Pod koniec ubiegłego tygodnia minister rozwoju i technologii opublikował długo oczekiwany na Śląsku projekt ustawy o Funduszu Transformacji Śląska – jego powstanie zagwarantował rząd górnikom już rok temu, podpisując tzw. umowę społeczną z górnikami za zgodę na stopniową likwidację kopalń do 2049 r. Fundusz, stworzony na wzór Polskiego Funduszu Rozwoju, ma koordynować transformację terenów pogórniczych, przemysłowych i poprzemysłowych z transformacją województwa śląskiego.

Projekt o powstaniu funduszu już rok temu przesłała rządowi strona społeczna. Rząd miał zgłosić do niego swoje uwagi i przygotować jego ostateczną wersję rok temu. Dlatego w połowie lipca w liście otwartym do premiera w mocnych słowach sygnatariusze tamtej umowy zarzucili rządowi całkowitą bezczynność.

„Oczekujemy przedstawienia wyczerpujących informacji dotyczących sposobu realizacji umowy społecznej oraz dalszego funkcjonowania sektora wydobywczego i energetycznego w kontekście trwającego kryzysu surowcowego oraz zagrożeń wynikających z wojny na Ukrainie. (...) Nie są równie prowadzone żadne działania dotyczące wsparcia gospodarczej transformacji województwa śIąskiego. Projekt Funduszu Transformacji Śląska, który zgodnie z zapisami umowy społecznej, przygotowaliśmy już w czerwcu 2021 roku nie jest procedowany. (...) postawa rządu wobec Umowy społecznej do złudzenia przypomina zachowanie poprzedniej ekipy rządzącej. (...) Jesteśmy przekonani, że dalsza bezczynność rządu PiS w kwestii umowy społecznej przyniesie podobne skutki dla tej formacji politycznej w przyszłorocznych wyborach”. List podpisało sześciu przewodniczących największych związków zawodowych.

Czytaj więcej

Pieniądze z UE dla samorządów dopiero w 2023 roku

Po dwóch tygodniach od jego publikacji minister rozwoju i technologii opublikował projekt ustawy o Funduszu Transformacji Śląska, który został odebrany jako pijarowa zagrywka rządu. – To kolejne oszustwo, lekceważenie nas. Rząd, przyparty do ściany, wrzucił coś, by pokazać, że coś robi, na tym chce przejechać do wyborów – krytykuje Krzysztof Gadowski, poseł KO. Tyle tylko, że na zapisy umowy z górnikami zgodę musi wydać KE – do dziś tego nie zrobiła.

Dominik Kolorz, szef Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności i jeden z sygnatariuszy krytycznego listu do premiera, również jest sceptyczny. Przyznaje nam, że wersja rządowa okroiła ich projekt o 70 proc. Zdradza, że związkowcom mówiono, że projekt nie spodoba się reszcie Polski, że w ogóle nie przejdzie procedur legislacji. – Że nie da się nawet zdobyć poparcia politycznego. A my chcieliśmy niezależności funduszu, żeby nie był np. śląskim CPK – tłumaczy Kolorz.

500 mln

Tyle złotych ma mieć kapitał początkowy Funduszu dla Śląska

Kluczowe są tu pieniądze. Fundusz dla Śląska ma mieć kapitał początkowy w wysokości 500 mln zł. To niewiele. W samym projekcie resortu, w tym ocenie skutków regulacji, nie ma o kosztach ani słowa. Rząd chciałby, by region jak najwięcej wziął środków z unijnego Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, służących wspieraniu regionów w procesie odchodzenia od węgla. – Nie chcemy, by fundusz był polityczną synekurą – podkreśla Kolorz. Rząd zamierza teraz pół roku go konsultować. Z odpowiedzi wiceminister rozwoju Olgi Semeniuk do posła Gadowskiego wynika, że „przybliżony termin skierowania projektu ustawy do Sejmu RP to grudzień 2022 r. – styczeń 2023 r.”.

To rok wyborczy, a Mateusz Morawiecki startował do Sejmu właśnie z Katowic. Kilka tygodni temu związkowców zapewniał, że sprawę funduszu bierze „pod swoją kuratelę”. Poseł Gadowski nie ma złudzeń. – Ten projekt przedłużano, by niewątpliwie kupić górników na Barbórkę, a potem skonsumować wyborczo. Dlatego w niego nie wierzę – dodaje poseł KO.