju akcja: Polska nie może być silnym narodem, nie może mieć silnego państwa, bo to się nie podoba naszym sąsiadom. Otóż nie. Będziemy mieli silne państwo! I zniszczymy tych ludzi - powiedział prezes PiS.

Czytaj więcej

Kaczyński: Są tacy, którzy chcą sprowadzić nasze społeczeństwo do poziomu lumpenproletariatu. Zniszczymy tych ludzi

Kogo miał na myśli Jarosław Kaczyński mówiąc "zniszczymy tych ludzi"? - o to zapytany w piątek w Polsat News został nowy rzecznik PiS Rafał Bochenek. 

- Od pewnego czasu mamy do czynienia ze zjawiskami nasilonej agresji jeżeli chodzi o polskie społeczeństwo, zwłaszcza o drugą stronę sceny politycznej, ze słowami bardzo wulgarnymi, agresywnymi, które padają ze strony zwolenników Platformy Obywatelskiej, tych, którzy wspierają Donalda Tuska i którzy bardzo często również pojawiają się na naszych spotkaniach. Również na tym spotkaniu w Chojnicach byli tacy zwolennicy Donalda Tuska, którzy w sposób bardzo agresywny zachowują się nie tylko wobec samych polityków, ale również ludzi, naszych zwolenników, którzy chcą się spotkać z naszym liderem prezesem Jarosławem Kaczyńskim, ubliżając im i uniemożliwiając wzięcie udziału we wczorajszym spotkaniu czy w każdym innym - odpowiedział rzecznik Prawa i Sprawiedliwości.

Prowadzący rozmowę dziennikarz zapytał Bochenka, czy ten nie ma wrażenia, że w ustach prezesa partii rządzącej słowa "zniszczymy tych ludzi" brzmią "groźnie". - Ja bym tego nie interpretował dosłownie - odparł rzecznik PiS.

- Myślę, że prezes Kaczyński miał na myśli przede wszystkim postawy właśnie takie agresywne w życiu społecznym, politycznym, publicznym, które niestety stają się naszą codziennością i jest przyzwolenie z drugiej strony na tego typu zachowania - dodał.

Czytaj więcej

Sondaż IBRiS: Niewielkie wzrosty PiS i Koalicji Obywatelskiej. Wyraźny spadek poparcia dla Hołowni

Wymieniając w tym kontekście szefa klubu KO Borysa Budkę i przewodniczącego PO Donalda Tuska Rafał Bochenek mówił, że nie słyszał ze strony liderów Platformy Obywatelskiej krytyki agresji, rzucania kamieniami i obelg kierowanych pod adresem ludzi, którzy idą na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim "w różnych zakątkach Polski".

Bochenek wspomniał też o wulgaryzmach, które były wykrzykiwane podczas protestów po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Rzecznik PiS ocenił, że Donald Tusk "legitymizował tego typu zachowania", ponieważ spotkał się z liderką Strajku Kobiet Martą Lempart.

- I to jest bulwersujące, i o tym mówił prezes Kaczyński, że nie może być przyzwolenia na tego typu zachowania w życiu publicznym, ponieważ jeżeli dopuszczamy do tego typu wypowiedzi agresywnych liderów politycznych czy społecznych, to doprowadzamy również do degradacji społecznej, grup społecznych - powiedział w piątek rzecznik PiS.

Odnosząc się do zarzutów, że na czwartkowe spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim nie wpuszczono lokalnej stacji radiowej Bochenek przekonywał, że redakcje, które chciały być obecne na spotkaniu "mogły wcześniej się zapisać". - Tak jak na każde inne spotkanie jest przyznawana akredytacja - należy się zgłosić i jeżeli takie redakcje pojawiają się na liście, są wpuszczane. Natomiast jeżeli ktoś w ostatniej chwili przychodzi, to trudno nagle dla niego wygospodarować miejsce - stwierdził.