Pod rządami republikańskiego gubernatora Rona DeSantisa Floryda nabiera mocno konserwatywnego zabarwienia. W ramach tzw. ustawy Don’t Say Gay wprowadzono zakaz dyskusji na temat orientacji seksualnej w młodszych klasach szkoły podstawowej. Aborcja zakazana jest po 15 tygodniu ciąży. Władze wycofały dziesiątki podręczników, bo „poruszały zakazane tematy” od socjoemocjonalności po teorię „critical race” i uznano je za narzędzie indoktrynacji. Szkoły i pracodawcy mają ograniczone możliwości podejmowania tematu rasizmu i innych aspektów historii. Mapa kongresowych dystryktów tak została przerysowana, że daje republikanom przewagę.

I wreszcie zabrano florydzkiemu gigantowi Disneyowi jego status, który pozwalał mu się samemu rządzić na 25 tys. arów, które zajmuje kompleks Disney World. Kara ta spotkała Disneya, bo przeciwstawił się wprowadzanemu w szkołach zakazowi rozmawiania o kwestiach LGBT z dziećmi. DeSantis prowadzi politykę, która do tej pory była nie do pomyślenia, a teraz sprawiła, że stał się ulubieńcem konserwatywnej prawicy. Widzi w nim ona kandydata na prezydenta. DeSantis unika pytań dotyczących ambicji w wyborach 2024, jeżeli Donald Trump będzie się ubiegał o kolejną kadencję. Trump na razie wiedzie życie emeryta w posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie, choć nadal zajmuje czołowe stanowisko w swojej partii, pociągając za sznurki i sterując układami. Ale to Ron DeSantis sprawia, że oczy całego kraju zwrócone są na Florydę. Ogólnokrajowym szumem, jaki wywołuje wokół siebie, wcale nie przysparza sobie punktów u Trumpa, wręcz przeciwnie.

Kulturowo Floryda jest mniej konserwatywna niż jej przywódca

DeSantis wygrał wybory na gubernatora w 2018 r. zaledwie 32 tysiącami głosów. Jego mało przystępna osobowość nie otwierała mu drzwi do popularności. Pomogła mu pandemia. Wykorzystał niezadowolenie części społeczeństwa z polityki lockdownów, masek i obostrzeń. Zauważył, że promowanie wolności jednostki, jak i gospodarczego dobrobytu, który w konserwatywnym dyskursie pandemicznym uzależniony był od zwalczania zakazów i obostrzeń, ważniejsze będą dla jego wyborców niż ochrona zdrowia.

Ponad 70 tys. mieszkańców Florydy zmarło z powodu Covid-19, ale sondaże pokazują, że pandemiczna polityka DeSantisa spotyka się z wielkim poparciem. Co więcej, przyciągnęła na Florydę rzesze konserwatywnych Amerykanów, którzy tam „czują się wolni”. W ciągu roku, od lipca 2020 na Florydzie przybyło 260 tys. ludzi. Część z powodu pandemii – pracując zdalnie Amerykanie wyprowadzali się w rejony o większym komforcie życia. Dla wielu oznaczał on cieplejszy klimat i niższe podatki.

Rodzice, którzy przyklaskiwali walce DeSantisa z pandemicznymi restrykcjami, teraz wspierają go w wojnie kulturowej i w kwestiach szkolnych. – Moim zdaniem gubernator jest bardziej popularny niż sam Disney, a nawet niż były prezydent – mówi w wywiadzie dla „NYT” Anthony Pedicini, republikański strateg. Kulturowo Floryda jest mniej konserwatywna niż jej przywódca. Wyborcy głosowali za legalizacją medycznej marihuany i przeciw manipulowaniu granicami dystryktów wyborczych. Wysyp konserwatywnych przepisów i ustaw spotkał się z krytyką w dużych aglomeracjach, rządzonych przez demokratów. Uważają, że ustawa Don’t Say Gay przenosi Florydę w lata 80. i nie ma bytu w dzisiejszym społeczeństwie, oraz protestują przeciwko zabraniu Disneyowi dotychczasowych przywilejów.

Czytaj więcej

Trump International Hotel zmienia właściciela. Posiadłość o randze symbolu

Jednak analitycy spodziewają się, że sprzeciw demokratycznych mieszkańców Florydy wobec polityki republikańskiego gubernatora nie przełoży się na wyniki wyborów, bo demokraci w tym stanie są mało zorganizowani.