Gdy pięć lat temu konserwatywny rząd Mariano Rajoya odrzucił wynik nielegalnego głosowania nad samostanowieniem Katalonii, na Wyspach podniosły się liczne głosy oburzenia.

Prawo było co prawda po stronie Madrytu: zgodnie z wielkim kompromisem osiągniętym po śmierci Franco w 1975 roku hiszpańskie wspólnoty autonomiczne otrzymały najszersze w demokratycznej Europie kompetencje, ale za zobowiązanie, że tylko referendum przeprowadzone w całym królestwie może być podstawą do oderwania się któregoś z regionów. W brytyjskich mediach górę wzięła jednak „czarna legenda”: sięgająca jeszcze XVI wieku i okresu rywalizacji obu imperiów angielska propaganda kreśląca katolicką Hiszpanię w możliwie najgorszym świetle.

Okręty podwodne

Dziś jednak Londyn idzie śladami Madrytu. Liz Truss, faworytka do objęcia we wrześniu urzędu premiera, odrzuciła w środę w Perth możliwość przeprowadzenia ponownego referendum niepodległościowego w Szkocji.

– W 2014 r. Szkocka Partia Narodowa (SNP) zgodziła się, że tamto referendum będzie jedynym w tym pokoleniu. Zamiast mieszać w celu przeprowadzenia nowego głosowania, Nicola Sturgeon (liderka SNP) powinna skoncentrować się na realnych problemach prowincji. Ale ona chce przede wszystkim zwrócić na siebie uwagę. Najlepiej więc ją po prostu ignorować – uznała.

Czytaj więcej

Szkocja. W październiku przyszłego roku referendum niepodległościowe

Sturgeon, która jest najdłużej pełniącą obowiązki pierwszą minister Szkocji, odcięła się, zdradzając, że Truss kiedyś pytała ją, jak trafić na okładkę magazynu mody „Vogue”. Co prawda przed ośmiu laty szkoccy nacjonaliści sromotnie (45 do 55 proc.) przegrali próbę wybicia się na niepodległość. Jednak w Edynburgu wskazuje się, że od tego czasu okoliczności radykalnie się zmieniły. W 2016 r. 62 proc. Szkotów głosowała przeciw wyjściu z Unii. Musieli się jednak oni podporządkować woli o wiele liczniejszych Anglików. Ale to pozostawiło trwały ślad w opinii publicznej: jak podaje najnowszy sondaż dla „Sunday Times”, 49 proc. respondentów w prowincji chce powstania nowego państwa, a 47 proc. jest temu przeciwna.

Truss, najwyraźniej stylizując się na nowe wcielenie Margaret Thatcher, poszła jednak dalej. Zapowiedziała modernizację floty okrętów podwodnych wyposażonych w atomowe pociski Trident, które stacjonują w bazie Clyde w zachodniej Szkocji. To jeszcze jeden element utrzymania przez Londyn kontroli nad północną prowincją. I nie ostatni. Bo zdaniem byłej szefowej brytyjskiej dyplomacji konieczna jest większa kontrola nad poczynaniami szkockiego rządu regionalnego Holyrood.

Wśród torysów powszechne jest przekonanie, że zainicjowana przez Tony Blaira dwie dekady temu szeroka decentralizacja królestwa (devolution), na mocy której Szkocja, Walia i Irlandia Północna uzyskały szerokie kompetencje, w tym własny parlament i rząd, nie spełniły swojego zadania. Zamiast uśmierzyć nastroje niepodległościowe w Edynburgu, jeszcze bardziej zachęciła zwolenników irredenty.

