Najnowsza runda emocji wokół Krajowego Planu Odbudowy to efekt niedawnego wywiadu dla „Dziennika Gazety Prawnej” szefowej KE Ursuli von der Leyen, która zastrzegła, że chociaż zmiany w polskim sądownictwie dyscyplinarnym są „ważnym krokiem”, to nadal pozostaje kwestia do rozwiązania, jeśli chodzi o sądownictwo.

Wypowiedź von der Leyen wywołała natychmiast reakcję Solidarnej Polski, która na wielu płaszczyznach szuka możliwości, by pokazać, że to jej – a nie premiera i jego ludzi – podejście do konfliktu z KE było trafne. Poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski powiedział nawet, że von der Leyen powinna zostać uznana za „persona non grata” w Polsce. Solidarna Polska dopiero po długich rozmowach z PiS poparła projekt prezydencki ws. likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN, ale uzależniła to od wprowadzenia jej poprawek.

Czytaj więcej

Müller: Są radykałowie w Polsce i Europie, którym zależy na konflikcie ws. KPO

Co dalej jednak z rdzeniem całego sporu? Nasi rozmówcy z PiS pytani o to, czy możliwe są dalsze kroki legislacyjne w sądownictwie dyscyplinarnym, przekonują, że w tej chwili to bardzo mało prawdopodobne.

Jeden z naszych informatorów przypomina np., że prezes PiS Jarosław Kaczyński już jakiś czas temu zapowiedział publicznie, że „koniec tego dobrego”, jeśli chodzi o ustępstwa wobec Brukseli. Nowelizację własnej ustawy wyklucza w tej chwili również Pałac Prezydencki.

Oficjalnie politycy gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego przekonują, że wypowiedź szefowej KE a rzeczywista sytuacja to dwie różne sprawy, a wszystko wygląda inaczej niż polityczna dyskusja wokół słów von der Leyen.

– Co do samej wypowiedzi, to czym innym jest dynamika medialna, czym innym dynamika formalna. Ocena KE nie została jeszcze dokonana, żadne pismo w tej sprawie do Polski nie wpłynęło – mówił w środę w programie #RZECZoPOLITYCE rzecznik rządu, Piotr Müller. Jak stwierdził, żadna oficjalna ocena KPO przez KE jeszcze nie nastąpiła, a fundusze ze względu na tempo prac komisji mogą trafić do Polski dopiero na początku przyszłego roku.

Czytaj więcej

Dr Tomasz Słupik: Jesień, zima może być dla władzy druzgocąca

Politycy PiS liczą się jednak z tym, że w sprawie KPO możliwe są dalsze opóźnienia ze względu na układ sił w samej KE i działalność w niej „radykałów”.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Ale politycznie w retoryce rządu coraz częściej pojawiają się inne fundusze unijne – z nowej perspektywy finansowej na lata 2021–2027 r. W czwartek minister funduszy Grzegorz Puda stwierdził, że zaczną one trafiać do Polski jeszcze w tym roku. Tu nie ma kwestii realizacji kamieni milowych jak przy KPO. Politycy PiS podkreślają też, że środki z nowej perspektywy to znacznie większe fundusze niż te z KPO.

Krajowy Plan Odbudowy od miesięcy pojawia się też w retoryce opozycji. Politycy PO podkreślają wprost, że gwarancją odblokowania funduszy jest dopiero zmiana władzy w Polsce w najbliższych wyborach. A think tank Polski 2050 Szymona Hołowni wyliczył, że przejście w stan spoczynku sześciu z 15 sędziów zlikwidowanej Izby Dyscyplinarnej będzie podatnika kosztowało 23 miliony złotych. I można się spodziewać, że te liczby aż do wyborów opinia publiczna usłyszy wielokrotnie.