Emocje po odbiciu przez opozycję sejmiku śląskiego już opadły?

Sytuacja polityczna na Śląsku przypomina filmy Hitchcocka. Najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem napięcie tylko i wyłącznie rośnie. Trzęsieniem ziemi było w tym przypadku odbicie sejmiku przez opozycję. Ale PiS otrząsnął się już po pierwszym szoku związanym z odejściem marszałka Jakuba Chełstowskiego do stowarzyszenia TAK! Dla Polski. Teraz jesteśmy obserwatorami rozmaitych ruchów podjazdowych i wrzutek, przede wszystkim ujawniania dokumentów, które będą miały świadczyć o tym, że województwo śląskie było zarządzane przez układy, nepotyzm i korupcje. Tę kwestię doskonale obrazuje sytuacja w Funduszu Górnośląskim, którym obecnie interesuje się CBA.

Czytaj więcej

PiS straciło Śląsk. Opozycja liczy na więcej

Środowisko KO może zaufać marszałkowi Chełstowskiemu? Nowy układ sił utrzyma się chociaż do samorządowych wyborów w 2024 r.?

Trudno mówić o pełnym zaufaniu. Mamy raczej do czynienia z tworzeniem warunków możliwości do tego, aby w województwie śląskim pojawiła się przewidywalność, odpowiedzialność oraz poczucie bezpieczeństwa. Nie jest tajemnicą, że marszałek Chełstowski był jastrzębiem, jeżeli chodzi o ataki na opozycję, gdy był jeszcze w PiS-ie. Dlatego na pewno nie możemy mówić o zaufaniu – jest to raczej sojusz strategiczny. Zaczyna się bardzo ważny etap dla Polski przyjmowania funduszy europejskich, w którym konieczne jest ustabilizowanie sytuacji. Pamiętajmy, że marszałek Chełstowski spalił mosty, odchodząc z PiS-u, więc nie ma wyjścia i jest skazany na KO. Należy ostrożnie umawiać się co do poszczególnych elementów związanych z przyjmowaniem funduszy – tak by przez najbliższe 12 miesięcy zagwarantować bezpieczeństwo pracy dla urzędników w instytucjach marszałkowskich.

Czy środki z głównego budżetu są zagrożone? Samorządowcy mają obawy, że może być coś nie tak?

Wydaje się, że perspektywa finansowa 2021–2027 jest dziś bezpieczna. 8 grudnia otwierane są fundusze europejskie w województwie śląskim, to będzie 5 miliardów. Na razie nie ma niebezpieczeństwa, że te fundusze mogą nie trafić do regionów. Niestety, ogólnopolska polityka prowadzona przez PiS jest dość nieprzewidywalna. To, co wydaje się być dziś zagwarantowane, jutro może stać się elementem wewnętrznej rozgrywki w ramach Zjednoczonej Prawicy. Nie jest przecież tajemnicą, że środki przeznaczone dla Polski nadal leżą na stole w Brukseli tylko i wyłącznie dlatego, że rząd Zjednoczonej Prawicy jest szachowany przez jeden z jego elementów, czyli Solidarną Polskę. Rząd Morawieckiego potrzebuje tych pieniędzy, bo budżet jest pusty. Wydaje mi się, że w nowy rok możemy wejść z rządem mniejszościowym.

Jak podsumowałby pan wnioski z kongresu KO dotyczącego energetyki?

Nasz program streszcza się w trzech punktach: dekarbonizacja, decentralizacja, digitalizacja. To nie jest wybór na zasadzie albo atom, albo odnawialne źródła energii. Trzeba zbudować miks energetyczny, który będzie gwarantował bezpieczeństwo Polsce. Dlatego musimy postawić na odnawialne źródła energii, m.in. wiatraki i fotowoltaikę, oraz energetykę atomową. Gdybym był na miejscu PiS-u, to zaprosiłbym opozycję do wypracowania wspólnego planu. Oczywiście są różnice wśród partii opozycyjnych w tym temacie. Jednak, żeby zyskać poczucie bezpieczeństwa, musimy zainwestować w atom. Jestem przekonany, że wobec tego trudnego wyzwania, jakim jest bezpieczeństwo energetyczne, będziemy w stanie wypracować kompromis.

—współpraca Karol Ikonowicz