Oczkoś został zapytany o to, dlaczego Donald Tusk nie przyjął zaproszenia do debaty z premierem Mateuszem Morawieckim, która miała odbyć się na antenie TVP Info.
- PiS testuje PR-owców z PO czy dadzą złapać się w prostą pułapkę, jednak ci nie dali się na nią złapać. Forma programu nie miała przypominać debaty, ale w Polsce w ogóle nie ma odpowiedniej formy debaty, bo nikt nie potrafi jej prowadzić. W zasadzie chodziło tylko o to, żeby następnego dnia móc puścić paski w "Wiadomościach", że Donald Tusk stchórzył przed występem z cudownym premierem Morawieckim - stwierdził ekspert.
PiS testuje PR-owców z PO czy dadzą złapać się w prostą pułapkę, jednak ci nie dali się na nią złapać
Zdaniem specjalisty ds. wizerunku "Tusk nie miał dobrego wyjścia z tej sytuacji".
- Myślę, że nikt nie liczył, że Donald Tusk przyjmie zaproszenie. Wykorzystano to zaproszenie, żeby przypiąć kolejną negatywną łatkę Donaldowi Tuskowi, ale sądzę, że ściana z jego imieniem jest już pełna i nie da się do niej dokleić kolejnych rzeczy, a te które są doklejane, spadają. Może to być też kwestia braku profesjonalizmu pracowników TVP Info, może "na biegu" są w stanie zrobić tylko tyle - podkreślił ekspert.
Czytaj więcej
Podczas debaty Donald Tusk miałby przeciwko sobie nie tylko Mateusza Morawieckiego, ale również całą ekipę twórców programu. Jak miałby rozmawiać z...
Oczkoś ocenił także poziom debat politycznych w Polsce na przestrzeni ostatnich lat.
- Debata polega na tym, że wymienia się myśli, a każda telewizja powinna ją udostępniać. U nas zawsze jest rodzaj pseudodebaty, w której politycy uciekają od zadawanych pytań. Kilkanaście lat temu, gdy Jarosław Kaczyński był proszony o debatę z Donaldem Tuskiem, to odmówił argumentując, "że nie będzie rozmawiał z zastępcami". Tu też Donald Tusk mógłby stwierdzić, że nie będzie rozmawiał z zastępcą prezesa Kaczyńskiego - niech prezes stanie we własnej osobie. Z wielu punktów byłaby to ciekawa sprawa, ponieważ prezes teraz jeździ po Polsce i jest rozgrzany - stwierdził ekspert.