Ocenę Truss podziela Rushi Sunak, minister finansów u Borisa Johnsona i jej rywal w walce o urząd premiera (o wyniku tej rywalizacji rozstrzygnie głosowanie wśród 160 tys. członków Partii Konserwatywnej, które zakończy się 5 września). – Do kwestii nowego referendum nie należy wracać ani teraz, ani w najbliższej przyszłości. To nie ten czas – powiedział Sunak. Sam Johnson na kilka dni przed ogłoszeniem dymisji w lipcu przesłał list do Sturgeon, w którym odrzucił jej prośbę o organizację nowego referendum. Także lider Partii Pracy Sir Keir Starmer w czasie niedawnej wizyty w Edynburgu podkreślił, że jeśli zostanie wybrany na szefa rządu, nie zezwoli na głosowanie na szkocką niepodległość. Najbliższe wybory do Izby Gmin są zaplanowane na maj 2024 r. Sondaże wskazują, że wygrają je laburzyści.

Sturgeon apelowała, aby nowe referendum odbyło się w październiku przyszłego roku. Wystąpiła jednak także do brytyjskiego Sądu Najwyższego z prośbą o opinię, czy na takie głosowanie musi wydać zgodę rząd brytyjski czy też może to być inicjatywy samego szkockiego parlamentu.

Wieki niezależności

Wyciągając wnioski z katalońskiego ruchu niepodległościowego, który poniósł całkowitą porażkę, próbując przekonać świat do uznania nowego państwa, Sturgeon wyklucza budowę suwerennej Szkocji wbrew prawu królestwa. Sędziowie w Londynie mają wydać orzeczenie w październiku tego roku.

W Hiszpanii twardą strategię wobec katalońskich nacjonalistów konserwatywnego rządu Mariano Rajoya kontynuuje lewicowa ekipa Pedro Sáncheza. Przynosi ona efekty. Jak wynika z ostatniego sondażu barcelońskiego Centro de Estudios de Opinion, który jest powiązany z rządem autonomicznym (Generalitat) i przez to nie może być posądzony o przychylność wobec Madrytu, już tylko 41 proc. Katalończyków opowiada się za niepodległością, 52 proc. jest temu przeciwna, a 7 proc. nie ma w tej sprawie zdania. Od siedmiu lat poparcie dla niepodległego państwa nie było tak słabe.

Jednym z tego powodów są trudności gospodarcze, jakie spowodował ruch nacjonalistyczny. Zamiast obiecywanego dobrobytu Katalończycy zostali skazani na coraz brutalniejszy spór między Barceloną i Madrytem. Z Katalonii, niegdyś najbogatszej prowincji kraju, zaczęły się wynosić coraz liczniejsze firmy.

Podobnie może być teraz w Szkocji. – Wraz z przejęciem władzy przez Truss można się spodziewać coraz ostrzejszej konfrontacji z Londynem – mówi „Financial Times” Gerry Hassan, którego książka „Potęga Szkocji: argumenty za niepodległością” ma się ukazać tej jesieni.

Ale podziałowi Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, dwóch filarów zachodniej Europy, nie sprzyja też narastające niebezpieczeństwo spowodowane przez rosyjską inwazję na Ukrainę. W ostatnim czasie wyszło na jaw, że lider katalońskich nacjonalistów Carles Puigdemont otrzymał wsparcie od powiązanych z Kremlem oligarchów w staraniach o budowę niezależnego państwa. Dla Ukrainy rozpad Zjednoczonego Królestwa, które poprzez szkolenie dziesiątek tysięcy ukraińskich żołnierzy, dostawy broni dla Kijowa czy przetarcie drogi dla całego Zachodu do surowych sankcji na Rosję w wyjątkowy sposób stawia opór Władimirowi Putinowi, byłoby niepowetowaną stratą.

Mimo wszystko strategia Truss niesie też pewne niebezpieczeństwo. Inaczej niż Katalonia Szkocja przez wieki była niezależnym państwem i w 1707 przystąpiła do dobrowolnej unii z Anglią. Jeśli teraz Szkoci dojdą do wniosku, że ich związek z Londynem jest wymuszony, szeregi nacjonalistów mogą się zwiększyć. Już teraz jedna piąta respondentów w prowincji przyznaje, że będzie bardziej skłonna poprzeć niezależne państwo, jeśli Truss zostanie nowym premierem.